KSIĄŻKA Na marne

Już dawno nie dostałam tylu pytań o to czy przeczytałam jakiś tytuł. Ale NA MARNE wzbudza duże emocje. Nic dziwnego, to dobry temat w obecnym czasie. Na szczęście nie został wykorzystany jedynie jako temat dla pieniędzy… ale czego innego można spodziewać się po wydawnictwie Czarnym jak nie dobrego reportażu? 😉

Marta Sapała postanowiła sprawdzić jak to jest z tą żywnością. Jak ogromne ilości jej zostają wyrzucane, a przez to marnowane. Na początku znalazła się na wysypisku śmieci, później u właścicieli sklepów, by na sam koniec wejść do domów osób prywatnych i sprawdzić jak radzą sobie z jedzeniem. Nie pominięto również historii piekarza, który za swoją pomoc biednym stanął przed sądem.

Bałam się tej książki, bałam się ogromnych liczb i ilości wyrzucanego zmarnowanego jedzenia. Okazało się jednak, że ta książka to trochę taki lek na smutne serce. Zostałam zmotywowana tym, że jednak nie jest tak najgorzej. Jest źle i nie ma co się temu zapierać, ale w świecie, w samej Polsce, robi się wiele, aby jedzenie nie trafiło do śmietnika na zmarnowanie.

Nie chcę zdradzać Wam szczegółów, bo warto z faktami (a raczej ich brakiem) zmierzyć się samemu. Jednak na wszystkie pytania czy warto kupić ją dla siebie czy na prezent odpowiadam, że ZDECYDOWANIE TAK! Nie tylko ze względu na treść ukazującą, że jednak coś się dzieje, że nie jest tak najgorzej- ale przede wszystkim dlatego, że jest to zbiór ważnych informacji. Po raz kolejny powtarzane jest co oznaczają terminy na etykietach: „najlepiej spożyć przed” i „należy spożyć do”, ale są również ciekawe inspiracje wyciągane z domów osób, które postanowiły wprowadzić Martę do swojego życia i pokazać jak radzą sobie z gospodarowaniem jedzenia w domu.

Jedyne co smuciło, to fakt, że wszystkie bohaterki rozsądnie obchodziły się z jedzeniem, bo wcześniej go nie miały, bo zostały tak nauczone, bo pamiętają wcześniejsze czasy. Szkoda, że nie wzięto na warsztat żadnej osoby, która miała wszystko i mogłaby mieć dalej- ale ocknęła się  z tego wszystkiego i postanowiła w pewien sposób wycofać się ze zbytecznej, zbyt dużej konsumpcji. Ludzie, którzy chcieliby coś zrobić (mając pieniądze, żyjąc w domach, w których jedzenie było zawsze) zostali przedstawieni jako Ci, którzy idąc za modą przepłacają na warsztatach o kuchni z odpadków w bogatych dzielnicach Warszawy.

Szkoda, ponieważ sama mierzę się z tym na swoim kanale- że jeśli ograniczam w największej z możliwych swoich skali to i tak znajdzie się milion osób, które powiedzą, że to nic nowego, bo one to robią od zawsze, bo wystarczyło w życiu nie mieć lub zbierać pieniądze na coś istotnego. Kurcze! Nie każdy musi nie mieć żeby chcieć zrobić coś dobrego, zainteresować się świadomym i racjonalnym kupowaniem jedzenia. Myślę, że dużą wartością jest mieć pieniądze, a mimo wszystko zwracać uwagę na to co ląduje w śmietniku. Nawet jeśli nasz portfel nie odczuwa miesięcznego wywalania w śmietnik chociażby 3 tysięcy. Nie o to przecież w tym wszystkim chodzi. Tak więc jedyną rzeczą którą bym zmieniła w tej książce to właśnie choć jedna sylwetka kobiety, która się nawróciła mając pieniądze. Choć zapewne każdy znalazłby jakiś brak poruszonego tematu w tej książce ze swojej perspektywy 😉

Ale jak to ja- lubię wyciągać z książki coś do świata realnego i tak jak autorka zachęcała osoby do spisywania wszystkiego co ląduje w ich koszach na śmieci tak i ja postanowiłam za jakiś czas sprawdzić wraz z kartką DOKŁADNIE co ląduje w moim śmietniku- tak aby jak najbardziej zniwelować wyrzucane w śmietnik pieniądze, ale również żeby zastanowić się, czy z wywalanych obierków czy innych elementów jedzenia można zrobić coś pożytecznego. A jak wiemy- można! 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *