(nie)naturalne kosmetyki YOPE #2

Czemu piszę ten post? Ponieważ krew mnie zalewa, gdy widzę, że jest to jeden z najlepiej wypozycjonowanych postów tego bloga, a treść w nim jest szczera i dobra, ale… pozbawiona wiedzy, którą zdobyłam przez ponad rok. Chciałam po prostu wejść w poprzedni post i napisać go od nowa, ale Piotr powiedział, że wtedy ten post zleci- bla bla bla. Nie ogarniam tego, ale mu wierzę. Więc piszę nowy i wpisze go po prosu do tego starego na dole, aby zainteresowani wiedzieli co i jak. Dla Was jednak może być to ciekawa informacja. Dla mnie oczywista, dla kogoś może dopiero zdobyta teraz. No to do dzieła.

OD POCZĄTKU

Nie znam się na kosmetykach, nie muszę. Po prostu jestem konsumentem, który ufa temu co widzi, co przeczyta i czego się dowie. Kosmetyki YOPE zachwyciły mnie już wiele lat temu, ale ich cena była trochę za duża jak na moją kieszeń tamtego czasu. Nie byłam wtedy zupełnie zainteresowane zerowaste, kosmetyki naturalne wydawały mi się świetne, ale również niepotrzebne (nie pytajcie).

Zachwyciła mnie jednak grafika i to, że krzyczące liczby pokazywały, że to naprawdę dobre kosmetyki. Tworzone z miłości do naszych rąk.

Zakupiłam. Używałam. Byłam zadowolona. Jednak niczego, poza kremem do rąk w tubce, nie kupiłam drugi raz. Natomiast mydło kuchenne dopiero teraz jest na wykończeniu.

WRAŻENIA?

Mydło kuchenne nadal zachwyca mnie swoim zapachem, tłustym nawilżeniem no i zabraniem niepożądanych zapachów kuchennych z rąk. Wszystko w nim jest dobre. Tym bardziej, że jest to jedynie pewien dodatek, nic co jest potrzebne koniecznie tak na co dzień. Jednak nie kupię go nigdy więcej…

Z kremu do rąk zrezygnowałam przy drugim podejściu. Dobrze nawilżało mi dłonie, pięknie pachniało- ale do czasu. W pewnym momencie zaczynało śmierdzieć, a mi wstyd było go używać. Tubka również nie zdawała egzaminu w torebce, bo krawędzie się rozwalały, a produkt przeciekał.

Ostatnio u Piotra znalazłam niewykorzystany krem tej firmy, który kończy swój żywot w lutym. Postanowiłam wziąć go do domu i wykorzystać. Przecież go lubiłam. A używanie do w domu chociażby na noc do całego ciała sprawiłoby, że nie trzeba by było wyrzucać całego produktu na śmietnik 🙂 Niestety jakość jest totalnie inna! Czuję maksymalną ilość wody i małą ilość produktu pożądanego przez moje ciało…

Dlatego mówię Wam- bez większej wiedzy chemicznej na mnie ten produkt sprawdza się całkiem okey, ale bez rewelacji. Gdybym nie miała porównania z naturalnymi, fajnymi produktami, których konsystencja i wchłanianie jest bezapelacyjnie najlepsza- uznałabym ten produkt za dobry… ale…

CO W TYM PRODUKTACH JEST NIE TAK?

Na samym początku mojej przygody z tymi kosmetykami, moja kosmetyczka powiedziała mi, że nie ma czym się zachwycać, bo krem do rąk ma w sobie glicerynę, która wysusza. Uznałam to za totalny absurd, ale powiedziała mi również, że na niektórych nie działa ona bardzo negatywnie, więc jeśli nie widzę złych objawów, to mogę go używać. Zaleciła mi jednak oglądanie swoich dłoni i bycie czujnym…

Teraz już będąc trochę w naturalnych kosmetykach czytanie składu Yope trochę przeraża, bo wcześniej myślałam, że ja po prostu nie znam się na składach kosmetyków- ale od roku przychodzą do mnie kremy, które składają się tylko z olei i to jest bardzo zrozumiałe.

CO JEST NAJGORSZE?

Skład poza gliceryną na pierwszym miejscu ma również wodę… a woda niestety jest składnikiem kremu marnym i wykorzystywany jest w najgorszych kremach. Jeśli na pierwszym miejscu jest woda, to już wiesz, że nie ma sensu brać tego kremu.

Poza tym- ostatnio coraz więcej informacji przychodzi do mnie ze świata, że… te kremy są również szkodliwe! Czaicie? na 92% naturalnych składników- składają się woda i gliceryna, które nie mają sensu i jakieś inne rzeczy ORAZ szkodliwe substancje O.o

PODSUMOWUJĄC

Piszę ten post, żeby uświadomić, że nie jest tylko dobrze. Ciutwiecej to blog o ładnych rzeczach, ale jestem ostatnia do polecania Wam niefajnych rzeczy, nawet jeśli otoczonych cudem graficznym. I jeśli czasem jestem nieświadoma, to z miłą chęcią będę dodawać takie posty wyjaśniające.

Na mnie te produkty nie działają źle, ale od roku mam możliwość testowania rzeczy w 100% naturalnych, z bardzo dobrym, prawdziwie dobrym, składem i jestem nimi o wiele bardziej zachwycona. Pisałam dwa posty na ten temat: moje kosmetyki zerowaste oraz łazienka zerowaste – w najbliższym czasie napiszę również post poświęcony moim nowym odkryciom kosmetycznym… ale dajcie mi na to jeszcze chwilkę 😉

CZY POLECAM?

Zdecydowanie nie. Nie dlatego, że skład jest zły- prawie wszystkie kosmetyki mają zły skład. Choć płacenie 30 zł za kremy, które mają w swoim składzie wodę i glicerynę to przesada. Nie polecam przede wszystkim dlatego, że zostałam, jako konsument, mega oszukana! Nie każdy musi znać się na kosmetykach. Każdy ma prawo dostać to czego szuka… a skoro ktoś w sieciówce zainteresuje się naturalnymi w 92% kosmetykami, to powinny być one po prostu dobre. I tyle. Nie ma co do tego wątpliwości.

I to nie jest tak, że jeden produkt jest zły, reszta jest dobra i się uczepiłam. Marka leci w kulki z omotaniem klienta. Bardzo mi się to nie podoba, bo to po prostu nie jest fair.

DOBRO NA KONIEC

Marka stworzyła miejsce na dolewki swoich produktów do plastikowych opakowań. Nie szanuję plastiku w kosmetykach no i nie szanuję ten marki.. ale może pokaże to innym DOBRYM firmom, że jeśli nie szkło, to chociaż może warto zainteresować się dolewką 🙂

Design jest ważny, ale jednak w takim wypadku liczy się na samym końcu…

  1. Gliceryna to humektant, co najprościej rzecz ujmując oznacza, że pomaga wodzie przedostać się z czegoś mokrego do suchego – czyli do suchej skóry. Podobnie wpływa na emolienty (oleje) zawarte w kremie, bez gliceryny lub innego humektantu, w ogóle by się nie wchłaniały.

    1. Ja mimo wszystko gliceryny będę unikać. A tym bardziej kosmetyków YOPE. Napisałam ten post nie po to żeby się wymądrzać, ale po to żeby nikt z mojego polecenia ich nie kupował i się nimi nie rozczarował. Jeśli na swoje ryzyko je kupi po przeczytaniu komentarzy- super… ale ja nie chcę brać odpowiedzialności za niezadowolenie z zakupu. A z racji tego, że wypozycjonowałam się na pierwsze miejsce i ludzie rzeczywiście czytali mój pierwszy wpis to… czułam obowiązek poinformowania, że po półtora roku mam już jednak inaczej 🙂

  2. Jeśli chodzi o glicerynę – nie tylko jest ona świetnym, prostym, sprawdzonym i nieszkodliwym naturalnym produktem nawilżającym, ale, co ważne w Twojej filozofii zero waste, jest produktem ubocznym bardzo wielu procesów chemicznych. Dlatego też używa się jej (z powodzeniem zresztą) w dużych ilościach w kosmetyce – nie tylko spełnia rolę jako substancja nawilżająca, ale również w tak prosty sposób możemy ją zużywać, nie wykorzystując do tego żadnych sztucznych metod biodegradacji.
    Pozdrawiam

    1. Ja mimo wszystko wierzę mojej kosmetyczce i lekarce, która powiedziała, że to naturalny składnik, który stosowany jest w prawie wszystkich kremach, ale który wyrusza. Nikogo nie zmuszam do zaprzestania kupowania tych kosmetyków, chcę po prostu, aby czytelnicy Ciutwiecej za moją namową ich nie kupowali- ale zrobią co zechcą, ja mam czyste sumienie ;))

  3. Ciężko mi się zgodzić z tym postem, powiedziałabym, że jest nawet odrobinę krzywdzący. Nie ma nic złego w wodzie i glicerynie, woda jest bazą większości kosmetyków, jeśli zapłacimy więcej zamiast niej dostaniemy wody kwiatowe, ale to już jest rzadki rarytas. Czy wiesz, że po nałożeniu kremu na skórę, woda właściwie od razu odparowuje? Z kolei same oleje w skladzie są fajne, ale tez maja swoje minusy, choćby wolne wchłanianie. Gliceryna to świetny i tani nawilżacz pochodzenia naturalnego, wysuszać może jedynie w wysokich stężeniach. Zgodzić się muszę, że w składzie tego kremu znajduje się brzydal – fenoksyetanol i to jest dobry, merytoryczny argument, żeby powiedzieć temu produktowi „nie”.
    Reszta produktów natomiast jest według mnie fajna i pod względem działania i składów.
    Nie odbierz mojego wpisu źle, poprostu ta woda i gliceryna świadcząca o tym, że produkt jest zły mnie trochę rozwaliła na łopatki;)
    Niemniej warto zainteresować się co siedzi w naszych kosmetykach:)

    1. Uważałam kosmetyki Yope za dobre, gdy porównywałam je do produktów złych, takich sieciówkowych. teraz, gdy mam porównanie do kosmetyków naturalnych Yope wydaje mi się totalnym nieporozumieniem. Jeśli ogłaszają się kosmetykami naturalnymi, to powinny być one dobre. Od póltora roku nie spotkałam się z wodą czy gliceryną w dobrych kosmetykach. A długie wchłanianie? Cóż… po to się właśnie nawilża ciało żeby produkt był tłusty i działał. Gliceryna wysusza i wiele osób pisało mi, że po Yope wysuszało ich bardzo.

      Jak dla mnie krzywdzące jest kupowanie tych kosmetyków, gdy na rynku jest tyle innych bardzo dobrych :)) Pozdrawiam :*

  4. Kiedy aktualizujesz post nawet rok po opublikowaniu, to on pozostaje z pierwotną datą – dlatego „zlatuje”, myślę że to cała filozofia 😀
    Ale mi głupio teraz, ja się w ogóle na kosmetykach nie znam i w sumie o niczym nie mam pojęcia – ani jakie składniki są dobre, ani jakie złe, jakie marki produkują jakiej jakości rzeczy etc…. no wielkie nic. Chyba muszę zrobić jakiś research haha.

    1. Nie nie. Chodziło o „ż latanie” w pozycji w sensie w Google. HAHHA. Aż taka głupia nie jestem!!! 😀 Bo teraz jak wpiszesz „kosmetyki yope opinia” w Google to jestem na pierwszej pozycji. A jakbym napisała nowa treść to by zleciało i by nie było mnie w wyszukiwarce. Teraz rozumiesz? 😀 A co do kosmetyków–to w kremach muszą być oleje. Wtedy jest super. Najlepiej same oleje… W reszcie też się nie znam. Ale jak jest naturalny produkt to zna się chociaż że slyszenia wiele nazw. I są jakieś takie oczywiste. Dopiero w takich mega złych kosmetykach czytasz i nic nie rozumiesz xd

  5. Post bardzo prawdziwy i cieszę się, że poruszyłaś ten temat. Z Yope nie miałam żadnych kosmetyków ale używam ich płynu do przecierania blatów i mebli. Póki co nic więcej nie miałam ale za to miałam ochotę na ich płyn do mycia naczyń. Dałaś mi nieco do myślenia! Stąd moje pytanie – czego używasz do mycia naczyń? Coś własnoręcznie robionego czy może masz jakiś fajny, naturalny produkt, który polecasz?

    1. Ale wstyd! U mnie normalne FAIRY! Wiec niestety w tej kwestii w niczym Cię nie zainspiruje 🙁 Mój chłopak (kucharz) mówil mi kiedyś, że jego nauczycielki używały jedynie wody do mycia, żeby nie mieć kontaktu z chemią…a płyn używały tylko do tłuszczy. To też jest jakaś opcja. Ja tego jeszcze nie wprowadziłam w życie. Nawet do zmywarki mam kapsułki, a przecież istnieją domowe przepisy na takie rzeczy. Eh. W tej kwestii ostry że mnie leniuch. Ale obiecuję sobie, że w moim mieszkaniu, gdzie tylko ja będę miała swoją kuchnie… To wszystko się zmieni! 😀

      1. U mnie też fairy, długi czas, ostatnio Frosch. Zmywarki nie mam więc chociaż kapsułek też nie 😀 Jak znajdziesz coś przypadkiem fajnego, daj znać!

      2. Karolina, ja testowałam milion przepisów na tabletki do zmywarki robione własnoręcznie. I żaden się nie sprawdził :(. Zawsze pozostawał brzydki osad lub niedomyte gary :(. Za to od lat zamiast płynu do nabłyszczania wlewam zwykły ocet i jest super!

        1. Wooow! Ale jak to robisz? Ja mam tylko jedno miejsce na kapsułkę, gdzie wlewasz ten ocet? Chcę to wprowadzić w swoje życie! 😀

  6. Do YOPE podchodziłam zawsze z dystansem, głównie przez ich ceny, jednak zawsze gdzieś tam z tyłu głowy miałam głosik, który mówił „kuuuuuuup to, to takie ładne i takie dobre i naturalne”. Dziś oficjalnie głosik się uciszył 😉

    1. Miałam tak samo. Kurcze. Ładne, naturalne. Czego chcieć więcej? Później zrezygnowałam z nich, bo plastik, ale następnie dowiedziałam się, że mają dolewki… Więc już było lepiej. Na szczęście później poszłam po rozum do głowy i uznałam, że nie nie ma co płacić za krem z wody 😉 Cieszę się, że uciszylam Twój głosik w głowie. Wiem jak takie pragnienia męczą! Czuję, że to mój mały sukses w moim i Twoim życiu 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *