PREZENTOWNIK czyli co kupić na prezent świąteczny #2

Hoł Hoł Hoł! Wreszcie nadszedł dzień, gdy jestem już pewna, że wszystko co dla Was przygotowałam jest dobre i warte uwagi. Trudno jest zaskoczyć i nie powtarzać, gdy przez cały rok prowadzi się bloga o rzeczach ładnych. Jednak udało mi się znaleźć rzeczy, do których wzdychałam od dłuższego czasu, a czego jeszcze tu nie było.

Jednak jeśli będzie Wam za mało serdecznie odsyłam Was do całej zawartości ciutwiecej.pl, ta przestrzeń stoi dla Was otworem! 🙂 Jeśli natomiast chcecie zostać w temacie prezentów zapraszam do zeszłorocznego prezentownika– pod wszystkim co tam się znajduje podpisuję się rękoma i nogami… tym bardziej, że dużo tam zero waste podstawowych rzeczy, które można zrobić samemu dla najbliższych 🙂

Zmieniłam się przez ten rok bardzo. Już nie zależy mi na szukaniu najtańszego, najbardziej efektywnego… chcę wspierać polskie marki, chcę kupować to co warto posiadać. Ceny w prezentowniku nie są wysokie. Kilka rzeczy przekracza próg 100 zł, ale sami zobaczycie, że mniej dać za taką radość to grzech 😉

W tym roku znów łącze zerowaste ze sztuką i odpoczynkiem od konsumpcjonizmu. Poniżej jednak nie przedstawię Wam wszystkich rzeczy, które są jedynie najbardziej potrzebne lub wręcz niezbędne. NIE! Będzie dużo niepotrzebnego, ale radującego serce. To wystarczy, nie uważacie?

NO I NAJWAŻNIEJSZE! Nie lubię prezentowników, w których pokazywane są zdjęcia z internetu. O ludzie, czego ja bym Wam nie pokazała, gdybym nie myślała o zastosowaniu, przydatności, wyglądzie, wielkości itp. Każdą rzecz, którą Wam polecam (nie tylko dziś) muszę dotknąć, zobaczyć, pobyć z nią i zakochać się w niej- oko w oko. Nie znajdziecie więc tu wszystkiego co bym mogła Wam polecić, natomiast będą tu rzeczy, za które mogę poświadczyć. Jest jakość! Jest wygląd! Jest dobrze 😉 No i jest miłość, a miłość do przedmiotów, których się używa jest ważna.

KSIĄŻKI

Zacznijmy standardem. Jednak trochę Wam przypomnę, ale zdjęcie poniżej przedstawia coś czego na blogu nie było, w czym zakochałam się od razu po rozpakowaniu. Ja- dorosła dziewczyna, więc pomyślcie o tym, że taki prezent może innemu dużemu również dostarczyć tylu pięknych emocji! Jednak zanim to, to kilka tytułów książek, o których możecie przeczytać w postach z całego tego roku: ARCHISTORIE | ZBLIŻENIE. KRZYSZTOF KIEŚLOWSKI | TRYLOGIA MILLENIUM | POLSKA | KRÓL | CZARNA MADONNA | B JAK BAUHAUS | KAROL ŚLIWKA | ŻYCIE NA MIARĘ. ODZIEŻOWE NIEWOLNICTWO | BOŻY PORADNIK POZYTYWNEGO MYŚLENIA | O ROŚLINACH | EWANGELIA DLA NIENORMALNYCH | FRIDA KAHLO PRYWATNIE – to na przykład mój zeszłoroczny prezent niespodzianka, który był wspaniały!

Przedstawiam Wam dziś nowe wydania Mikołajka (w trzech tomach). Klasyki mojego dzieciństwa. Pamiętam jak moja mama wymieniała się z koleżanką tymi kwadratowymi książeczkami. Czytały je sobie na zmianę. Wydawało mi się wtedy, że ta książka jest dla dorosłych… no bo przecież dorośli nie czytają książeczek dla dzieci 😉 Bardzo się cieszę, że w środku pozostały stare fenomenalne ilustracje (i nie został popełniony ten skandaliczny błąd jak w Małym Księciu!). To bardzo gustowne, piękne, eleganckie egzemplarze zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci. Cieszę się, że je mam, że będę mogła mieć je w domu, czytać sobie i przyszłym swoim dzieciom. Fajne to uczucie! 🙂 Moim zdaniem to o wiele fajniejsze wydanie niż te z 2012 roku. Eleganckie i minimalistyczne. Cena za jedną książkę to około 35 zl

pst! Gdzie reklamować jak nie u siebie, prawda? Wraz z Magdą założyłyśmy Instagrama, na którym będziemy sprzedawać rzeczy w idealnym lub bardzo dobrym stanie, których po prostu nie używamy. Na razie są tam jedynie moje książki (i to jeszcze nie wszystkie, większość zdjęć jest nadal na komputerze), więc może coś znajdziecie dla siebie. Ceny są przyjemne, a książki zazwyczaj ani razu nie otwierane, no chyba, że były na tym blogu- to wtedy możecie być pewni, że choć raz w całości były przeczytane 🙂 ZAPRASZAM NA INSTGRAMA, GDZIE SPRZEDAJĘ KSIĄŻKI!

DESKI NA ŚCIANĘ Z REPRODUKCJAMI OBRAZÓW ALEKSANDRY HOŃKO/ SZNURWIÓR

To jest przykład tego, że warto brać udział w konkursach na Facebooku. Nigdy nic nie wygrałam, ale nigdy się nie poddałam haha. I tak oto deski, które od miesięcy przeglądałam z chęcią zakupu trafiły do mojego domu.

Aleksandra Hońko nie była (niestety!) moją nauczycielką, ale z racji tego, że Liceum Plastyczne w Gronowie Górnym jest malutkie (i dobrze) znało się wszystkich, tym bardziej Panią Olę, która chyba najprężniej i najgłośniej tworzy swoje dzieła. Ostatnia seria, którą stworzyła sprawiła, że znalazłam tam obraz, który totalnie mnie w sobie rozkochał i gdyby tylko moje konto pokazywało miliony monet z pewnością trafiłby na moją ścianę (mam przynajmniej taką nadzieję). Natomiast ostatnia, jeszcze tworzona, podobała mi się już po zdjęciach. Te kolory, ta  świeżość i nowość. No bardzo lubię! Nie umiałam zdecydować się na jedną. Perfekcyjnie jest właśnie w tym zestawie.

Kiedy do mnie przyszły trochę nie wierzyłam swoim oczom, bo druk jest tak dobry, że wygląda jakby każda deska była malowana własnoręcznie. To niebo a ziemia w porównaniu z wizualizacjami ze strony sznurwior.pl Naprawdę jestem w lekkim szoku, że jest aż tak dobrze. Kolory, jakość i kadry. Wszystko tutaj gra! Fajnie, że sztuka wychodzi poza bariery pieniężne i zwykli ludzie, tacy jak ja, mogą zaczerpnąć choć trochę luksusu 😉 Na zdjęciach poniżej możecie zobaczyć jak dobrze wypełniają moją ścianę. Teraz lubię tę ścianę jeszcze bardziej! Koszt jednej deski to 149 zł, sznurwior.pl

KWIETNIK/ ELEMENTUJ

Mówiłam już o nich kilka słów we vlogu z warszawskich Targów Rzeczy Ładnych. Wzdychałam do nich od jakiegoś czasu i wreszcie udało mi się powiesić w swoim pokoju złoty kwadracik. Piotr śmieje się, że będzie mógł teraz wbijać do niej piłki, bo wygląda jak kosz do koszykówki, ale jedynie do momentu wsadzenia doniczki.

Na Targach Dziewczyny świetnie go zaprezentowały. Na czarnym prostokącie, złoty kwietnik, biała doniczka i zielony kwiat (zobaczcie na moim Instagramie). Na czarno nie odważyłam się pomalować kawałka ściany, ale białą, zwykłą doniczkę kupiłam od razu po powrocie z Warszawy i wygląda bajecznie! Jest niesamowicie minimalistyczny i delikatny, a do zamontowania jej potrzebny jest jeden hak. No myślę, że ok 😀 Na trzecim zdjęciu widać jak przepięknie wpisał się w moją przestrzeń, niewątpliwie niedługo zobaczycie go w filmach na YouTube 🙂 Cena kwietnika to 250 zł. Ale sprawdźcie również inny! Ten pokochałam, bo jest już mój, ale najbardziej podobały mi się stojące… na pewno kiedyś do mnie trafi, ale na razie potrzebuję zainwestować w większą przestrzeń mieszkalną, żeby zacząć marzyć o elementach 😉

CERAMICZNA OSŁONKA/ ELEMENTUJ

Niebieska doniczka z Biedronki nadal wzbudza w Was niesamowicie żywe emocje. Wciąż dostaję zapytania skąd jest, a ja choć odpowiadam, to zawsze mówię, że niestety, ale tylko z daleka wygląda tak dobrze, bo z bliska widać okropnie nieudaną jakość. Od pewnego czasu szukałam jakiejś, która mogłaby Was w sobie rozkochać tak samo, ale za którą mogłabym poświadczyć z bliska i z daleka. No i znalazłam! Kolejna rzecz od Elementuj. Nie jest oczywiście taka sama (i dobrze), ale jest niebieska, jest we wzorki. Myślę, że jest o niebo lepsza! Cena bardzo rozsądna 45 zł za średnicę 17 cm, elementuj.pl

CERAMICZNA OSŁONKA / OTOOKA

No naprawdę nie wiem czy trzeba mówić coś więcej. Te zdjęcia mówią same za siebie, ba! ten przedmiot sam siebie broni. Zobaczcie ten rozmiar, te rączki, to wykonanie. Ręcznie robiona ceramika już dawno mnie tak nie rozczuliła! Na razie jest pusta, ale szukam dla niej godnego towarzysza. Ostatnio na Facebooku Artystki widziałam, że Żywe Doniczki są w nowych odsłonach i nadal są niesamowicie urocze. Bierzcie z tego wszyscy! Udany prezent dla miłośnika roślin gwarantowany. Co trzeba jednak zaznaczyć- paczka wysyłana jest w kartonie pełnym plastikowej foli z bąbelkami, ale w tym wypadku potrafię to w 100% zrozumieć. Ceramika jest naprawdę delikatna. Warto przymknąć oko na paczkę, szybko rozpakować, a folię wykorzystać kiedyś przy kolejnych wysyłkach, albo przeprowadzkach. Cena doniczki: 72 zł, całkiem dużo, ale to ręczna DOBRA robota 🙂

BROSZKI CERAMICZNE/ OTOOKA

Wiecie, że uwielbiam broszki prawda? Co prawda moja miłość do nich wraca tylko na zimę i tylko wtedy ma sens, ponieważ właśnie wtedy codziennie noszę jakiś sweterek, czy inną narzutkę. Broszka od pewnego czasu jest dla mnie idealnym dopełnieniem. Nienachalnym, ale robiącym wrażenie. Pisałam na tym blogu już o broszce KOPI– robi robotę za każdym razem jak ją mam, tym bardziej, że mam ją bardzo często, bo nie rozstaję się z moim ulubionym czarnych ciuchem, którego gdybym mogła nie zdejmowałabym nigdy. Następnie ROŚLINNE PORADY i przepiękny, złoty pomidorek. Mam kilka innych, ale chyba nigdy o nich nie pisałam. Te są jednak zupełnie inne i to w nich lubię chyba najbardziej. Są ciężkie, a przez to, że  są z delikatnej ceramiki mocno obawiałam się je nosić. Na szczęście trzymają się solidnie i nie otwierają się w czasie noszenia ich! Myślałam sobie, że może 45 zł za jedną broszkę to dużo… ale później przypomniałam sobie, że nigdy nie zapłaciłam za ten element biżuterii mniej niż 100 zł. Także cena chyba ok, prawda? 😉

KOSMETYCZNY ZESTAW NATURALNYCH KOSMETYKÓW/ BIOLEEV

Pamiętacie, że od dłuższego już czasu szukam idealnego balsamu do ciała? Próżno było ich szukać w mojej kosmetyczne zero waste, czy ostatnim poście z łazienki. Nie znajdywałam, a jedynie się wkurzałam. Aż do poniedziałku! Gdzie odkryłam cudowność, która nie dość, że zapachem, to jeszcze konsystencją i przede wszystkim czasem wchłaniania kupił mnie w stu procentach! O tych kosmetykach będzie jeszcze osoby post, ale dzisiaj chciałabym Wam polecić ich zestaw świąteczny. Na stronie widnieją aż cztery zestawy– uniwersalny lub takie ze względu na wiek. Zobaczcie tylko jak pięknie są pakowane! Przychodzą i problem z pakowaniem macie z głowy!, a pudełko jest tak solidne, że na pewno przyda się do przechowywania czegoś innego 🙂 W skład zestawu wchodzi: glinka, hydrolat różany, skwalan z trzciny cukrowej (który wyróżnia markę na tle innych kosmetycznych marek w Polsce) i próbka mojego (już) ukochanego balsamu. Mam nadzieję, że zwróciliście uwagę na to, że balsam jest w plastiku? Jestem z Was dumna 😉 Ale spokojnie, marka podobno już pracuje nad zamianą opakowania na szkło! Wtedy już będzie idealnie! Najfajniejsze jest to, że komuś się chciało. Nie jedynie zrobić zestawy, ale również napisać obszerne możliwości zastosowania każdego z produktu. Na liściku dostałam informację, że to spa dla twarzy! Ah! Wiecie jak mało czasu mam na takie rzeczy i jak bardzo je doceniam! Koszt zestawy 60 zł, bioleev.sklep.pl

SZAMPON W KOSTCE/ PANDAWANDA.PL

Rzec by trzeba było: WRESZCIE! W końcu znalazłam szampon w kostce ze strony internetowej, a nie tylko Instagramów dziewczyn, które robią je hobbystycznie. Zdecydowałam się na niego od razu, tym bardziej, że pudełeczko jest bardzo urocze, a szampon jest już podzielony na kosteczki. Jedna kosteczka= jedno mycie. Używa się go z łatwością, zapach jest przyjemny, włosów nie trzeba później traktować octem, a to naprawdę duże ułatwienie, no i pozbywamy się tego dodatkowego, nieprzyjemnego zapachu! Problem z głowy 😉 Koszt takiej małej, różowej kosteczki to: 38 zł, pandawanda.pl

KUBEK Z KUBKÓW JEDNORAZOWYCH/ PANDAWANDA.PL

O mamo! Mam nadzieję, że kiedyś znajdę czas na powiedzenie Wam więcej na temat tego sklepu! Jest stosunkowo nowy na rynku, odkryłam go gdy miał 3 zdjęcia na Instagramie i przez ten czas rozwinął się niesamowicie (a o dziwo minęło tylko kilka tygodni). Najfajniejsze jest jednak to, że na stronie (choć nie ma tam jedynie polskich marek) są takie rzeczy, o których nawet nie pomyślicie. Na przykład… kubek wielorazowy z kubków jednorazowych. Szaleństwo co?

Mój kubek jest przepięknie zielono-beżowy i od wczoraj kocham go najmocniej. Co prawda totalnie nie mam jak sprawdzić czy trzyma ciepło, bo nie znoszę gorącej herbaty z termosu- zawsze się nią poparzę. Ale powiem Wam teraz trochę o plusach (bo minusów nie ma).

Kubek jest 100% wykonany z recyklingu. Poza tym jest totalnie szczelny, a picie z niego jest bajecznie łatwe, ponieważ napój wylatuje z każdego miejsca pod szarym kółeczkiem. W zależności w którą stronę przechylicie kubek- z tego właśnie miejsca popłynie wam strumień. Nie musicie przekręcać kubka i szukać małej dziurki- no i jak wygodnie, jak przyjemnie, jak z kubka- a w podróży! Szanuję w 100%! Koszt to 55 zł, pandawanda.pl

OWIJKA NA KANAPKI/ PANDAWANDA.PL

Są takie rzeczy, które są drogie jako fanaberia na co dzień, ale mega dobre jako prezenty pod choinkę! Owijkę na kanapki uważam za idealny przykład tego zjawiska. Wzbraniałam się przed zakupem, no bo przecież spoko- poradzę sobie z plastikowymi, wielorazowymi pojemnikami (mogliście to widzieć na moim kanale w foodbooku). No i jakoś tam sobie radziłam, ale pudełko zabierało zawsze tyle miejsca, że nie było to zbyt mądre. Myślę sobie, że 38 zł to niewiele jak na prezent lub jeden z jego elementów, a zobaczycie, że będziecie zachwyceni- Wy i ci, których obdarujecie. Poniżej przedstawiam Wam dnie owijki. Ta jest funkcjonalna, na bazie koła, duża, mieszcząca w sobie dwie, a może i trzy duże kanapki… ale Piotr mówi, że wygląda jak pampers i niestety trochę muszę mu przyznać rację. Dlatego przedstawiam Wam również taką, która funkcjonalnie leży, ale z wyglądu wygrywa wszystko!

OWIJKA NA KANAPKI/ MINIMAL

Jest przepiękna! PRZEPIĘKNA ŚNIADANIÓWKA! Ma idealną jakość wydruku na tkaninie oraz jest fajnie sztywna. W środku ma gruby materiał, który jest bardzo łatwy w utrzymaniu czystości. Niestety jest niesamowicie mała! Ostatnio ledwo co zmieściłam w nią dwie połówki kanapki. Słabo co? No ale ten wygląd. Ah! Dobrze, że mam dwie owijki! Zawsze będę je z sobą nosić. Jedną z odpowiednią ilością kanapek, drugą z jedną połóweczką i wyciągać będą ją w odpowiednim momencie 😉 Tak żeby wszyscy widzieli hahaha. Cena piękności 35 zł, minimal.com.pl

KONOPNA MYJKA DO NACZYŃ/ MINIMAL

Zapewne komuś kogo nie za dobrze znacie nie wypada dać takiego prezentu, no bo trochę lipa. Zmywak? Serio?! Ale tworząc ten prezentownik myślałam o sobie i ludziach takich jak ja- no ja bym się ucieszyła, ja się ucieszyłam! W życiu codziennym jakoś tak ekonomiczniej wybrać te ohydne kolorowe w plastiku, zupełnie niedobre dla środowiska, a myjka konopna? Trzeba zmienić sposób myślenia i pomyśleć o niej jako o luksusie, bo tak też poniekąd jest. Nie dość, że przepiękna, w dobrym kolorze, to jeszcze w 100% rozkładająca się, a więc dobra dla środowiska. No bo patrzcie- kiedyś nie chcielibyśmy siatki na wzór tej z PRL-u prawda? A teraz? Trzeba dać prawie 60 zł za takie cudo, więc miło by było znaleźć taką niespodziankę pod choinką. Myślę, że właśnie tak samo jest z tymi myjkami 🙂 Koszt myjki 12.90 zł na stronie minimal.com.pl

JAK PAKOWAĆ?

Mam nadzieję, że te kilka propozycji Was zadowoliło, koniecznie dajcie mi znać co o nich myślicie no i czy się czymś zainteresujecie! 🙂 Natomiast ja płynnie przejdę do drugiego, równie ważnego, tematu- jakim jest pakowanie prezentów!

No bo czy jest sens kupować prezenty zero waste i pakować go w przepiękny papier, który za chwilkę wyląduje w śmietniku? Wiem, że znacie dobrą odpowiedź. Oczywiście, że nie! Dlatego Ciocia Dobra Rada powie Wam co możecie zrobić w tym roku, albo chociaż od następnego roku 🙂

Nie ma co ukrywać- zamawiam dużo paczek. Jeśli przychodzą w torbach kurierskich używam ich na bieżąco do wysyłania ubrań lub książek. Jestem prawie pewna, że druga podróż to już ich ostatnia, ale jestem zadowolona, że chociaż jedna paczka została uratowana przed jednorazowym użyciem. Natomiast bardzo dużo rzeczy przychodzi mi również w tekturowych opakowaniach…. no i nimi się dzisiaj zajmiemy.

Czy, tak jak ja, przeżywaliście moment fascynacji szarym papierem? Ah! Kupowałam wielkie rulony i pakowałam w nie wszystko…. nawet szare kartony. W tym roku jednak poszłam po rozum do głowy i postanowiłam, że więcej takich idiotyzmów robić nie będę. W tym roku każdy z rodziny dostanie ode mnie surowy karton ze wstążeczką, którą wygrzebię z kartonów po kosmetykach, które służą bezpieczeństwu szklanym słoiczkom 🙂 Ba! Powiem więcej- wszystko to co dzisiaj zobaczyliście przychodzi w kartonach. Wystarczy otworzyć, wyjąć elementy, które amortyzują upadki paczki na paczkę w samochodzie kurierskim, odkleić firmową taśmę i zapakować wstążeczką. Zawsze też możecie coś zmultiplikować, aby było bardziej świątecznie i choć trochę spróbować podrobić te piękne cuda, którymi raczy nas w tym roku Ikea (widzieliście mojego Instagrama z wyjazdu tam?)

Nie robię tego przecież z pogardy, a tym bardziej dla żartu. Moja rodzina mnie zna, wie, że staram się niwelować śmieci- więc jestem pewna, że zrozumieją to w stu procentach! A kartonów, które przyszły do mnie z przesyłek było w tym roku naprawdę dużo! Trzymałam je w jednej szafce i zupełnie nie zdawałam sobie sprawy z ilości moich zapasów.

Na zdjęciach widzicie jednak piękny papier w Mikołaja i możecie uznać, że jestem małym kłamczuszkiem- nic bardziej mylnego (cytując klasyka)- to papier, który uratował od wyrzucenia rok temu, przy okazji prezentu od Piotra (własnoręczny stolik kawowy! NAJLEPSZY! To On powinien robić prezentowniki, zawsze dostaję najlepsze cuda na każdą okazję!)… i powiem więcej- w tym roku też go uratuję! Bo prezent, który w niego zapakowałam jest dla mnie 😉

Poza tym, tak sobie myślę, że jeśli z kimś spędzacie wigilię, to chyba jest to dla Was ktoś bliski. Zawsze można powiedzieć: „Ej, słuchajcie! Możecie delikatnie odpakować te prezenty? Z miłą chęcią zabiorę papiery na wykorzystanie ich jeszcze raz :)”… no nie sądzę żeby ktoś powiedział: „nie.”

Dacie radę, wierzę w Was! :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *