KSIĄŻKA Mama Lama czyli macierzyństwo i inne przypadłości życiowe

MAMA LAMA to jedna z tych pozycji, na które rzuciłabym się od razu, gdy usłyszałam, że już jest w sprzedaży. Na szczęście miałam rok bez zakupów, więc pomysły na super książki zapisywałam jedynie na liście marzeń, a nie liście zakupów.

Z drugiej jednak strony, poza całym tym entuzjazmem, gryzł mi się ten projekt z całą otoczką jaką stworzyła Ola i Ania- czyli mamy, które są mamami nieidealnymi, mamami, które wciąż się uczą, poznają, sprawdzają…a tu nagle książka! Czyli pewnie coś bardziej jak poradnik. Ale jak? Skoro same o sobie mówią, że w sumie to nie wiedzą, że żyją i próbują no i „coś tam coś tam”.

Przyszły święta, a pod choinką znalazłam kilka książkowych westchnień roku 2019 od mojego Męża. Jedną z nich była ta. Zabrałam się za nią już w święta i byłam oczarowana.

Znam kanał Mamy Lamy dosyć dobrze. Oglądam dziewczyny odkąd miały 3 tysiące subskrybcji i zachwycam się ich podejściem do macierzyństwa. Ta książka to swego rodzaju spis tych filmowych rozmów, ale… jest tu jednak nieco więcej. Dla mnie zawsze słowo pisane to coś nie do podrobienia. Nawet, gdy słowa są spisane z filmików. Tu jednak, choć podobnie, to dziewczyny wszystko pisały same, na potrzeby książki, nikt nie spisywał za nie słów z filmów. A że historie są bliźniacze- nic dziwnego, na Youtube i w książce są te same dwie Dziewczyny opisujące swoje macierzyństwo.

Książka dzieli się na dziesięć tematów (czy macierzyństwo zmienia na lepsze? | Jak poznać, że jestem dobrą matką | Jednak nic nie wiedziałam o połogu | A jak już nigdy nie założę bikini? | Czy to wstyd, że mam dosyć macierzyństwa? | Jestem głupia czy tylko karmię? | Dlaczego to dziecko tyle płacze? | Jak ogarnąć własne dzieci? | W co się bawić z dzieckiem? | Mama na etat czy mama na etacie? ). Każda z dziewczyn ma swój czas i miejsce. Najpierw opowiada jedna, później druga. Nie wiem jak było w czasie projektowania tej książki- ale jako czytelnik odczuwam, że miały wolność. Jeśli jedna chciała powiedzieć więcej, a druga mniej to to robiły. Nie ma tu równych podziałów. Czasami jedna zajmuje kilka stron, a druga kilkanaście, czasami jest na odwrót, czasami po równo.

Ta pozycja nie jest niczym odkrywczym. Nie jest niczym odkrywczym… jeśli znasz kanał dziewczyn! Ponieważ jeśli go nie znasz jest tu zapis wielu złotych rad na życie w macierzyństwie. Rad i postaw tak zupełnie odbiegających od „norm” panujących w Internecie i poradnikach jak być super mamą. I moim zdaniem świetnie, że powstała. O wiele łatwiej podarować komuś na prezent konkretną książkę, niż powiedzieć żeby obejrzał kilkanaście filmików na Youtube. Wiadomo- są różne przypadki, ale w moim otoczeniu ludzie nadal preferują książki.

Poza tym mocną stroną tego papierowego wydania jest spójność. Gdy zobaczyłam okładkę cieszyłam się, że ona jest tak bardzo Youtubowa, tak bardzo miniaturkowa. Nie ma tu na szczęście graficznych prób pokazania, że dziewczyny są na Youtube, ale gdy ktoś zna kontekst może się mocno ucieszyć. Ta szata graficzna to swego rodzaju szyfr dla osób, które znają Mamy Lamy- przytulenie i powiedzenie „hej, to te same my co w Internecie!”. To dla mnie duża wartość- zazwyczaj okładki książek Youtuberów to coś zupełnie innego. Środek książki również jest bardzo przyjemny. Fajny papier, ogrom zdjęć, które mają świetną jakość wydruku.

No i właśnie… gdy pokazywałam Piotrowi tę książkę mówiłam mu o tym, że jest tu mnóstwo zabiegów drukarskich, które powodują, że książka jest grubsza, ma milion zdjęć zajmujących całą stronę, co powoduje, że nie musi być dużo tekstu i można za nią wziąć więcej pieniędzy. Mówiłam to mocno negatywnie. Jednak, gdy zaczęłam czytać tę książkę nie mogłam się doczekać kolejnych zdjęć! Wiele z nich jest wziętych po prostu z Instagrama, jednak co najważniejsze do zdjęć dodane są podpisy z tego portalu- a są one na prawdę mocno wartościowe. Obserwuję Dziewczyny na Instagramie, więc znam te wpisy, ale miło było sobie je przypomnieć. Tym bardziej znając szerszy kontekst występujący w tekście zawartym w książce. Cieszę się, że Dziewczyny nie zdecydowały się na kilka sesji zdjęciowych w studio, a podzieliły się zdjęciami swojej codzienności. Tak o wiele łatwiej zobaczyć zwykłe mamy lamy- nawet jeśli dochodzi do tego magia Instagrama 😉 Mimo wszystko przedstawia (wycinkową) PRAWDĘ. Bez pozowania i mocnych make upów 😉

Dla mnie ta książka to świetne dopełnienie kanału na Youtube. Jest w niej mnóstwo konkretnych porad, które wcale nie są stworzone jako pewniaki, ale jako pewien sposób, który może pomóc na problem/ nudę/ kryzys. To zbiór inspiracji, który można wykorzystać u siebie w macierzyństwie. Genialne pomysły na podróż z dzieckiem! Wspaniałe rady jak być mamą w codzienności, jak być z mężem w ten czas, jak przeżyć i nie zwariować. Jak przestać myśleć o tym, że idealne mamy z Instagrama istnieją naprawdę.

Oczywistym jest, że wrócę do tej książki jeszcze wielokrotnie.

*plus taki bonus w zakończeniu dla mnie bardzo ważny- Ania piszę tam o tym, że jako twórcy internetowi wcale nie musimy nakładać na siebie odpowiedzialności wszystkowiedzenia gdzie musimy przestać być osobami, które się mylą, czasem nie wiedzą, pytają na poczet osób idealnych. Eh! Staram się walczyć z tym stereotypem boskości youtubera na swoim kanale, ale wciąż widzę dziwną przypadłość gloryfikacji twórców internetowych. Ania napisała to wszystko co mam w głowie w przepiękny, składny i spójny sposób i dlatego czapki z głów. Dziękuję za wartość tych słów i to że jednak nie tylko ja tak myślę 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *