KSIĄŻKA Pokonać mur. Marina Abramović

O tej postaci było na tym blogu już wiele i nie chodzi tu o podbijanie wyświetleń (chociaż oczywiście gdy lecą w zawrotnym tempie jest idealnie). Teraz jest to chyba swego rodzaju misja odczarowująca postać, o której nigdy nie myślałam, że będzie się tyle mówić w Polsce. Swoje zdanie na temat Mariny Abramović wyrażałam już we vlogu z Torunia, gdzie byłam na wernisażu i spotkaniu z artystką oraz w tekście, gdzie mówiłam o tym co dało mi publiczne przyznanie się do lubienia Mariny w… relacji z Bogiem.

Ta książka to takie zapieczętowanie tego, że nie jestem ignorantem. Manifest do wszystkich którzy wątpliwi w to, że interesuję się jedynie tym co mówią mi media. Od początku nie była to prawda, bo Mariną zainteresowałam się w Liceum Plastycznym na jednej z lekcji, więc… mhy? Ważniejszym powodem była po prostu ciekawość i może pewna wątpliwość czy na pewno wiem wystarczająco dużo na ten temat. A że to blog o sztuce i o książkach również to wydało mi się bardzo stosownym pokonać ten mur (heheh) Zapraszam na krótki tekst o tym czy ta książka jest dobra i warta polecenia. Po prostu.

POKONAĆ MUR. Marina Abramović. to biografia artystki zajmującej się na co dzień performancem. Przygodę zaczynamy od pierwszych lat życia Mariny i swobodnie przechadzamy się między kartkami i latami osoby tak cenionej w świecie artystycznym jak i mocno kontrowersyjnej na każdym kroku swojej zawodowej drogi.

Dla mnie było to spotkanie z dojrzałym człowiekiem, kobietą, która w swoim życiu przeszła absolutne piekło. Gdy czytałam o jej relacji z matką wydawało mi się to totalnie nie do pojęcia, aby na pogrzebie mówić o niej tak ciepło- a jednak. Zapamiętałam ten fragment, bo do teraz czuję pewien wstyd w myśleniu o ludziach, z którymi mi nie po drodze i którym w pewien sposób nie umiem lub nie chcę wybaczyć. Bardzo to była wartościowa lekcja pokory!

I choć zazwyczaj potrzebuję oddzielić kontrowersyjne życie artystów od ich wspaniałej i pełnej wrażliwości twórczości przy zabieraniu się za biografię postanawiam chłonąć wszystko, wiadomo. I tu chłonęłam. Poznałam kobietę, która szanuje swój zawód, szanuje sztukę i chce tworzyć coś dobrego dla ludzi. Zaskoczenie? Dla mnie nadal nie.

Cieszę się, że ta książka praktycznie z każdej strony manifestuje potęgę performance’u ale mówi również o tym, że nie każdy performance jest właściwy. Nie bez powodu Abramović jest uważana za matkę performance’u- najzwyczajniej w świecie robi to dobrze !

I pewnie, nie wszystko mi się w jej twórczości podoba. Do wystawy podobało mi się wszystko (bo znałam pewną część prac), po książce podoba mi się znaczna większość. Ta pozycja jednak utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie mam co bać się o jej twórczość i o swoje zwyczajne lubienie poszczególnych dzieł.

To ważna pozycja dla tych, którzy lubią Marinę. Dzięki niej mogą dowiedzieć się znacznie więcej. To również pozycja dla tych, którzy wciąż nie wiedzą co myśleć o performance- wiele jest tu wyjaśniane i na przykładach pokazywane jak dobre owoce mogą z niego wyjść dla ludzi. To także pozycja dla… tych co tak mocno się buntują. Nie mówię, że dla każdego, ale dla tych, którzy tak bardzo powołują się na strony internetowe i wadliwych źródeł informacje. W stu procentach akceptuję brak zainteresowania tą artystką,  jednak zupełnie nie toleruję przeczytania kilku (lub, o zgrozo, jednego) i mówienie o ponad 50 latach twórczości CZŁOWIEKA w absolutnie krzywdzący i negatywny sposób.

Jestem świadoma, że nie każdemu musi się to podobać. Pewnie! Sztuka to sztuka- każdy wybiera swoją estetykę, swoje emocje, swoje ulubione dzieła. Najważniejszy jednak jest szacunek człowiek-człowiek. Ja nie odkrywam żadnego braku szacunku w twórczości Abramović względem mnie. To w jaki sposób opisuje swoje dzieła, to na co chce zwrócić w nich uwagę oraz jej powody tworzenia poszczególnych dzieł przekonują mnie w 100%.

Cieszę się, że ta książka powstała za życia artystki. Cieszę się, że mogłam ją przeczytać i przeżyć z nią niesamowicie inspirujące chwile dla serca, intelektu i wrażliwości. To był dobrze spędzony czas. Wam też takiego życzę 🙂 Jeśli nie z tą książką to z jakąkolwiek inną 🙂

Co do kwestii wizualnych- od razu po odpakowaniu książki zdjęłam okładkę. Szara minimalistyczna książka podoba mi się o wiele bardziej niż śliska, niewygodna obwoluta. W środku niestety najwięcej zdjęć jest słabej jakości wydrukowanych jak czarno-białe ksero. Są również dwie wstawki kolorowych zdjęć na twardszym, śliskim papierze (standard), które oczywiście przerywają zdanie w środku zdania. Nadal nie rozumiem dlaczego nie można wstawiać ich po skończonym rozdziale. Zawsze irytuje mnie to najbardziej. Jednak jeśli chodzi o materiał fotograficzny dopełniający tekst wydaje mi się, że jest idealny i nie brakowało mi chyba ani jednego zdjęcia, z performance’u lub innego wydarzenia, o którym mówiła w książce artystka.

Zdjęcia które widzicie poniżej to próba okiełznania wiatru na dzisiejszej wyprawie z Magdą. Nie udało się, wszystko nam prawie odmarzło, ale przynajmniej jest śmiesznie ^^ Prawda?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *