Czego nauczyło mnie publiczne przyznanie, że lubię twórczość Mariny Abramović?

O wow, nie spodziewałam się tego wszystkiego co nastąpiło w ciągu tego tygodnia, ale i wcześniej. Jednak ten tydzień dotknął mnie osobiście. Mnóstwo komentarzy na Youtube, prywatne wiadomości na Instagramie i mnóstwo rozmów w żywe oczy na temat tego gdzie jest granica wolności, gdzie kończy się Boża Miłość (aż głupio było to napisać) i czy w ogóle warto było przyznawać się publicznie do bycia katolikiem?

Na początku pomyślałam, że nagram film. Tyle, że ja przed kamerą ZAWSZE jestem zadowolona, a ta treść kuje mnie w serce. Zdecydowałam więc, że najwłaściwszą formą będzie tekst pisany. Nie krzyczący, nie śmiejący. Cichutki. Jedynie dla tych, który będą chcieli poświęcić czas jedynie moim słowom. Nie robiąc nic dodatkowego w tym czasie.

Ten tydzień to mnóstwo przemyśleń. Zwątpień? I przede wszystkim wspaniałych rozmów na ważne tematy jakimi jest Bóg, Wolność, Wiara, Kościół, Szczęście i Sztuka.

Jeżeli mogę za coś podziękować Abramović to jest to przede wszystkim ten tydzień rozważań. Prawdziwym absurdem jest również dziękowanie jej za kolejny krok w bliższej relacji z Bogiem, ale cóż- nie ma co ukrywać. Ten tydzień dał mi kolejne dwa kroki w relacji z moim Tatą. Dziwne? Przyzwyczaiłam się już, że Boży Plan jest absolutnie zaskakujący, a samego Boga można odkrywać we wszystkim.

Przestałam bać się zła

Bo to jest właśnie ta moja WOLNOŚĆ. Pozwolenie sobie na niebanie się zła. Przez lata obawiałam się tylko tego, że zło zwycięży, że szatan mnie w końcu skusi, że będę w jego jakiejś żałosnej niewoli. Jakiś czas temu jednak (o litości, jak późno!) w moim sercu pojawił się spokój. Jezus po prostu powiedział mi (poprzez ludzi, Pismo, Mszę, itp.), że to On jest największy! Nikt się Mu nie równa! To on jest BOGIEM! I nigdy, przenigdy zło nie wygra z dobrem. To nie jest kolejna historia z bajki, gdzie zło walczy z dobrem. W prawdziwym życiu dobro wygrało już na początku. Dobro to moja wolność. Bóg to moja wolność.

Nie boję się Mariny Abramović. Nie boję się jej twórczości (którą znam, bo wiem, że nie znam wszystkiego). Nie boję się POZNAWAĆ. Nie boję się ludzi. Nie boję się łez wzruszenia, które miałam, gdy weszła na scenę. Nie boję się tego. Cieszę się tym.

Otaczam się dobrem

Przyznaję bez bicia- nie znam całej twórczości Abramović. Jednak to co znałam nigdy nie pozwoliło mi nawet myśleć, że może to być złe. Cała twórczość w partnerstwie Ulaya wzbudzała w moim sercu wszelkiego rodzaju emocje: od niezrozumienia, poprzez zaciekawienie, często kończąc również na wzruszeniu. Najbardziej znany mi performance artystki w MOMA, gdzie siedziała na przeciwko jednej osoby i patrzyła jej w oczy, to dla mnie jedynie dobro. Nawet Rytm 0 wyzwala we mnie mnóstwo emocji.

I nie byłam zdziwiona, gdy dowiedziałam się jak wiele nie wiem o twórczości tej artystki. Nigdy nie powiedziałam nawet samej sobie, że wiem o niej chociaż połowę. Lubiłam to co znałam. Szczerze przyznam, że BARDZO LUBIŁAM.

Co dało mi zmierzenie się ze swoją niewiedzą? SZCZĘŚCIE! Na razie chciałam pobyć z „dobrą Mariną”- tą którą znam od lat, tą która dawała mi jedynie dobre/ pożądane emocje. Później, a właściwie w tym samym czasie, potrzebowałam pobyć z Bogiem w rozmowie na ten temat- z ludźmi również. Dostałam prostą odpowiedź: otaczasz się DOBREM, więc i Dobro zauważasz.

Nie pobiegłam nadrabiać zaległości. Nie poszłam czytać wszystkich możliwych artykułów na temat domniemanego szatana w Marinie. Postanowiłam na razie skupić się jedynie na dobru w jej sztuce. A jest go od groma!

Pewnie, nie jestem ignorantem. W rozmowie z Bogiem/ ludźmi pojawiały się we mnie pytania, na które chciałam znać odpowiedź. Poznałam je. Poznałam zdanie samej artystki na temat swojego satanizmu, którego nie ma. Jeśli tak mówi ja jej ufam, lubię wiadomości z pierwszej ręki. Przeczytałam również szybką „teczkę twórczości”, w której (na ten moment) nie znalazłam wiele złego. Pewnie, są rzeczy, których nigdy bym sama nie zrobiła, ba! na które nawet nie chciałabym patrzeć. I tak, dojdę jeszcze do momentu, w którym będę mogła Wam mówić na wyrywki o jej twórczości. Jednak na razie chcę się zająć dobrem.

Nie pasjonuje mnie zło

Wybieram co lubię, jak każdy. W swoim życiu wybieram mądrze, tak mi się przynajmniej wydaje. Nie, nie jestem w tym młodziutka, infantylna, ani głupiutka jak to wiele „miłośników Kościoła” podkreślało. Ja po prostu nie karmię się złem, nie zwracam na nie uwagi, gdy nie muszę. Nie zrozumcie mnie źle, chodzi mi o zło, którego nie ma wokół mnie. Do zła w twórczości Mariny Abramović (o ile na prawdę istnieje) musiałabym się jednak przygotować. Pytanie zasadnicze: po co?

Ludzie w komentarzach rzucali mi artykułami, analizą twórczości artystki i wieloma, wieloma źródłami, które powstały…. podczas wielkiego BUM tworzonych przez ludzi, którzy poznali artystkę w czasie jednego posiedzenia przed komputerem. Nie tak odczytuje się sztukę. Nie tak charakteryzuje się człowieka. Nie tak odbiera się pięćdziesięcioletnie wkładanie serca artysty w twórczość.

Gdybym poznała Marinę po artykułach, które pojawiły się w marcu na polskich stronach- nie polubiłabym jej, trzymałabym się od niej z daleka. AH, JAK DOBRZE, ŻE POZNAŁAM JĄ WCZEŚNIEJ! Jak dobrze, że miałam WOLNOŚĆ w swoich emocjach. Jak dobrze, że moje serce mogło poczuć, odnaleźć, zaznajomić się, polubić, pokochać, odkryć. Samo.

Nikt i nic nigdy nie będzie dla mnie wspanialsze niż Jezus Chrystus

Zachwycam się naprawdę ogromem rzeczy. Potrafię zachwycić się bukietem kwiatów, który Piotr sam skomponuje mi latem, potrafię popłakać się przy piosence, zachłysnąć się zachwytem przy filmie, mówić w pełnej miłości o książce, podziwiać człowieka. Zawsze tak było. Od zawsze prywatnie i od pierwszego odcinka na moim kanale na Youtube. Zaskakujące, że nagle oberwało mi się, że… w Abramović zakochana jestem bardziej niż w Bogu.

WTF?! Co ma Abramović do wielkiego, niesamowitego, jedynego Boga, który ukochał mnie i postanowił być moim Tatą?! Jak w ogóle można porównywać kogoś kogo raz widziałam na scenie, o kim nie myślę na co dzień, kto zachwyci mnie swoją pracą, do której przygotowuje się miesiącami. Jak to może w ogóle w czyjejś głowie iść w parze, albo jeszcze gorzej- przewyższać jedno drugiego, na drugim miejscu zostawiając Boga?! JAK?! Zaskakujące…

Są oskarżenia na które nie ma odpowiedzi. Są tak absurdalne, że nie ma sensu nawet o nich myśleć. Są też takie jak ten, gdzie ktoś zarzucił mi, że Abramović zachwycam się bardziej niż Bogiem…. gdzie nawet nie zabolało 😉 Absolutne absurdy nie bolą.

TAK TAK NIE NIE

Ileż było wiadomości odnośnie tego, że Jezus jednoznacznie mówił TAK albo NIE. Ah, trochę zajęło mi czasu żeby sobie to wszystko poukładać w głowie. Trochę, czyli kilka minut, kilka późniejszych rozmów. Bo wiecie… Jezus był KONKRETNY! Nie odpowiadał „chyba”, co w moim sercu nie oznacza, że kiedykolwiek kogokolwiek skreślił, bo bez „chyba” jedynie z TAK lub NIE jest MIŁOŚĆ. Ile osądzania było w komentarzach, ile wielkich słów nawoływania do bycia na tak albo na nie…

Bardzo cenne było odkrycie dla mnie braku słowa „chyba” w słowniku Jezusa. On wiedział. Jest BOGIEM. On wie. Namawia nas do szukania dobra, nie decydowania się na zło. Tyle, że nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek powiedział, ze to człowiek jest zły. Że to człowiekowi mówi NIE.

Jezus jest Miłością. Jezus kocha nas wszystkich tak samo. Jezus to ten gość, który chodził w sandałach i obrywało mu się na okrągło za przebywanie z grzesznikami, kojarzycie? 😉

Nie byłam Jezusem na wystawie, wiadomo. Nie poszłam nawracać. Poszłam docenić CZŁOWIEKA za to co zrobił z moim sercem przez swoją DOBRĄ twórczość. Bo w sobie samej już dawno powiedziałam TAK na dobro i NIE na zło. Nie szukam go w sztuce, nie potrzebuję go w tej sferze. Szukam dobra, dobrych emocji (co nie oznacza, że są zawsze pozytywne).

Jezus zna moje serce

Po filmie o roku bez zakupów spadła na mnie fala komentarzy, że jaki tam rok, przecież nie nakupowałam w grudniu konserw, żeby przeżyć rok bez żadnych zakupów. Po filmie o moim tygodniu jedzenia spadły informacje, że jem bardzo malutko… pewnie dlatego, że chcę być jeszcze bardziej eko (co?!^^) i tak mogłabym wymieniać przy każdym filmie. W tym z Torunia poruszyła mnie jednak tragiczna brutalność „ludzi Kościoła”, gdzie dostawałam informacje, że moje serce nie jest blisko Boga, że „ta głupiutka, młodziutka osóbka (czyt. podobno ja) nie wierzy w Boga”. Czy to bolało? PEWNIE! Czy to powodowało, że się bałam o swoją wiarę? I TO JAK!

Trwało to jednak zaledwie kilka chwil. Tylko tyle ile potrzebowałam do rozmowy z Bogiem w moim własnym, osobistym sercu. Już po kilku minutach po takim komentarzu i chwili dla siebie wiedziałam swoje. Jezus zna moje serce. Jezus wie co myślę. Jezus chce żebym była szczera sama z sobą.

Bóg jest wielki, niepojęty i totalnie nieodgadniony

Cóż to za wielki Bóg, którego tak mało znamy. I cóż to za niesamowity Tata, który wysłuchuje nas każdego dnia i każdego dnia pomaga nam w walce o bycie świętym. Ja takiego Tatę akceptuję, takiego Tatę kocham, z takim Tatą chcę być do końca! Dlatego choć odczuwam ogromny dyskomfort, w przyznaniu się do bycia katolikiem na Youtube, to jednak nie myślę nawet o tym, że mogłoby być inaczej. Tak jak nie ukrywam miłości do Piotra, tak i nie mam zamiaru ukrywać miłości i oddania do Boga! Jednak tak jak nikt nie rozlicza mnie z relacji z Piotrem tak również życzyłabym sobie nie rozliczania mnie z relacji z Bogiem. U mnie wszystko pod kontrolą.

Bo sztuka i dobry kontakt z Bogiem jest całkowicie łatwy do pogodzenia. Wystarczy być w Miłości z Tatą, a w tak Dobrym Ojcu trudno się nie zakochać. Serio ;))

W swojej wolności również pozwalam sobie na usuwanie komentarzy przy tym poście. Te które choćby pierwszy słowem mnie zirytują- odsuwam od siebie, bo odsuwam od siebie zło. Do tego właśnie namawiali mnie widzowie i czytelnicy Ciut Więcej, Ci wartościowi. Ci na których mi zależy. Tak więc jeśli chcesz napisać jak bardzo pobłądziłam- daruj sobie 😉 Właśnie zbieram się do Kościoła przepełniona szczęściem spotkania go w Eucharystii. Pozdrawiam cieplutko wszystkich tych, którzy zrozumieli i tych, którzy myślą inaczej, ale szanują moje serce :*

A tak w ogóle to dzięki Marinie nauczyłam się jeszcze wielu rzeczy przez ten tydzień. W relacji z Bogiem, z ludźmi, z sobą. No. Ale zostawię to już dla siebie 🙂

  1. Nie chodzi o to,ze wielu ludzi sie boi jej tworczosci. Po prostu czasem ludzie mowia nie do brzydoty, kiczu czy zla, bo nie chca sie nim otaczac.

    1. I ja też tak właśnie mówię jak nie chce się czyms otaczać. Ale wtedy się cofam i się tym nie interesuje. Daje się innym cieszyć tym co sprawia im radość. Jeśli nie chce się czymś otaczać, to nie sprawdzam każdego artykułu i nie odpowiadam na każdą wzmiankę o konkretnym artyście, którego nie lubię 🙂

  2. Cześć! Dziewczyno – dzięki Ci za ten wpis! Inspirujący i umacniający… Przyznawanie się do swojej wiary publicznie, niezależnie od sytuacji będzie zawsze dużym wyzwaniem, ale ja wierzę, że nie wszystkim musi się podobać nasza życiowa postawa i relacja z Tatą. Wystarczy, że zasiejemy ciekawość – to ziarno, które (jestem pewna) skłoni tę jedną osobę do myślenia i szukania sensu. Ciężko byłoby zresztą żyć w skrywaniu czegoś, co definiuje to kim jesteś, czym się kierujesz i czego pragniesz, czym się otaczasz i co lubisz! Ostatnio przeżyłam takie „piętnowanie” na żywo i bardzo długo to przeżywałam, głównie ze względu na to, jak skrzywiony obraz katolików mają ludzie (to znaczy jest on poniekąd prawdziwy, ale rozumiesz… my wiemy, że tamto nie jest prawdziwą wiarą). To bardzo przykre, ale jednocześnie budujemy pewien mocny fundament, który pomoże nam własną postawą i życiem pokazywać, że Bóg jest NA MAXA SUPER i życie z Nim (mimo, że to nie tylko pozytywne momenty) to wielkie szczęście.
    Jezus mówi nam, że idąc za Nim, będziemy odrzucani, upokarzani, wystawiani na próbę. Cieszę się, że jest wiele osób młodych, które mimo to mają waleczne serca i BIORĄ TO W CAŁOŚCI <3
    Pozdrawiam cieplutko

  3. Uwielbiam twój blog! Wyczekuję zawsze z niecierpliwością nowego wpisu!
    Ten zdecydowanie osiada ciasno na dnie serduszka! Dzięki!

  4. Nie jest złe co jest złe a co komu zagraża. Jeśli twoja wiara jest licha to i w kościele szatan cię odnajdzie gdzie paradoksalnie jest najczęściej… Co do protestów są one dla mnie śmieszne Polska jest wolnym krajem i nie można blokować ludziom dostępu do kultury tylko dlatego, że ona nam nie odpowiada. Ja nie znoszę metalu i disco polo więc zakażmy tego wszystkim 😉

  5. Pięknie! Dobro i Miłość to jak imiona Boga, dlatego warto ich szukać!
    Z drugiej strony chciałabym dowiedzieć się co dla Ciebie znaczy to ‚odsuwanir od siebie zła’. Bo jednak mimo wszystko zło jest i szatan też zabiega o dusze, nie tylko nasze ale też ludzi wokół. Dlatego zastanawia mnie czy w Twoim rozumieniu odsuwać od siebie zło nie znaczy że jakby zostawia się ludzi nie znających Miłości Boga samych sobie otoczonych tym złem, którego my staramy się nie zauważać? I to że nie zależy nam na walce z tym złem?
    Staram się zrozumieć po prostu, bo przepięknie to napisałaś. Tylko tu mi coś zgrzyta, dlatego takie pytanie.

    1. Tak jak napisałam- odsuwam od siebie zło, bo go nie szukam, nie pasjonuje mnie zło. Wiem, że codziennie każdy człowiek ma pewną walkę ze złem, z którym musi sobie radzić. Decyzje, które podejmuje mogą być złe, albo dobre. W życiu codziennym wielbię Boga i zawsze chciałabym wybierać dobro (ale nie zawsze wychodzi, wiadomo). Jednak bzdurą wydaje mi się szukanie zła. Czyli pasjonowanie się znajdowaniem osób, które rzekomo robią zło i szukanie wszelkich informacji jak to robią, gdzie to robią itp. Rozumiesz już teraz? 😀 Gdyby moja przyjaciółka robiła zło- powiedziałabym jej to i próbowałabym jej pomóc 🙂

  6. Pewnie jestem ignorantką, ale nie znałam twórczości tej osoby. Po Twoim poście myślę, że pierwsze co zrobię to wygoogluje ją, ale w google grafice.
    Po drugie dziękuję za te kilka zdań o Bogu, które na wskroś mnie przeszyły. Nie jest mi z nim po drodze, albo bardziej z ludźmi, którzy swoim zdaniem mówią jego głosem. Od października będę mieszkać z chłopakiem, moja depresja, lęk społeczny i ogrom miłości jaką daje mi mój K. przeżyciężają słowa mojej mamy, która powołując się na wiarę przewiduje wyparcie się mnie. Czułam się w tym sama. Teraz wiem, że sama nie jestem i jeśli chcę, to Bóg będzie przy mnie niezależnie od mojej decyzji. Bądź taka jaką jesteś, bo to Twoja wiara wzbudziła w moim sercu chęć powrotu, odwiedzenia kościoła a nie lęk przed całą dobą ciszy od części mojej rodziny.
    PS. Nie musisz tego publikować, ten komentarz nie wnosi wiele do dyskusji na temat Twojego wpisu. Po prostu dziękuję, że jest takie miejsce w internecie jak to!

    1. Publikuje, bo serce rośnie. Dziękuję Ci za te słowa ❤️❤️ I trzymam kciuki wza Twoja relacje z Mamą. Ja nigdy nie rozumiem jak można religijność (bo nie wiarę w Boga) postawić wyżej niż swoje dziecko. Smutne to 🙁

  7. Mam wrażenie, że te osoby, które zrobiły wręcz nagonkę, można podzielić na: 1) tych co mają w sobie mnóstwo niepewności i „chyba” do Boga, ale na zewnątrz są wszystkowiedzący, 2) tych co szukają niepotrzebnej sensacji i weszli specjalnie by „nakopać” komuś wiary do głowy. To co Ci pisałam już oni NIE zrozumieją tego, że Bóg kocha także Marinę, że kocha ją DOKŁADNIE TAK SAMO jak ich. A jeśli to rozumieją, to może przemawia przez nich zazdrość? Że jak to możliwe?!
    Po drugie nie rozumiem po co oglądają Twój film? Idąc ich tokiem rozumowania oglądasz wystawę Mariny –> przyjmujesz szatana do serca, więc… poprzez oglądanie filmu zło się rozszerza i na oglądającego film. Bo jak tak się odżegnują od zła, to PO CO OGLĄDAJĄ tak „niemądrze” mówiącą dziewczynę. Tego nie mogę zrozumieć.
    Może warto by było aby zajęli się swoim „podwórkiem”, po ostatnich medialnych raportach może lepiej trzeba pilnować swoich społeczności i dbać o to by komuś nie działa się realna krzywda..

    1. Dokładnie tak, sama nie wiem po co oglądają… Ale to każdy twórca yt się nad tym zastanawia 😉 Ja też w sumie często oglądam kogoś kto totalnie mnie dziwi, tak o. Ale nigdy nie komentuje żeby zanegowac co do ten zazdrości, to kurcze. Chyba masz rację. Bardzo ciekawa perspektywa. Dziękuję Ci za nią. Przecież już nawet w Biblii byli ludzie zazdrosny o to, że Jezus idzie z grzesznikami, a nie tymi „najlepszymi”. Taka ludzka natura no cóż. Też pewnie czasem się na to wkurzalam kiedys, ale nie na taką wielką skalę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *