Jedna spódnica przez siedem dni, czyli o tym jak małe rzeczy mogą zmienić myślenie

JEDNA SPÓDNICA SIEDEM DNI

Okey, to nie objawiło mi jakiejś wielkiej prawdy o ubraniach i minimalizmie, ale te siedem dni w jednej spódnicy pokazało mi jak niewiele jest nam potrzebne do szczęścia. Dlatego postanowiłam, że trochę Wam o tym opowiem, bo lubię dzielić się z Wami dobrem. Na wstępie jednak odsyłam do bloga TUKOCIEL, ponieważ gdyby nie jej pomysł nie byłoby tego całego zamieszania 🙂

NOWE/ STARE

Ostatnio dostałam nową/ starą spódnicę. Podobała mi się już na osobie, która mi ją dała, więc gdy wreszcie się jej znudziła przyjęłam ją z otwartymi rękoma. Może to też jest jakiś wielki krok, ale ja od zawsze uwielbiam przyjmować ubrania po kimś. Nie jest to dla mnie żaden wstyd, a tym bardziej powód do milczenia. Lubię o tym mówić, że połowa mojej szafy to rzeczy po kimś. Dałam im nowe życie i jestem z tego dumna 😀

BO MOGĘ…

Gdy Karolina dodała story na Instagramie o spódnicy przez siedem dni byłam już w swojej od dwóch i będąc jeszcze w łóżku i pidżamie ucieszyłam się, że… ktoś mi POZWOLIŁ być w niej jeszcze kilka dni. Dziwne co? Naprawdę myślałam sobie, że kurcze już nie wypada, że nudno, że trzeba założyć wreszcie coś nowego. A tu nagle informacja: „nie, nie musisz. Noś tą samą skoro jest Ci wygodnie”. No i nosiłam! I byłam szczęśliwa.

DWIE SEKUNDY WYBORU STROJU DNIA

Wspaniale i bardzo prosto czułam się każdego dnia rano, gdy jedyne z czym miałam problem to bluzka i sweter, który założę do czarnych rajstop (z którymi nie rozstaję się zimą) oraz zielonej spódnicy z kieszeniami. I to wcale nie było trudne! Doszłam do momentu, w którym moja szafa (na moje możliwości) jest dość mała i poukładana. Z lewej strony mam bluzki, z prawej sukienki, na środku swetry i marynarki. Więc nie interesowała mnie cała szafa. Wiedziałam, że do spódnicy nie założę sukienki ani marynarki, bo byłoby zbyt oficjalnie. Więc brałam pod uwagę tylko kilka bluzek i kombinowałam i kurcze było super łatwo! A czas jaki spędzałam przy szafie to… dokładnie dwie sekundy!

NIECODZIENNA CODZIENNOŚĆ

Najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że naprawdę czułam się fenomenalnie! Zawsze jak mam spódnicę (a jest to widok dość częsty, chyba, że jadę na uczelnię, to wtedy nigdy) czuję się trochę lepiej, że jednak trochę bardziej o sobie pomyślałam. Nie noszę ich gdy nie mam humoru, bo jednak trzeba przysiąść przy nich trochę dłużej niż przy moich ulubionych prostych spodniach i paskowej bluzce z Tyszerta, która pasuje mi zawsze. I nagle nie ważne jaki humor czy chęci- cały tydzień miałam spódnicę, cały tydzień wychodziłam w obcasach w kwiatki, cały tydzień czułam się bosko!

PO CO AŻ TYLE?

I kiedy tak sobie myślę ile mam spódnic w szafie, to aż głupio mi się robi, bo… skoro tę jedną mogłabym nosić przynajmniej dwa tygodnie zawsze tworząc z nią nowe zestawy, to kiedy miałoby mi starczyć życia na te wszystkie, które mam? Tym bardziej, że większość z nich była kupowana pod wpływem chwili. Oczywiście, na wyprzedażach, za niewielkie pieniądze, ale jednak zupełnie niepotrzebnie.

BEZ ZBĘDNIE STROJNYCH RZECZY W SZAFIE

Już pewien czas temu doszłam do wniosku, że muszę przestać kupować strojne ubrania. Jednak ta spódnica jeszcze bardziej utwierdziła mnie w tym przekonaniu. Pisząc to myślę sobie o moich pięknych dwóch spódnicach, które są jednymi z moich ulubionych (tak wizualnie), ale które miałam na sobie może po cztery razy. Czemu? Bo rzucają się w oczy, więc nie mogę nosić ich wciąż na uroczystości do tych samych ludzi, a po drugie są zbyt strojne żeby nosić je na co dzień i nie czuć się przebraną.

I nie chodzi mi o to żeby zrezygnować z elegancji! Wręcz przeciwnie! Jestem pierwszą osobą, która gdy usłyszy „mała okazja” wystroi się jak na wesele. Bo ja po prostu lubię na co dzień być normalna, ale gdy mam możliwość lubię przesadzić… tzn. wyglądam zawsze odpowiednio, nie ma sytuacji w której ktoś mówi: „wow, przesada. Przecież idziemy tylko na kawę”. Nie, zawsze po prostu te moje „wygalowanie” wygląda tak, że równie dobrze mogłabym iść po bułki w takim stroju… tylko wtedy, gdyby spojrzał na mnie ktoś, kto nie zna mojej wersji „chodzenia po bułki” 😀 Dlaczego tak jest? Bo zrezygnowałam z eleganckich, balowych strojów!

Mam mnóstwo sukienek, które noszę na co dzień… ale gdy tylko dodam do nich buty na obcasie, kolczyki, czy pomaluję usta mogę tak iść na przyjęcie. Tym bardziej, że przyzwyczajam się do wygody i do rzeczy, które często noszę, a to właśnie to sprawia, że czuję się po prostu mega swobodnie i mega dobrze sama z sobą. Wcześniej nie było takiej możliwości! Raz na rok założona elegancka sukienka była niewygodna, podwijała się, czułam się jak w stroju, krępowała mi ruchy. Nie mówię, że wszystkie eleganckie stroje są niewygodne. Ja po prostu uwielbiam czuć się pięknie, ale również mieć coś w sobie takiego … domowego. Sukienka w kwiaty, kojarzycie? We wrześniu byłam w niej na weselu! Wcześniej nigdy nie popełniłabym tego „błędu” a teraz czułam się po prostu idealnie i mega swobodnie!

PODSUMOWANIE 

I ta spódnica właśnie też taka jest. Idealna na co dzień, ale przy kilku zmianach wpasowałaby się idealnie również na jakieś wielkie wyjście. To jest super. Mega to polecam. Dzięki temu moja szafa jest UNIWERSALNA, dużo rzeczy świetnie ze sobą współgra i gdybym na co dzień praktykowała jedna spódnica/ spodnie na tydzień, to miałabym naprawdę proste życie w tej kwestii. Miałabym? Dlaczego nie „MAM”?! Tylko „miałabym”… właśnie super sobie tak ułatwiać życie! Tak więc już bez żadnych wyzwań i konieczności bycia w jednej spódnicy tydzień wpisuję sobie w głowę, że tak można, że to nie nuda, że tym bardziej nie jest to obciach i … zaczynam swoje kilka minut dziennie przeznaczać na coś innego niż stanie przed szafą i mówienie, że nie wiem co założyć 😉

  1. Dzień dobry! 🙂 Być może słyszałaś o projekcie sprzed 10 lat „six items or less” – również gorąco polecam. Prowadziłam wtedy bloga Efekt Halo i bardzo polecałam taki sposób ubierania. Z tego co pamiętam, na lato miałam wtedy: czarne dżinsowe rurki, jasne dżinsowe proste spodnie, granatową spódnicę z kieszeniami, dżinsową kurtkę, biały podkoszulek z czarnym nadrukiem, czarną bokserkę na ramiączkach. Potem tych bokserek dokupiłam więcej i dodałam jeszcze inne koszulki bazowe z różnymi długościami rękawów, a także czarną spódnicę i czarną sukienkę, i to już było wszystko. Nigdy wcześniej ani później (kiedy miałam/miewam więcej ubrań) nie byłam tak dobrze ubrana i nie czułam się tak komfortowo i schludnie.

    1. Oj nie, u mnie to by było bez sensu w wakacje. Ja mam tyyyyle ciuchów i tyle pięknych sukienek <3 W lato to akurat zawsze wiem jak się ubrać, uwielbiam ten czas <3 Ale dzięki za podzielenie się, może ktoś skorzysta :**

  2. Fajne, inspirujący wpis, noszę się z zamiarem noszenia jednej rzeczy pod rząd w różnych zestawieniach, ciekawe czy ktokolwiek zauważy 🙂 a możesz napisać kilka słów o bluzce z Tyszerta? jaki model i czy warte swojej ceny? chciałabym mieć porządny t-shirt do wszystkiego i Tyszert wyrasta mi na faworyta.

    1. Hej, mówię o tej bluzce: https://tyszert.com/shop/longsleeve-oversize-burgund/ lubię w niej, że ma szerokie rękawy i bez problemu można je podwinąć, ale to nie jest tak, że pasuje mi do wszystkiego. Też miałam z nią pewien kryzys 😀 Bo na początku pełna miłość, a później jakoś przestałam ją lubić i teraz powoli wracam do niej 🙂 Jest mega przyjemna w dotyku, fajnie wykończona no i taka do założenia na szybko do spodni (ale jedynie w środek) ale np do spódnic mi nie pasuje 🙂 Jest taka mocno sportowa 😀 Ta bluzka kosztuje 200 zł, tyle, że ja dostaje ubrania Tyszerta za pozowanie. Czy gdybym wydała 200 zł to byłabym w pełni zadowolona? Nie wiem. Natomiast z krótkim rękawkiem zwykłe T-shirty rozdałam, bo zupełnie na mnie nie leżały…ale ten mojej koleżance sprawdza się świetnie z tego co mówiła: https://tyszert.com/shop/balamutka-grafit/ ja niestety nie mogłabym go nosić przez duże wycięcie i brak możliwości noszenia stanika do niej, a ja mam duże piersi, więc stanik muszę mieć 😉 Z Tyszerta mimo wszystko najbardziej uwielbiam sukienki i mogę je z całą pewnością polecić: ta na co dzień i od święta (zielona jest mistrzem, ale moja mama ją tak pokochała, że na razie jej wypożyczyłam i ja śmigam w musztardowej^^) https://tyszert.com/shop/sukienka-z-kieszeniami/ ta robi furorę, ale nie robi efektu przebrania i jest totalnie boska: https://tyszert.com/shop/sniadanie-u-tiffaniego-black/ no i ta jest taka, że można ją założyć na imprezę u znajomych, na wigilię, albo gdzieś tam… że tak elegancko, ale bez większego szału z szałem mimo wszystko haha 😀 Nie wiem jak to wyjaśnić: https://tyszert.com/shop/one-and-only-black/

  3. Tak myślę sobie:” głupie pytanie”, ale ja szukam i szukam i znaleźć nie potrafię! Cóż to za czarne rajstopy, z którymi się nie rozstajesz, czy możesz zdradzić gdzie kupiłaś?

    1. Ojej. To takie zwykłe. Mam kilka różnych par, po prostu czarnych i sobie je piore i noszę 😀 Nie znam się na numerach grubości, ale to chyba czterdziestka 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *