KSIĄŻKA Ślepnąc od świateł

Tak trzeba żyć. Jeździć. Wspinać się po molo i uśmiechać się do aparatu z książką. Kto by nie chciał? No ja chciałam na przykład zawsze 😀 Ale żeby nie było tak prosto. Zdjęcia nie wystarczą, więc siadam z herbatką w piątkowy wieczór i zaczynam pisać tekst o książce, o której ostatnio turbo głośno. Hop Hop, czy ktoś jeszcze nie słyszał o serialu na podstawie książki Jakuba Żulczyka Ślepnąć od świateł?

Jakub Żulczyk za książkę w 2014 roku dostała Paszport Polityki i jest to wystarczająca rekomendacja do tego, aby sięgnąć po tytuł, ale niestety- okładka była tak paskudna, że nie mogłam się na to zdecydować. Choć już wtedy miała bardzo dobry marketing, to starałam się odwracać wzrok przy każdym możliwym spotkaniu z zakrwawioną kobietą w peruce. Jak to okładka umie zepsuć wszystko! Eh!

Ale przyszedł 2018 rok i nowa produkcja HBO GO. Zrobiło się o tym głośno, Biedronka zrobiła promocje, powstała nowa okładka i po prostu przepadłam. Na drugi dzień (promocji w Biedrze) była moja!

Lubię, gdy w pociągu czytam bez przerwy, bez mrugnięcia powiek ze zmęczenia (a nie zależy to od zmęczenia, a od nużącej książki- przetestowałam to). Lubię też, gdy mam ochotę spędzić dzień w łóżku właśnie z tą jedną konkretną historią. Już wtedy wiem, że historia jest dobra.

I ta teoretycznie taka była, ale miałam wrażenie, że bardziej pobudza mnie do czytania tej książki myśl o tym, że już zaraz zacznę serial niż historia. Bo nie była ona niczym niesamowitym… a może właśnie była?

Mam takie mieszane uczucia, ludzie! Bo z jednej strony ta historia jest taka brudna, zwykła, taka jakby pewien człowiek nie śpiący kilka dni opisywał swoje życie- inne niż to zwykłe, codzienne szarego człowieka, ale jednak po prostu życie. Bo właśnie to jest cały problem i urok tej książki- jest taka zwykła, a przecież fabuła jest totalnie z innego, nieznanego zazwyczaj zwykłym ludziom świata. Przynajmniej mi nie jest znana, ale ja należę do tych grzeczniejszych.

Jakub to diler, który dniami i nocami rozwozi narkotyki po swoich stałych klientach. Narracja jest pierwszoosobowa, a książka podzielona jest na konkretne dni i godziny. Fajnie tak w sumie spotkać się z bohaterem, który nie traci czasu na sen, który po prostu „sunie” po tych dniach. To było ciekawe. Czytać historie człowieka, która nigdy się nie kończyła i nie zaczynała w oderwaniu. Było kilka zabiegów, które lekko barwiły cały proces opisania fabuły, ale nie było to nic nadzwyczaj nachalnego.

I praktycznie do końca dzieje się nic i wszystko. Bardzo ciekawe! Aż wreszcie paręnaście ostatnich stron powoduje, że nie masz cierpliwości do swoich powolnych oczu i mózgu i chcesz pożreć zakończenie od razu. Lubię tak! Lubię kiedy serce zaczyna mi bić szybciej, a ja czuję się jak na maratonie w wyścigu samej z sobą.

Ta książka dała mi różne emocje. Była brudna, była polska, była obrzydliwa i zarazem taka prawdziwie normalna. Niesamowite jak Żulczykowi udało się uzyskać taki efekt. Mimo to- liczyłam na coś zupełnie innego i teraz jedynie przebieram nóżkami, aby wykupić (darmowy) miesiąc na HBO GO i obejrzeć serial, którego scenariusz został napisany przez samego Żulczyka, więc będzie jeszcze lepiej niż myślałam, tak sądzę 🙂

Czy polecam? Polecam! Po pierwsze z trywialnego powodu: zawsze mówię, że warto znać to o czym mówi świat; a po drugie… warto przeczytać tak dobre wprowadzenie czytelnika w świat tak inny, a tak zwyczajnie nakreślony. Warto przeczytać chociażby dla samego końca, ale jestem pewna, że również dla środka i początku. Trudno zachwycać się zwykłością. Tym bardziej trudno o niej pisać… ale zrozumiecie moje zmieszanie, gdy sami będziecie już po lekturze.

Nie chcecie kupować? Wypożyczcie! Ja ostatnio założyłam kartę w Bibliotece Naukowej i innych, więc może przemogę się i kiedyś zacznę z niej wypożyczać. Jestem pewna, że znajdziecie ją w bibliotekach, bo jest już dość stara, ceniona i taka mhy… biblioteczna? 😉 A jeśli chcecie mieć ją na własność, to wystarczy wziąć udział w moim konkursie i o nią poprosić! 😀 Albo o coś innego :*

  1. Kupiłam tę książkę mojemu już mężowi w prezencie bo bardzo chce obejrzeć serial. Widzę, że czyta, o serialu też „gada”, więc jak tylko skończy to pewnie zabierze się za oglądanie. Myślałam, że to książka z kategorii „nie dla mnie” ale może za bardzo kategoryzuję i powinnam po nią sięgnąć? Pomyślę! 🙂

    1. Dla mnie nie jest chyba jedynie fantasy… chociaż mam nadzieję, że trafię kiedyś na dobry tytuł, który przekona mnie do tego gatunku 😀 Ja jeszcze też jestem przed serialem, ciekawe co tam zrobili z tą książką 🙂

  2. Ale się zaśmiałam, ej, ale serio, dlaczego tak jest, że nasze gusta wizualne są tak skrajne? No serio, ja uwielbiam pierwotną okładkę „Ślepnąc od świateł” i trochę mi przykro, że teraz to raczej trudno o dostęp do niej, bo wszędzie ta serialowa XD

    Wczoraj skończyłam oglądać serial. Miała być najpierw książka, ale nie wyszło… i teraz jestem jej bardzo ciekawa. Myślę że ta zwykłość i polskość, o której piszesz, to taka charakterystyczna cecha książek Żulczyka. Nie mogę powiedzieć na 100%, bo jestem po lekturze tylko jednej z nich, ale takie mam podejrzenie. I mnie akurat to się bardzo podobało we „Wzgórzu psów”, nie wiem jak będzie ze „Ślepnąc”, ale mam nadzieję, że podobnie. Jestem tego prawie pewna, bo Ty mówisz, że trudno zachwycać się zwykłością… a ja właśnie za to pokochałam „Wzgórze psów”, więc wierzę, że ze „światłami” będzie równie wspaniale (a jak nie, to mam jeszcze 6 innych jego książek do wyboru :D).

    1. W Twoim kontekście moja wypowiedź traci sens. Trudno mi się zachwycać zwykłością opisując ją w tekście o książce, tym bardziej jakoś tak w tej książce. A tak ogólnie wiadomo- zwykłość zazwyczaj zachwyca najbardziej! Mnie tym bardziej na fotografiach czy obrazach 🙂

      Muszę wciąż się za te „wzgórze psów”, ale daj mi jeszcze chwilkę 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *