KSIĄŻKA Dziewczyna ze sklepu z kapeluszami

Na kolejny wyjazd wzięłam ze sobą książkę wydawnictwa Znak. Od jakiegoś czasu solidnie próbuje mnie rozpieścić, ale jak widać- dość nieudolnie 😉 Tym razem dostałam kolejną książką Doroty Gąsiorowskiej, a jej debiutancka Obietnica Łucji kilka lat temu była dla mnie naprawdę świetnym doświadczeniem czytelniczym. Minęły cztery tytuły zanim kolejna pozycja tej autorki zawitała w moim domu, a raczej w torbie podróżnej i dzisiaj Wam trochę o niej opowiem 🙂

A na zdjęciu widzicie wszystko co z Krakowa. Książka, okulary, siatka zero waste, torba zero waste na jedzenie, aparat i… najlepsze malinowe lemoniady z North Fish- na kanale na yt będzie o niej więcej, bo z Piotrem zakochaliśmy się bez pamięci, a film już za trzy dni. Przebieram nóżkami z podniecenia! Już chcę Wam go pokazać 😀 Chyba wyszedł fajnie 😉

DZIEWCZYNA ZE SKLEPU Z KAPELUSZAMI

Historia dziewczyny, która mieszka wraz ze swoją babcią i prowadzi tytułowy sklep z kapeluszami, który prężnie im się rozwija, a właścicielkom daje niesamowitą radość tworzenie ich i sprzedawanie stałym klientkom zakochanym w unikatowych nakryciach głowy. Kamelie poznajemy chwilę po tym jak umiera jej ciocia, u której mieszkała z babcią całe życie. I to wtedy zaczynają wychodzić na jak wszystkie tajemnice rodzinne, które były przed nią ukrywane.

Zapowiadało się naprawdę dobrze! Tym bardziej, że wszystko rozgrywało się w Krakowie, a jedna z postaci mieszkała na Bronowicach (tam gdzie my! :D) … zawsze jakoś to tak fajniej czytać o miejscach, które niekoniecznie się zna jak własną kieszeń, ale poznaje na żywo w tym samym czasie co w książce 😉 Nie ma tu jednak Krakowa aż tak wiele, to nie książka o mieście, to tylko czasami zaznaczony krakowski akcent w dialogu dogadującym szczegóły spotkania, czy doinformowanie czytelnika, gdzie właśnie spaceruje bohater. No i co? I tyle…

Co niesamowite w tej cegle pięciusetstronnicowej to to, że jeszcze nigdy nie przelatywały mi numery stron tak szybko. Dopiero co byłam na piętnastej, a tu nagle już setna. Trzeba przyznać, że czyta się ją naprawdę bardzo płynnie. Nie szybko, przez pięćset stron nie da się przejść w godzinę, ale bardzo płynnie.To niewątpliwie duży plus, bo książka nie jest nudna, w żadnym momencie, jest mocno przewidywalna praktycznie w każdym zdarzeniu (o czym zaraz), ale nie ciągnie się jak flaki z olejem. Może to też źle?

Wszystko co zostało tu napisane i co zostało przez autorkę bardzo mocno rozwinięte w wątkach było BARDZO przewidywalne. Po pierwszym dialogu wiedziałam co się wydarzy na samym końcu O.o Wiele „zwrotów akcji” było takich jak w co drugiej książce. Jeśli myślicie o najbardziej szablonowych wydarzeniach, to… z powodzeniem je tu znajdziecie. I z miłą chęcią bym Wam je tu napisała, ale nie chce pisać w prost- może ktoś będzie miał ochotę się nią zainteresować 🙂

Nagromadzone jest tu WSZYSTKO. Naprawdę. I niby wszystko się ze sobą świetnie łączy i wszystko jest jak w prawdziwym życiu- jak już coś spadnie na głowę, to nagle wszystko się mnoży i dodaje, ale… to nie życie, to książka. Nie oszukujmy się, ona jest zaplanowana, można w niej stworzyć nieistniejące rzeczy (tak jak napisane było w gazecie KSIĄŻKA– autor musi wymyślać i kreować, ale trzymać się niesamowitej prawdy- tak jak tu np. dobre opisanie Krakowa).

Ciężko było mi się skupić na braku rozdziałów, książce opowiadanej przez narratora i jeszcze z tak wieloma wątkami! Czasami ta wielowątkowość jest super, jednak tu była źle złapana… no i bardzo zwyczajna. Problemem mu jest m. in. wybór między dwoma mężczyznami, tajemnica i problemy przyjaciółki, przygotowywanie do pokazu, dziwny wątek z sąsiadką rozkładającą karota i wkładającą wróżby nawet w ciastka, nawiedzanie duchów zmarłych przodków, śmierć bliskiej osoby, problemy z odrzuceniem i zostawieniem przez mamę, tajemnice z przeszłości, dziwna postawa babci, z którą główna bohaterka zawsze miała dobry kontakt … i wiele wiele innych. Dużo co? ZA DUŻO.

Trochę mi smutno, że wątek rodziny, matki, odrzucenia przewijał się niby przez całą książkę, ale wplatany był jednie w inne sytuacje, które przeżywała dziewczyna, które również są BARDZO angażujące czytelnika. Weszłam w te wszystkie historie (już pominę tak często przeze mnie powtarzana przewidywalność) i byłam bardzo ciekawa co się stanie, ale ta książka mogłaby być dobra jedynie wtedy, gdy wszystko opierałoby się o tajemnice babci. Mogłoby to pójść podobną drogą, ale robiąc redukcję wszystkiego innego.

Irytowały mnie wszystkie podniecenia bohaterki, która dowiadując się jakiejś małej rzeczy robiła z tego aferę na niebotyczną skalę, a gdy działo się coś naprawdę sensownego była bardzo opanowana i rozsądna. Ej! Źle tu zagrały emocje. I przez te emocje właśnie czuję się rozdarta, bo ta książka mówi o dobrych rzeczach, ale w sposób tak nieudolny, że ciężko mi powiedzieć, że ta książka jest dobra, choć nie jest również zła. Jakaś taka, że eh… dobrze, że te strony jednak tak szybko mijały i wszystko płynnie się czytało, bo nie spędziłam z tą historią długich tygodni.

Już nie pamiętam Obietnicy Łucji tak dokładnie, musiałabym ją przeczytać jeszcze raz i stwierdzić, czy mi się podobała, bo byłam młodsza i mniej doświadczona, czy może najzwyczajniej w świecie teraz też by mi się spodobała. Jednak jedno jest pewne Dziewczyna ze sklepu z kapeluszami mnie wkurzała!

Czas zabrać się za coś nowego z mojego stosu! Niech teraz to będzie coś dobrego, ja naprawdę nie mam czasu na niezachwycające książki 😉

    1. Dokładnie! Ale skąd miałam wiedzieć jak będzie? 😀 Musiałam ją przeczytać tym bardziej, że dawałam jej szansę na poprawę. Tylko kurcze… nawet ten post informujący, że nie zachwyciła jest niebezpieczny, bo przecież kogoś zachwycić może… Mimo wszystko polecam moją kategorie „książki” tak książki według mnie lepsze i zachwycające 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *