Moje kosmetyki zero waste

Hejeczka! 😀 Planowałam ten post już od grudnia, ale bardzo dobrze, że wciąż go przekładałam, gdyż dopiero teraz mam już prawie wszystko w swojej kosmetyczce! ♥ Ostatnie zakupy zrobiłam na Targach EkoCuda, o których niedługo film i post na blogu, ale na razie musicie się uzbroić w cierpliwość. Tymczasem przychodzę z listą moich zamienników kosmetycznych na te zero waste i… te, które w 100% są wykonane z naturalnych składników.

Nie jestem ekspertem, więc nie wiem, czy wszystko zamieniłam dobrze. Czy np. potrzeba używać zarówno serum i kremu czy można wybrać z nich jedno, więc nie traktujcie tego jak podręcznika. Potraktujcie to (jak i wszystkie moje teksty) jako inspirację do wprowadzenia w życie po przeanalizowaniu tego z własną głową i ciałem. No i pierwszy raz nie będę pokazywać firm 😉 Nie dlatego, że nie zapłacili, bo nie ma to dla mnie żadnej różnicy. Mam nadzieję, że już zauważyliście, że używanie nazw firm w moich postach nie zawsze równa się współpraca płatna czy też barterowa… pomyślałam jednak, że to są moje pierwsze zamienniki, jeszcze nie jestem ich pewna. Nie wiem czy węgiel z firmy od której kupiłam mydło jest najlepsze. Mogłabym zrobić Wam takie zestawienie za rok i może takowe zrobię, kto wie 😉 Na razie bazuję na zmianach… a Wam zostawiam poszukiwanie najlepszych dla siebie wykonawców. Okey? 😀

ŻEL DO MYCIA TWARZY ZAMIENIONY NA WĘGIEL W KOSTCE

Kupiłam go w grudniu na targach, zdjęcie robiłam kilka dni temu… no powiem Wam, ze wydajny 😉 Pokroiłam go na części, bo o wiele łatwiej w taki sposób mi się go używa. Mam wyjętą jedną kosteczkę, resztę schowaną- dzięki czemu nie marnuję materiału, nie doprowadzam do niego zbędnej wody i mogę cieszyć się nim dłużej. Na początku myłam nim tylko twarz kilka razy w tygodniu. Teraz natomiast zdarza mi się, że na wyjeździe zmywam nim również tusz do rzęs i używam go już codziennie rano i wieczorem. Regularnie, bo moja skóra chyba bardzo polubiła ten produkt. Nie wiem jak od środka, ale od zewnątrz w dotyku wydaje się być zadowoloną. I tu pojawia się mój dylemat na przyszłość… czy mogę zrezygnować z płynu micelarnego w plastikowej butelce na rzecz zmywania makijażu tym mydełkiem. Jak myślicie? Skoro zmywa to chyba ok, nie? 😀 Koszt takich mydełek to około 20 zł, a jedna kostka starczy Wam pewnie na rok, jeśli nie dłużej. Można również podzielić się z trzema innymi osobami, a wtedy wychodzi banalnie tanio no i co jakiś czas macie możliwość używania świeżego produktu. Takie bajery. Ja jestem BARDZO zadowolona. Węgle są dostępne w każdym sklepie kosmetycznym, który zajmuje się naturalnymi kosmetykami- przynajmniej tak wynika z moich obserwacji 🙂

ŻEL DO MYCIA CIAŁA ZAMIENIONY NA MYDŁO

Najbanalniejsze i mówiłam o tym już na początku. Najłatwiej przyszło mi zrezygnowanie z wacików jednorazowych i żeli… jednak jak się później okazało, ze wszystkiego łatwo było zejść- potrzeba było jednak czasu i chęci oraz wiedzy gdzie co szukać i na co zamienić. Zobaczycie poniżej 😉

Mydła to mydła… chyba jeszcze długo nie powiem Wam jakie jest moje ulubione- jednak zwróćcie uwagę na to czy eko opakowanie nie zawiera w środku folijki. Nie ma sensu przerzucać się na mydła i nadal wyrzucać plastik, prawda? Tak więc bierzcie to pod uwagę no i kupujcie mydła, które mają w sobie mnóstwo olei. Dzięki temu takie mydła nie wysuszają skóry (jak te wszystkie zwykłe za trzy złote), a pięknie ją nawilżają ♥ Koszt to około 20 zł, chyba, że Wasza skóra nie ma problemu z suchością, to polecam bardziej dostępne z Rossmanna, które zapakowane są jedynie w kartonik, a pachną idealnie! Niedługo będę testować swoje oliwkowe. Jakiś czas temu kupiłam również mydło, które dziewczyny na grupie zero waste używają jako szampon, ale nie sprawdził się u mnie za dobrze, więc również pójdzie na ciało. Tak więc najbliższe tygodnie mam zaopatrzone w mydła 😉 A no i te mydełka z Rossmanna to koszt niecałych czterech złotych, więc super! Wypróbujcie, może u Was się sprawdzą ♥ Mydła oczywiście przechowujcie w suchym miejscu, bo inaczej pod wpływem wody zrobi się niezbyt estetyczny i straci swoją stałą konsystencję, wiadomo 😉

SZAMPON DO WŁOSÓW ZAMIENIONY NA SZAMPON W KOSTCE

To niesamowicie jarający mnie temat, serio! Nie mogłam zdecydować się na to wcześniej, ponieważ moje włosy, przez keratynę, były pełne chemii i nie przyjęłyby naturalnych kosmetyków zbyt dobrze. Jednak teraz postanowiłam zaryzykować. Na targach zakupiłam szampon i „płukankę octową”, która niezbędna jest przy niektórych tego typu specyfikach 😉 Wiem, że jest jakaś różnica między szamponem w kostce, a mydłem do włosów. Poczytajcie i wtedy zdecydujcie co wolicie. Płukanka to zwykły ocet jabłkowy z wodą, który mogłabym zrobić sama w domu (i niewątpliwie po wykorzystaniu tej buteleczki tak też zrobię), jednak w kupnym preparacie są również zioła i różne inne bajery koło których nie umiałam przejść obojętnie :p Za cały zestaw zapłaciłam ponad 80 zł. Szampon pokroiłam na części (na zdjęciu jeszcze w całości) i myślę, że starczy mi na długo, a płukanka ta starcza podobno na trzy takie kostki, więc jak to się mówi joooooolo. Mówię Wam te ceny, bo wiem, że przerażają- mnie przerażały, ale później zaczęłam to przeliczać na ilość plastiku i samych produktów (ich cen oraz okresu na jaki starczają) i wychodzi dość podobnie… ale jak inna jakość. Jak lepiej!!! ♥

JEDNORAZOWE MASECZKI DO TWARZY ZAMIENIONE NA CZEKOLADOWĄ MASECZKĘ W SŁOIKU

Miałam tak ogromny dylemat z tym jak zamienić moje ulubione gruszkowo-miodowe maseczki jednorazowe na coś bez plastiku. Pisząc jednorazowe mam tu na myśli kupowane maseczki na raz w plastikowej folijce. Uwielbiam je… no ale cóż. Zmieniony styl życia to i zmienione nawyki. Prawda? 😉 Z pomocą przyszedł mi jeden z odcinków Uli Pedantuli, gdzie przedstawia ona pomysły na czekoladowe kosmetyki własnej roboty. I tak oto powstała moja maseczka, która w starym, wyparzonym (ale jakże pięknym- dzięki Siostra♥) słoiczku swój termin ważności trzymać będzie pół roku. Maseczkę robię mniej więcej raz/ dwa razy w tygodniu, a skóra po niej jest niesamowicie odżywiona! Uwielbiam ją! Choć po nałożeniu wyglądam strasznie. No cóż. Czekoladowa maseczka nigdy nie będzie biała, a jej konsystencja nie przywodzi na myśl nic miłego ahaha. ALE JAK PACHNIE! Ludzie ♥ Podaje sposób przygotowania: do wyparzonego słoiczka wsypujemy: 2 łyżki kakao, 3 łyżki zmielonych płatków owsianych, 1 łyżka kurkumy. Mieszamy, zamykamy, odstawiamy. W momencie kiedy chcemy zrobić sobie maseczkę bierzemy miseczkę, 1 łyżeczkę mieszanki oraz kilka kropli wody. Mieszamy aż powstanie zadowalająca nas konsystencja i nakładamy na twarz. Po piętnastu minutach zmywamy. Gotowe! ♥ Wypróbujcie 🙂 I tak- jeśli nie macie w domu tych składników, to pewnie kupicie je w papierze (chyba, że macie super sklepy na wagę). Ja miałam wszystkie produkty w domu, więc udało mi się… ale nawet gdyby nie- to i tak lepiej kupić wspomniane wyżej smakołyki niż dwa razy w tygodniu wyrzucać do śmietnika zbędny plastik.

PASTA DO ZĘBÓW ZAMIENIONA NA PROSZEK DO ZĘBÓW

To jest dla mnie duży hardcor w życiu, uwierzcie! Codziennie, kilka razy dziennie (kiedy myję zęby) myślę o sobie jako o eko dziewczynie. No już zamienienie pasty na proszek naprawdę zasługuje na nagrodę haahahha 😀 A tak serio- staram się przestać myśleć o plastiku w kategorii: „ale kupię i jednej używam trzy miesiące, ale kupię i dwa lata jest u mnie, ale to ale tamto!”. Zawsze jest jakieś wytłumaczenie. Staram się myśleć bardziej o tym, żeby nie kupować plastiku w ogóle(marzenia ściętej głowy). Więc, choć niewątpliwie tubek od pasty do zębów nie wyrzuca się codziennie, to ja zdecydowałam, że zniweluję to do zera w ogóle. Przepis jest banalnie prosty: dwie miarki glinki białej, jedna miarka sody i na 250g powstałego produktu 10 kropli olejku eterycznego miętowego. Wszystko przesypałam do plastikowego (eh) pojemnika po wcześniejszym kosmetyku i gotowe! Poleciła mi go Kasia z ograniczam się, ufam jej, więc to stosuję, choć czasem się boję 😀 Ale myślę, że wszystko będzie okey. Tylko uprzedzam- to jest OHYDNE! Jednak w ciągu mojego dnia te kilka myć zębów trwa maksymalnie 10 minut. Jestem w stanie to przeżyć. A Wy? 🙂

PLASTIKOWA SZCZOTECZKA ZAMIENIONA NA BAMBUSOWĄ

To była jedna z przyjemniejszych i ŁADNIEJSZYCH rzeczy, które zmieniłam w swojej kosmetyczce. Piękne bambusowe szczoteczki zakupiłam od razu cztery, aby mieć na zapas, bo przy życiu zero waste myślę również o pakowaniu moich produktów (wiadomo). Więc zamówiłam więcej, bo stacjonarnie nie ma ich w ani jednym sklepie w moim mieście (przynajmniej nie znalazłam) i… poprosiłam, aby paczka przyszła do mnie w jak najmniejszej liczbie opakowań (czasem również piszę, że po prosze zamówienie bez plastiku) i przyszła super! Sam kartonik i szczoteczki. Byłam bardzo zadowolona ♥ Jedynym minusem jest to, że szczoteczka nie może się moczyć, więc po każdym użyciu muszę ją wycierać i odkładać w inne miejsce niż standardowy kubeczek na szczoteczki, ale to nie jest problem 😉

PLASTIKOWE PATYCZKI DO USZU ZAMIENIONE NA BAMBUSOWE

To podobno złe i powinno się do uszu używać czegoś innego, ale jakoś nie potrafię się z nimi rozstać. Tak mam. Gdyby nie te, to plastikowe, więc wybór był łatwy. Za zestaw 100 patyczków zapłaciłam 7 zł, a skoro będę używać ich tylko ja, a nie cała rodzina, to myślę, że starczą mi naprawdę na długo. No i na dodatek są takie… po prostu ładne! I w ładnym opakowaniu, a nie jakimś plastikowym pudełeczku (chociaż te pudełeczka zawsze się jakoś używa, przynajmniej u mnie w domu, a u Was?:). Piękne cuda, jak stacjonarnie gdzieś dorwiecie, to bierzcie! 😀

BALSAM DO CIAŁA W PLASTIKU ZAMIENIONY NA MASŁO I PEELING DO CIAŁA W SZKLE

Peelingu jeszcze nie używałam, natomiast z masła nie jestem chyba za bardzo zadowolona. Jest baaaardzo podatny na temperatury i aktualnie to praktycznie sam lejący się olej. Nawilża skórę, ale zostawia na sobie śliską powłokę (myślę, że w wakacje chodzenie z nim na ciele byłoby katorgą), no ale nic tam. Nawilża, a to najważniejsze. Bardzo intensywnie pachnie czekoladą. To też super. Jedno jest pewne- więcej nie kupię nic z tej firmy, ale bardzo się cieszę, że są w szkle, które będę mogła później wykorzystać! ♥ Peeling dzisiaj będę robić pierwszy raz, ale już wiem, że na przyszłość będę chciała robić swój peeling. Najpopularniejszy domowy, to chyba ten kawowy, prawda? Będę musiała się tym zainteresować, ale na razie mam nadzieję, że ten się sprawdzi 🙂 Co jest w tym wszystkim jednak najważniejsze- pamięć o szkle! Serio. Dobre produkty, ładnie pachnące możecie kupić sobie w Rossmannie w o wiele niższej cenie, jeśli już interesuje Was kosmetyk naturalny, to wcale za szkło nie zapłacicie więcej… a mi się tak jakoś wydają bardziej autentyczne te firmy, które nie używają plastiku. Skoro już takie pro naturalne poglądy, to bez plastiku proszę.

KREM DO TWARZY ZAMIENIONY NA SERUM 

I tu pojawia się problem, bo nie wiem czy mogę sobie tak zamieniać… ale- nawilża, więc chyba tak 😀 Naturalne serum wyrównujące koloryt skóry jest ze mną już od grudnia i mówiłam Wam o nim już kilka razy. Wykorzystałam naprawdę kilka centymetrów, więc zostało mi jeszcze bardzo dużo i niestety chyba się już psuje, bo przestaje ładnie pachnieć (a może po prostu się przyzwyczaiłam?) i trochę się boję, że aż tyle się zmarnuje 🙁 Będąc na targach jednak dowiedziałam się, że kremy do ciała można używać również na twarz, więc zastanawiam się, czy będzie mi potrzebny kolejny? Choć po głowie mi już chodzi nowy, bo na targach zarówno w Warszawie jak i w Gdańsku spotkałam znów firmę, która wcześniej zachwyciła mnie swoimi grafikami na produktach i samymi produktami. Tylko w tym zero waste nie chodzi o wieczne kupowanie. Cholera 😀 Trudne to czasami 😀 Tak więc na razie używam tego, może się z kimś podzielę, a później będę myśleć co i jak 😉 Koszt serum to około 60-80 zł. Gdyby nie miał krótkiej daty ważności, to byłby naprawdę boski zarówno w cenie jak i w składzie i skutkach, no ale eh… 😀 Tak to jest trochę drogi, ALE BARDZO DOBRY!

TONIK ZAMIENIONY NA HYDROLAT LAWENDOWY

To pierwszy produkt, który mi się skończył i… którego więcej nie kupię. Nie wydał mi się jakiś niesamowicie genialny. Aktualnie przelałam sobie do buteleczki mój płyn micelarny i wreszcie mogę zabierać go w podróże w tak ładnym opakowaniu, ale tak jak pisałam wyżej- może zostanę jedynie przy węglu, gdy przyjdzie do kupienia nowej plastikowej butelki płynu micelarnego. Kto wie? 😉 Wiele ludzi zachwala te produkty, więc może tylko moja cera jest jakaś wybredna. Polecam mimo wszystko zapoznać się z hydrolatami jeśli będziecie mieli okazję.

Ważne jest również to, żeby nie kupować na zapas! To nie przy kosmetykach naturalnych, one naprawdę mają bardzo krótką datę ważności, a przecież chodzi z zredukowanie śmieci, a nie ich nowe wcielenie „w lepszej wersji”. Tak więc MNIEJ, LEPIEJ I ZDROWIEJ! No i w szkle! Koniecznie 🙂

  1. Peelingi do ciała robione własnoręcznie i bambusowe patyczki do uszu bardzo mnie przekonują. Powinnam sobie też zrobić materiałowe waciki, bo tych kupnych jednorazowych używam najwięcej – to największa ilość śmieci w mojej łazience chyba. Tobie też polecam! 😀 Podkradłam ten pomysł od Ryfki z Szafy Sztywniary, haha.

    1. Oj, materiałowe waciki to pierwsze co zrobiłam 😉 Piszę o tym chyba w tym poście też, ale pewnie nikt nie przeczyta tak dużej ilości tekstu hahaha 😀 Ale no masz rację- to jest super! W ogóle myślę, że najlepszym pomysłem jest sprawdzanie co wypełnia Twój śmietnik najbardziej i wtedy to niwelować. Takie zero wast jest czegoś warte 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *