NA DŁUŻSZĄ METĘ #1 Ania, nie Anna

Wooow! Ale się jaram! Za każdym razem jak postanawiam stworzyć nową serię na blogu, to po pierwsze boję się, że nie przetrwa próby czasu, a po drugie- zupełnie niezbieżne- cieszę się i wyobrażam sobie swoją systematyczność i piękno tych nowych postów. Tak więc mam nadzieję, że tym razem będzie mi się chciało i będzie przepięknie! ZACZYNAM OGLĄDAĆ SERIALE.

SERIAL? PRZECIEŻ W TYM CZASIE MOŻNA OBEJRZEĆ TYLE FILMÓW!

Tak sobie właśnie za każdym razem myślałam, kiedy ktoś mi mówił, że powinna włączyć to lub nadrobić dwanaście sezonów czegoś innego. Chciałam, naprawdę bardzo chciałam, jednak na początku mocno przeszkadzała mi w tym szkoła (jej, ona przeszkadzała mi we wszystkim!) oraz chęć nadrobienia jak największej ilości filmów ze swojej listy. Seriale nie szły z moim planem w parze. No ale tak ciągnęło. Tak ciągnęło! No i udało się. Pierwszy serial za mną! ♥ Dzisiaj trochę właśnie o nim. Gotowi?

ANIA, NIE ANNA

Skradł moje serce już przed premierą. Byłam wtedy po Młodym Papieżu i chciałam wkręcić się w serial, którego nie będę musiała nadrabiać. Nic z tego nie wyszło. Narobiłam sobie zaległości, aż wreszcie przy założeniu konta na Netflix okazało się, że ten film wpada w moje gusta i muszę go obejrzeć. Tym łatwiej było się za niego wziąć, że powstał na razie tylko jeden sezon, który składał się z siedmiu odcinków. I myślę, że większość tych postów będzie opowiadała o takich „świeżych” serialach. Bo któż ma czas na nadrabianie kilkunastu sezonów?! Ochotę mam wielką, ale czas? Eh…

OD POCZĄTKU

Pierwszy odcinek przywołał moje fantastyczne wspomnienia z dzieciństwa, wszystkie wyobrażenia na temat Zielonego Wzgórza, Mateusza, Małgorzaty, Maryli, Gilberta i Diany. Wszystko powróciło ze zdwojoną siłą i uwierzcie, ze gdy Ania otwierała drzwi do swojego pokoju była przejęta, że wreszcie go zobaczę! Na początku zgadzało się wszystko, a właściwie- wszystko było o niebo lepsze! Maryla bardziej ludzka, Wzgórze bardziej realne, a Ania jeszcze bardziej rozgadana! 😀

Zarzucane jest tej produkcji, że nie zgadza się z treścią książki. Pewnie sama byłabym przeciwniczką, gdyby nie fakt, że chciałam dostać coś innego. Chciałam dostać to co dostałam i dlatego bez żadnego wyrzutu sumienia oceniłam go na filmwebie na 10/10 jako arcydzieło! Bo dla mnie wszystko tu się zgadza.

MISTRZOWSKI!

Wszystko tu do siebie pasuje. Zacznijmy jednak od rzeczy najistotniejszych- aktorstwo i casting (nauczyłam się tak mówić o doborze aktorów od Sfilmowanych hahah, zaczęłam ich ostatnio oglądać, po mojej bardzo negatywnej opinii na ich temat i przepadłam. Choć nadal mnie irytują, to jak już nie mam co oglądać na Youtube są ok ;)). Nie potrafiłabym wymienić ani jednej postaci, która jest niepotrzebna lub źle zagrana.

Amybeth McNully grająca Anię to postać perfekcyjna. Idealnie ucharakteryzowana i z genialną pamięcią do tekstu! W każdym odcinku podziwiałam jak człowiek może zapamiętać aż tyle słów i zagrać je tak dobrze. Po nocach będzie mi się śnił ten uśmiech, piegi i chęć wyobrażania sobie wszystkiego. To Ania z Zielonego Wzgórza! Po prostu. Nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek mógł się nią rozczarować. Ta Ania ma charakter wypisany na twarzy! Marchewkowe włosy, mnóstwo piegów i to coś w oku. Inne były blade i nieodpowiednie.

Geraldina James serialona Maryla to ktoś kogo nigdy nie rozumiałam. Zgorzkniała i smutna. Dopiero teraz, kiedy widzę ją i jej emocje umiem ją zrozumieć. W 100%! Nie wyobrażam sobie nikogo innego w roli Maryli z Zielonego Wzgórza. To idealna postać. Idealna twarz. Idealne oddanie emocji ♥

I pomijając już wszystkich innych aktorów, bo pisanie i czytanie tego zajęłoby milion lat, przejdę od razu do kadrów, montażu i tego wszystkiego, co zapiera mi dech w piersi najmocniej! Nie wiem czy ktokolwiek z takich talentem mógłby stworzyć coś złego. Więc z automatu wiedziałam, że to będzie dobry czas z serialem.

Przepiękne sceneria zazwyczaj z przepięknymi jednoosobowymi scenami z idealnym wyczuciem kompozycji, smaku i koloru. Scenografia jest jeszcze lepsza. Zawsze wydawało mi się, że Ania zamieszkała w bardzo biednej chatce na górze góry… okazało się natomiast, że to przepiękny dom z wnętrzami, których nie powstydziłabym się teraz u siebie. Idealny pomysł na szkołę oraz inne pomieszczenia, w których czasami mamy okazję się znaleźć. Nic dodać nic ująć ♥

Historia idzie zwartym tempem, nie ma czasu na nudę (ale kiedy w serialach jest?)… tylko początki każdego odcinka mnie wkurzały. Były bardzo agresywne i jakoś zupełnie nie pasujące do całości. No i ta czołówka… paskudztwo! Dobrze, że można ją przewijać 😉

Moja subiektywna ocena: to idealny początek wejścia w seriale. Ania, nie Anna to serial, na którym się nie zawiodłam, który wzbudził we mnie pożądane emocje, które wyzwolił we mnie wspomnienia z dzieciństwa i przeobraził moje wyobrażenia w coś o wiele lepszego! A postacie wykreowane zostały w taki sposób, że jeśli ktoś mnie kiedyś spyta, czy ta historia działa się naprawdę, to pokażę jej zdjęcie z tego serialu i powiem, że TAK! Bo ja w to weszłam, uwierzyłam i pokochałam! ♥ To naprawdę bardzo dobry serial. Weźcie się za niego najlepiej już dzisiaj. Siedem odcinków spokojnie obejrzycie w dwa wieczory (o ile nie pochłonie Was w jeden). Nie zwlekajcie, bo później przyjdą kolejne sezony i będziecie mocno zniechęceni 😉 Mam nadzieję, że przyjdą kolejne!

I teraz misja dla Was- jeśli oglądacie jakiś super serial. Dajcie mi znać. Ja na razie mam kilku swoich faworytów, ale pewnie lista się niedługo skończy 😉 Teraz czas na klasyk, po który sięga każdy serialowicz- Stranger Things (bo podobno Dark można oglądać dopiero później ;)).

  1. Kocham seriale i wolę je od filmów, chociaż moje faworyty to takie, które mają po max 3 sezony, bo więcej to nie chce mi się zaczynać XD Polecam gorąco Stranger things, Taboo, Breaking Bad (wyjątek od reguły, bo sezonów ma 5), Westworld, Atypical, The crown i The end of the f***ing world. Jestem po skończeniu tego ostatniego nie wiem za co się zabrać, bo szukam czegoś lekkiego, ale moi bracia oglądają same ciężkie, więc nie mam nikogo kto mógłby mi coś polecić (tylko z nimi mam zbieżny gust, haha). Ale znajdę coś na pewno w końcu.

  2. Świetna recenzja, a czytało mi się z jeszcze większym zainteresowaniem gdyż sama również zaczęłam moją przygodę z serialami od Ani… To co we mnie zostało z tego serialu na dłużej to fantastyczna czołówka – zarówno muzyka jak i artyzm i symbolika pokazywanych tam obrazów. Myślę, że warto o tym wspomnieć mówiąc o Ani.

    1. O, a mi się czołówka baaaardzo nie podobała. Za każdym razem ją przełączałam. Przy „Grace i Grace” ta czołówka była praktycznie taka sama i tym bardziej byłam zła 😀

  3. oo matko, Karolina zabiera się za seriale!
    Przyznam szczerze, że nigdy nie czytałam Ani z Zielonego Wzgórza. Dlatego też postanowiłam obejrzeć chociaż ten serial, ale jakoś tak zleciało… Może ponowię swoje próby po tym, jak tak wysoko go oceniłaś 🙂
    Trudno mi jest coś ci polecić, coś co by cię zainteresowało, bo oglądam głównie te mniej ambitne, zabawne… jak Friends, czy Lucyfer. No chyba, że pierwszy sezon Belfra. A moja mama pewnie poleciłaby Watahę i Grę o tron.

    1. Ja też w serialach jestem w 100% nieambitna. Najchętniej to całymi dniami oglądałabym Rodzinkę.pl hahaha. Uwielbiam! 😀

  4. Zostały mi jeszcze dwa odcinki Ani… Fantastycznie pokazane tło społeczne, udało się uniknąć wylukrowanej historii. Dwa ostatnie akurat na dzisiejszy wieczór. Ogromnie podobał mi się serial „Grace i Grace”. Polecam! Nałogowo „Czarne lustro” bo to takie katharsis, które wyłącza z życia i generuje tyle trudnych emocji, że po skończonym odcinku szara codzienność wydaje się pięknie bezpieczna i swojska 🙂 chociaż nie wszystkie odcinki są równe…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *