Spokojne życie w Warszawie, czyli Zero waste udane!

Hej,

wczoraj byłam na tyle wkurzona, że nie mogłam pozwolić sobie na wylanie całej żółci na blogu, bo i po co? Jednak jeśli wiecie jak kręcić filmy Canonem 6d, który wiecznie wyłącza się po kilku sekundach, to powiedźcie mi koniecznie. Wczoraj próbowałam nakręcić vloga na kolejny filmik na youtube, ale nie pozwoliły mi siły wyższe. Już usiadłam przygotowana, z całym sprzętem i potrzebnymi rekwizytami, a tu taka przykrość, no nic to- do piętnastego jeszcze trochę czasu, więc na pewno się wyrobię.

Dzisiaj natomiast przychodzę z kolejnym postem o tematyce Zero waste. Dlaczego tak szybko? A to dlatego, że ostatnio pisałam Wam o moich porażkach w Toruniu, więc chciałam zrobić dzisiaj coś zupełnie innego i napisać o pozytywach. Co dość dziwne- było mi tak błogo i spokojnie w stolicy, czyli w mieście, gdzie powinno się biegać, a nie chodzić… i gdzie nie można spokojnie rozmawiać na ulicy, tak jest głośno! 😀 I nie widać gwiazd! Boże, dzięki, że mieszkam w małym (ale nie za małym) mieście!

No więc trochę Wam powiem i może skorzystacie z czegoś dla siebie, bo… poza bardzo przydatnymi dla środowiska ruchami wszystko łączy się w super ekonomię zarówno taką w portfelu jak i na zegarku.

Jedzenie w pudełka, woda w butelkę!

Miałam plan, że przyjadę do Warszawy z ultra mała torebką, ale niestety kiedy zaczęłam gotować (a musiałam zrobić jedzenia dosyć dużo, bo po ciężkim treningu nóg chciałam jakoś w Warszawie funkcjonować, wstawać i siadać bez bólu,dlatego potrzebowałam dużo białka :p. Więc wzięłam ze sobą dwa pudełka (uwielbiam brać ze sobą pokrojone owoce! Zawsze brałam je luzem, ale to o wiele sprytniejsze i smaczniejsze) i kanapki w woreczek, który robiłam na bakalie (na bakalie za bardzo się nie przydaje, a na kanapki idealnie!). Później doszłam do tego ciepła herbata w butelkowy termos i wodę z owocami. Było ciężko! Ale byłam świadoma, że ciężko będzie jedynie dojść do autobusu (czyli niezbyt daleko). W autobusie cieszyłam się pysznym jedzeniem, ciepłym i zimnym napojem oraz tym, że nie musiałam kupować na stacji wody butelkowanej (lub co gorsza- nie musiałam usychać z pragnienia, bo wody nie miałabym w ogóle) i nie musiałam kupować niezdrowych (i zazwyczaj niedobrych) hot dogów, czy bułek słodkich lub tych niby zdrowych z szynką, serem i sałatą (fu!). Same plusy, zero minusa!

A co jeszcze fajne- na drogę powrotną znów miałam pyszne jedzenie i nie musiałam martwić się tym, że osoba od której dostałam obiad pozbywa się na długi okres swojego pojemnika. Miałam swój! I nową herbatkę! 😀

Zazwyczaj w podróż brałam jakieś tam jedzenie, ale nigdy nie było tak dobre. Jedna ograniczenie odpadów i opakowań powoduje, że chce mi się zrobić coś bardziej i lepiej. Polecam! 🙂

Bilety kupione przez internet

Udało mi prawie miesiąc wcześniej kupić pierwszy bilet, a drugi dwa dni przed wyjazdem. Poza tym, że nie trzeba szukać biletu podczas kontroli, to jeszcze zazwyczaj w Internecie jest pula biletów tańszych. I tak oto kupując bilet miesiąc wcześniej z Elbląga do Gdańska zapłaciłam 16 zł zamiast ponad 30 zł 😀 Kto mi powie, że nie warto?

Po powrocie do domu miałam o kilka odpadkowych karteczek mniej do wyrzucenia. Sukces!

Zapakować? Nie dziękuję!:)

To dla mnie trochę trudne. Zauważyłam to w Warszawie, kiedy byłam w miejscach, w których opakowania były naprawdę ładne. Co prawda dwa wzięłam, ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że chciałam je wziąć, bo wiedziałam, że jedno mi się przyda na później, a drugie wykorzystałam na kilka kolejnych rzeczy.

To było dosyć dziwne, gdy chciałam wziąć rzecz luzem. Ale było to dziwne tylko przez kilka sekund. No wiecie, ktoś kto jest przyzwyczajony, że wszystko pakuje nagle nie ma wykonać jednej czynności… i czuje brak :p Ale spoko! Ludzie w Warszawie są ekstra!!!

Wizytówka? A mogę zrobić zdjęcie? 🙂

To w niektórych momentach było przykre, a w niektórych wręcz dziwne. Bo te wizytówki były takie ładne!!! Choć drugiego dnia zmiękłam, uznałam, że przydadzą mi się niektóre wskazówki na projektowanie innych wizytówek w przyszłości. Czasami kiedy nie mam pomysłu wchodzę w internet, a tam nie jest tak łatwo znaleźć coś tam dobrego…. ale broszur nie brałam! Choć chciałam! Wiedziałam jednak, że nie jest mi to zupełnie potrzebne i po powrocie do domu na pewno wsadzę je do szafki i nigdy w życiu na nie nie spojrzę, a za kilka lat po prostu wyrzucę (nawet gdybym naprawdę mogła z czegoś skorzystać po kilku latach). Brutalne, ale dobre! Broszurki są piękne, ale tylko w dniu ich brania. A teraz jest jeszcze moda na poza wizytówką i vlepą robienia pięknych kart ze zdjęciem… w poprzednim życiu brałabym wszystkie. A teraz? Nie mam w domu ani jednej!!! ♥ Tylko dwie pocztówki od artystów, ale to samo dobro!

Wnioski mam różne. Cieszę się, bo nie chcę mieć nadmiaru, nie chcę marnować czegoś co może ktoś traktuje inaczej 😉 Ja znam siebie i wiem, że wyrzucam no! Najnormalniej w świecie wyrzucam. Więc to jest dobre… a z drugiej strony papier to coś zupełnie innego!!!! I boję się, że ludzie będą mnie uważać za człowieka zepsutego elektroniką, że robię zdjęcia wizytówce, zamiast ją wziąć :p Może mam jakieś spaczenie, bo zawsze chcę być uważana za super mądrą… ale no tak mam. Wybaczcie. Mimo wszystko- polecam taką dyscyplinę nakierowaną na siebie.

Ile zaoszczędziłam?

Przynajmniej trzy butelki wody. Darmowe kawy i herbaty w papierowych kubkach (miałam swoją w termosie!♥). Przynajmniej dwa bilety transportowe. Milion broszur, wizytówek, pocztówek, zdjęć […] Kilka opakowań na produkty, które nie potrzebowały opakowań ;). I pewnie jeszcze więcej!

Co prawda dużo opakowań również zużyłam… ale no… dopiero się uczę 😛 Doceńcie jednak jak dobrze mi idzie! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *