Koncert HEY Fayrant Tour

Byłam! Widziałam! Śpiewałam i nawet trochę tańczyłam (przy miejscach siedzących) i właśnie rozpakowałam weekendową walizkę i przybywam z kilkoma słowami na temat koncertu mojego ukochanego zespołu! Bierzcie gorącą czekoladę i czytajcie.

Było mi smutno, to oczywiste. Przykro mi, że to koniec, chociażby na chwilę… staram się samą siebie przekonać, że przecież muzyka nie ginie, została. Nie codziennie przecież wydawali nowy singiel, a tym bardziej nie miałam z nimi codziennego kontaktu. Potrafiłam czekać na płytę. Dam radę znieść to (mam nadzieję) chwilowe zawieszenie.

Na koncert miałam iść po prostu, nie wiedząc jeszcze, że to koniec. Bilety kupiłam, czekałam i nagle takie wiadomości. Niemiło, choć chyba w takich momentach docenia się bardziej.

Nie wiem czy wiecie, ale to mój zespół życia. Całego życia! Na scenie są dwadzieścia pięć lat. Ja mam lat dwadzieścia. Moja starsza siostra ich słuchała w domu, ja ich słuchałam i słucham nadal. Różnych rzeczy się słuchało przez te kilkanaście lat życia, ale teksty Nosowskiej były zawsze…

To nie będzie recenzja (mam nadzieję, że przywykliście), to nie będzie tekst o genialnym nagłośnieniu, instrumentach i zaangażowaniu widowni. To będzie przesiąknięty moimi emocjami krótki wpis na moim blogu, bo taką ogromną ochotę. Wchodzicie w to?

Na koncertach HEY w swoim życiu byłam wiele razy. Pierwszy słaby, kolejne cudowne. Na pierwszej randce byłam z Piotrem na koncercie HEY w Elblągu, co było dosyć zaskakujące, bo nie sądziłam, że kiedykolwiek tu zawitają.

Podczas koncertu utwierdziłam się w przekonaniu, że to nic dziwnego, że uwielbiam ten zespół. Jest tak inny na przestrzeni lat. Za każdy razem zaskakuje, zmienia, tworzy, nie odgrzewa. Dorastają, lubią inne rzeczy i nie boją się tego pokazywać. Fayrant Tour to szybka przejażdżka po całej historii zespołu. Dla mnie ten zespół nie ma piosenek lepszych i gorszych. Łykam wszystkie! Niespecjalnie nawet czekałam na jakąkolwiek konkretną (co było dość dziwne).

Nie podobały mi się duety. Czekałam na nie i byłam ciekawa… ale nie podobały mi się! Żaden! Ani z Kapi, ani z genialnymi siostrami Przybysz, ani tym bardziej z O.S.T.R. Wszystkich lubię osobno, w swoi repertuarze, ale w Hey potrzebuję jednak głosu Nosowskiej 😉 JEDYNIE!

A poza tym- to był niesamowity czad!!! 12 grudnia macie możliwość kupienia biletów jeszcze na koncert w Krakowie i polecam Wam to z całego serca. Nie wytańczyłam się, nie wybawiłam i nie zmęczyłam… ale przez cały koncert dostałam tyle emocji, że wystarczyło mi siedzenie w prawie ostatnim rzędzie, słuchanie i patrzenie. TO BYŁ JAKIŚ KOSMOS! Serio 😀 Więc jeśli się jeszcze zastanawiacie, to nie warto. Kupujcie i idźcie.  A jeśli nie możecie, to 8 grudnia o 20 jest transmisja na żywo z koncertu w Katowicach na yt.

Na Spotify jest cała nowa płyta, łącznie oczywiście z nową wersją „Kataszy”, koniecznie posłuchajcie. Ja jej jeszcze nie posiadam, ale spokojnie- wszystko w swoi czasie 😀

Dawajcie znać, czy byliście na którymś z koncertów z trasy Fayrant Tour, a ja teraz zmykam ochłonąć i biorę się za powrót do świata żywych. Szykuję dla Was fajne posty! 🙂

bilet na Koncert HEY Fayrant Tour

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *