BEZ OPAKOWAŃ #1 czyli jak próbować żyć ZERO WASTE

Dzień dobry!

Naprawdę nie wiem jak mam być blogerką, kiedy odcinają mi Internet na kilka dni i mam do niego dostęp tylko przez chwilę u Piotra. No szok po prostu! 😀 Ale dzisiaj już mam, więc przychodzę do Was z nowym postem. Pierwszym z wielu o tym jak zmieniam swoje życie żeby było jak najbardziej bez opakowań. Na moim blogu pojawił się już w sumie zalążek tych postów w postaci kilka słów na temat worków zamiast siatek i minimalizmu w szafie.

Dzisiaj przychodzę z listą rzeczy, dzięki którym marnuję mniej, wyrzucam mniej i żyję lepiej… a przede wszystkim ładniej, a przecież o tym jest ten blog 😉 Dlatego zapraszam Was do sprawdzenia co i jak. Jestem na począteczku swojej drogi, więc to dość proste rzeczy, które możliwe, że są już w Waszym życiu. W moim nie były. No to do dzieła!

MYDŁO ZAMIAST ŻELU POD PRYSZNIC

To była pierwsza z rzeczy, które wiedziałam, że chcę zmienić. Oczywiście na początku nie obyło się bez opakowań. Znalazłam idealne pudełko na mydło, tak aby wozić je ze sobą na wyjazdy i przetrzymywać je szczelnie zamknięte pod prysznicem w domu… ale mydło w środku było w folii -.- Niby estetycznie, ale przestaję lubić to słowo 😉 Tak więc jedna folia w śmietnik. Mydło starczy mi pewnie na baaardzo długo, o wiele dłużej niż żel pod prysznic, a już następnym razem wybiorę się po mydło bez żadnego opakowania. Na razie takowe szukam, bo wszędzie wszystkie są opakowane chociażby papierem. Do tego zakupiłam gąbkę, pewnie po pewnym czasie będę musiała ją wyrzucić, ale i tak uważam, że jedna gąbka na jakiś czas w śmietniku, to lepiej niż przynajmniej trzy plastikowe opakowania po żelu miesięcznie 😉 No i powiedźcie- czy to nie wygląda pięknie?! To metalowe pudełeczko jest perfekcyjne! ♥ Ta decyzja nie kosztowała mnie żadnych poświęceń. ŻADNYCH! Zyskałam jedynie mniej opakowań i ładniejsze i unikatowe rzeczy w łazience. Obydwie rzeczy kupiłam w Tk Maxx.

Jak zminimalizować opakowania

WIELORAZOWE PŁATKI KOSMETYCZNE

To jest jakiś czad! Serio! Jak sobie pomyślę ile zaoszczędziłam płatków w koszu to jestem szczęśliwa. Serio. Nie wiem co mi się stało, że cieszą mnie takie rzeczy! 😀 Ale może tak bliżej- mam taki swój kosz z kosmetykami i tam zazwyczaj wrzucałam jednorazówki po demakijażu. Jako syfiara wyrzucałam je raz na jakiś czas wkurzając się na siebie. A teraz? Te same zielone nieidealne kułeczka leżą w moim koszyku i kiedy wszystkie mi się już zużyją wrzucam je do pralki ze wszystkimi innymi rzeczami.

Zdecydowałam się zrobić je sama, ponieważ szukałam w Internecie i drogeriach i nigdzie nie mogłam ich znaleźć. Możliwe (bardzo możliwe), że nie umiałam ich po prostu znaleźć, ale- wystarczyło kupić materiał 100% bawełna i uszyć swoje. Na przyszłość wiem, że lepiej postawić na jakieś sześciokąty żeby nie było aż tak brzydko, ale z drugiej strony- brzydko było tylko jak je szyłam, teraz nie zwracam na nie kompletnie uwagi!

Makijaż zmywa się perfekcyjnie, tak samo jak przy zwykłych płatkach kosmetycznych, a może nawet lepiej? Na początku mocno temu nie ufałam, więc przykładałam większą wagę do demakijażu niż zazwyczaj, więc może stąd to złudzenie. ALE no wiecie- ja zazwyczaj maluję jedynie rzęsy, albo w ogóle nic i tylko tak przemywam twarz z całodziennego syfu miejskiego. Jednak do napisania tej notki zdarzyło mi się i mieć pomalowane usta i (wyjątkowo!) mieć wszystko na swojej twarzy co powinna mieć każda dziewczyna. Moje bawełniane płatki wielorazowe poradziły sobie świetnie 😉 Tak więc polecam. Za materiał zapłaciłam około pięciu złotych, a zostało mi go jeszcze na kolejny zestaw. Na wszystkich stronach przekonują, że to dobra dedukcja wydatków… może w przeliczeniu na jakieś dziesięć lat i owszem, ale przy moim skromnym malowaniu lica najważniejsze było to, że mam je zawsze pod ręką i nigdy się nie kończą oraz że nie robię syfu w swoim koszu i koszu na śmieci. Wystarczyło do zrobienia! Polecam mocno!

WIELORAZOWE PŁATKI KOSMETYCZNE
JEŚLI MUSISZ- KUPUJ WIĘKSZE POJEMNOŚCI

Zawsze wydawało mi się, że zachęca się do zupełnie odwrotnego działania. Ale zapomniałam, że zero waste nie wpisuje się w wszechobecne reguły 😉 Na razie nie jestem w stanie zrezygnować z malowania paznokci (choć zmieniłam lakiery na hybrydy i myślę, że to też w pewien sposób redukuje moje odpadki, a przede wszystkim czas!), do hybryd potrzebuję zmywacza do paznokci na sam koniec jedynie, więc kilka kropel… ale chemia się chyba nie psuje w jeden rok, więc postanowiłam zaszaleć, kupić największą butelkę jaką znalazłam w Rossmanie i używać jej kilka lat! A co! Może za kilka lat wymyślą coś innego, albo zrezygnuje z malowania 😉

Poza tym na siłowni nie lubię używać mydła. Na siłowni potrzebuję mocnego zapachu, więc z bólem serca po skończonym żelu pod prysznic kupiłam kolejny. Niestety na szybko, więc na pewno nie jest największy, ALE na siłownię chodzę trzy razy w tygodniu. Żel przy użyciu dwa razy dziennie starczał mi na dwa tygodnie, to taka jedna butelka starczy mi na ponad dziewięć tygodni (o ile dobrze liczę!^^). Sporo co? Więc tak mogę żyć! 😀 Jakoś przeżyję te 6 butelek w roku… chociaż teraz uzmysłowiłam sobie, że to jednak dość dużo. No nic- będę szukać większej! 😀

No i płyn do demakijażu, bo jest najlepszy i polecony przez moją kosmetyczkę. Jednak butelka starcza mi na około sześć miesięcy. Więc w tym wypadku już na pewno jestem w stanie „przeboleć” ten śmieć 😉

Tak więc polecam sobie przeliczać. Będziecie wiedzieli co i jak! 😀

JEŚLI MUSISZ- KUPUJ WIĘKSZE POJEMNOŚCI
TORBY/ WORKI CZYLI WIELORAZOWO!

Od 27 października nie użyłam ani jednej jednorazówki! Nie kupiłam, nie wzięłam, nie zabrałam do domu. Mało tego! Mój chłopak nie wychodzi z domu bez swojej zielonej torby, kiedy idzie na zakupy. Teraz jesteśmy taką zero wastową parą 😀 No dobra, przynajmniej trochę :p Ja oczywiście idę kilka kroków dalej (ale wiem, że mnie dogoni kiedyś i się do tego wszystkiego przekona ♥) i nie kupuję bułek i chleba w papierowo-plastikowych torebkach. Ostatnio również niektóre bakalie zaczęłam wkładać do woreczków, ale niestety zazwyczaj te w moich marketach są stare i nie zachęcają do zakupu. Nie to co te pakowane 😉 Później pakuję do nich również owoce i warzywa, które kupuje luzem- ale o tym niżej. Zawsze, ale to zawsze mam je w swojej torbie. Pomaga, bo często mam niezapowiedziane zakupy, a właściwie- moje zakupy zawsze są niezapowiedziane. Ostatnio dołożyłam również dwie torby płócienne do zestawu, bo nie zawsze wszystko mi się mieściło do jednej torby. Dzięki tej czynności czuję, że moje początki w stylu zero waste mają sens, bo na prawdę z ręką na sercu muszę przyznać, że zaoszczędziłam mnóstwo jednorazówek!

TORBY/ WORKI CZYLI WIELORAZOWO! Własnoręcznie wykonane
KUPUJE OWOCE LUZEM!

To jest sztos! Na początku czułam się dziwnie, wszystko pakowałam w te moje worki materiałowe- a teraz wkładam gdzie popadnie luzem sztuk wiele i mam w nosie co pomyśli kasjerka, a z własnego doświadczenia już wiem, że nie myśli o tym nic, tylko kasuje i już! Superowe są! ♥ Choć dzisiaj w mniejszym sklepie brałam wszystko potrzebne na włoszczyznę (bo było jedynie w foliówce na styropianowej tacce) i przy kasie spytała mnie czy nie chcę może jednorazówki- odmówiłam. I tyle 😉 Ona chciała pomóc i być miłą, ja podziękowałam- wszystko poszło okey. Nie bójcie się tego. Dostawałam kilka wiadomości, że może ktoś pomyśli, że nieestetyczne, że fu, że co robię, że blablabla. Ej, to Wasze zakupy 😉 Chleba bym tak luzem nie wzięła, ale owoce się myje i zazwyczaj jeszcze obiera ze skóry, więc spoko… a jakie później ładne zakupy! Jakby z ryneczku (moje w sumie są z „ryneczku Lidla” hahah) ♥ No i przez ten miesiąc zaoszczędziłam chyba z tysiąc foliówek! Naprawdę. W samym dzisiejszym dniu (a jest czternasta i w sklepie byłam tylko na chwilkę) nie wzięłam (choć „powinnam”) czterech! To jest dla mnie kosmos. Ekstra. I co najważniejsze- w domu się nie wala, nie trzeba wyrzucać itp. Same plusy! Róbcie tak też. Piotr po kilku wyjściach na zakupy już tak robi, a ostatnio na jakiś większych zakupach w super markecie stanął przy marchewkach i zastanawiał się na głos:” co mam zrobić? Luźne marchewki są stare, a nowe są w opakowaniu :(„. Oczywiście nie jestem nienormalna- wzięliśmy świeże 😉 Sam fakt jednak, że już to zauważa, choć początki były trudne, raduje mi serce!

NOTES DO OGARNIANIA

Tak, tak. Przy wielkich zwycięstwach są również ogromne porażki, ale postanowiłam z tym skończyć. Ostatnio byłam na zakupach i nakupowałam jak głupia wszystkiego w opakowaniach (oczywiście bez warzyw, z tym sprawę mam już ogarniętą). Wkurzyłam się na siebie i powiedziałam DOŚĆ! Wzięłam notes i pozapisywałam swoje błędy z myślą o tym żeby na chwilkę się zatrzymać i zastanowić. No wiecie np. ej, po co kupujesz jajka w opakowaniu, skoro możesz mieć wiejskie do swojego opakowani. Dobre, świeże, zdrowe i bez śmiecenia. Mądre? Tak! Później np. ej, po co Ci ten sok? Kup pomarańcze! Wyciśnięcie zajmie ci chwilę. Twoje odpadki będą organiczne, a sok zdrowy i pyszny… bez dodatku cukru! Tyko, że w tym notesie pojawiają się również takie rzeczy jak śmietana czy mąka. I na nie na razie nie znam odpowiedzi- ale spokojnie! No a co do notesu, to wzięłam go od Dziadka, więc wszystko w duchu zero waste- wykorzystane stare i przynajmniej przez najbliższy rok będzie ze mną 🙂 Fajnie? Fajnie!

BIERZ WODĘ Z DOMU

Trudne! Uwierzcie, że to jest naprawdę bardzo trudne. I o ile na siłownię staram się brać jedną plastikową butelkę od poprzedniego tygodnia o tyle wiem, że jak zacznę sprzątać mój mózg uzna ją za zbędny śmieć i wyrzuci… Przy wpisie o toruńskich porażkach zero waste pisałam Wam, że mój bidon przeciekł i musiałam zaopatrzyć się w butelkowaną wodę. Dlatego przy okazji urodzin Allegro i darmowej wysyłce zrobiłam duże zero wastowe zakupy, choć patrząc po liczbie papieru w koszu domyślam się, że nie tak to powinno wyglądać :p No ale na początku chyba trochę tak musi być. Muszę kupić potrzebne rzeczy żeby zrezygnować np. z butelkowej wody. Zamówiłam super hiper ekstra piękną butelkę ze stali nierdzewnej! Nie kupiłabym jej w poprzednim stylu życia, uznałabym, że jest za droga- ale teraz sobie myślę, że starczy mi na długo długo, więc warto! I nie z racji minimalizmu, a opakowania, w których przychodzą 😉

No i najważniejsze na świecie jest oglądanie kasia_ograniczamsie na Instagramowych relacjach. Inspiruje, robi dobrą robotę i pewnie nie jest jedyna, ale dzięki Ryfce właśnie na nią trafiłam i z miłą chęcią zostałam 🙂 Wykorzystacie coś z mojej listy w swoim życiu codziennym? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *