Dziedzictwo

Hejka! 🙂

Już dawno nie cieszyłam się tak bardzo na post o literaturze, ale teraz jest to zapewne podszyte radością spowodowaną skończeniem wreszcie jakiejkolwiek książki. Ostatni czas nie był trudny- trudny czas się skończył wraz z odbiorem świadectwa ukończenia szkoły, ale… ten czas był specyficzny, był bardzo ubogacający, ale i absorbujący. Potrzebowałam stuprocentowej gotowości do działania przy tworzeniu bloga oraz przy kilku projektach. Uwierzcie, że było warto. Było tak szalenie warto, że chociaż cieszę się, że to już za mną, to nie żałuję, że to się wydarzyło!:) W najbliższym czasie planuje post podsumowujący wszystkie zmiany, bo działo się. Dzieje się! I mam nadzieję, że jeszcze długo będzie się działo. „Dziedzictwo” niewątpliwie do końca życia będzie mi się kojarzyło z czymś przełomowym i pewnie nawet gdyby była kiepska miałabym do niej sentyment. Cieszę się jednak, że stało się inaczej i z miłą chęcią powiem Wam dzisiaj o niej kilka słów.

„Dziedzictwo” w perfekcyjny sposób łączy ze sobą teraźniejszość z przeszłościom. Wszystko co dzieje się na tych ponad trzystu stronach jest wielkim wirem historii dwóch rodzin, która przez jedną decyzję stała się dla siebie w nienaturalny sposób jednością. Połowę książki przeczytałam na głos, bo chciałam wprowadzić w moim związku edukację pt. „książki to nie tylko lektury, ej czytanie serio jest fajne”, ale zrezygnowałam i wciągnęłam się w nią sama. Już od pierwszych stron weszłam w nią jak w masło- po prostu. Pochłonęła mnie. Uwierzcie, że potrzebowałam czegoś dobrego, bo moje czytelnicze serce łaknęło książek! An Patchett wita nas na chrzcie córki Fixa, gdzie jak pięknie głosi tylna okładka: „znajomi z pracy, pocałunki, butelka ginu i Bóg raczy wiedzieć ile pomarańczy. Tyle wystarczy by dwie rodziny trafił szlag”. No i trafił…

Bohaterów mamy sporo, bo ponad jedenastu głównych, ale na szczęście autorka nie zdecydowała się na narracje w pierwszej osobie w jedenastu wersjach! Uwielbiam taką formę, ale tutaj było wystarczająco dużo zawirowań ze zrozumieniem co jak i gdzie. Jest rozwód, jest śmierć, są ludzie, którzy nie mogą pogodzić się ze swoim tragicznym losem, który spotkał ich wszystkich. Każdy z nich ma już osobne życie, na szczęście narrator trzecioosobowy przedstawia historie ich życia z pełną dokładnością. Nie zostawia żadnych niepotrzebnych niedopowiedzeń.

Idealne rozważenie między ogromnymi skokami czasowymi. Byłam zachwycona kiedy Patchett subtelnie przenosiła mnie na jednej kartce z (jak mi się wydawało) teraźniejszości w kolejne pięć lat później, jak się później okazywało, ta moja wymyślowa „teraźniejszość” tak naprawdę wydarzyła się czterdzieści lat temu, a pierwsze zdarzenie, które wprowadza w historię i również wydaje się całkiem świeże okazuje się wydarzeniem sprzed ponad pięćdziesięciu! Trudno ogarnąć to co piszę? Witajcie w moim świecie, a raczej w świecie rodziny Cousins i Keating.

Książka w moim odczuciu idealnie pasuje na lato (nawet jeśli tegoroczne w niczym go nie przypomina), chociaż zahacza o bardzo mocne tematy i wydarzenia, których na pewno nie chcielibyśmy przeżywać, to jednak ma coś w sobie… coś lekkiego. Nie wiem jak, ta zupełnie nieznana mi dotąd, Ann Patchett to wszystko ze sobą połączyła, bo czuję w tej książce tak wiele potencjalnie idealnych wpadek pisarskich, ale wyszło jej fenomenalnie. Już wygooglowałam sobie całą jej twórczość i mam nadzieję, że w przyszłości (w której nadrobię cały swój stos książek wraz z Proustem i Dostojewskim) będę mogła zasiąść do kolejnych jej powieści.

Na sam koniec kilka informacji na temat okładki. Dobra. Po przeczytaniu książki wiem, jak ważne są te pomarańcze, dlatego zwracajcie na nie uwagę już na wstępie i chwała grafikowi za to, że postanowił się pobawić okładką, a nie wstawić zdjęcia pomarańczy! Uf. Może i wygląda dość infantylnie i w bardzo symboliczny sposób przypomina pomarańcze, ale wszystko jest jasne. Naprawdę. Może coś jakoś bym pokombinowała z tymi liśćmi, układem liter… ale- tak miło mi się na nią patrzyło i otwierało, że chyba nie mogę się czepiać szczegółów. Jest przyjemnie. Wszystko tu jest przyjemne. Korzystajcie!

książka Dziedzictwo recenzja - Ciut Więcej

Buziaki! :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *