Zginęła mi sosna

Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad swoim związkiem z książkami. Przeglądam Instagrama, hasztagi z książkami i poznaję tak wiele przepięknych okładek, że zastanawiam się czy dobrze robię, że już na wstępie nie oceniam książki od strony wizualnej.. Przecież lubię przepiękne rzeczy, chcę się nimi otaczać, a tu proszę. Wciąż w moim domu pojawiają się książki brzydkie lub przeciętne.

Przy tej decyzji jednak dalej trzyma mnie fakt, że w środku dzieją się bardzo często rzeczy naprawdę dobre i ciężko byłoby mi z tego zrezygnować… choć mocno biorę to pod uwagę. Nie zmienię tego przecież w jeden dzień, ale może z czasem? Krok po kroku? Chcę żeby moja przyszłościowa biblioteczka była piękna, ale naprawdę przepiękna. Przecież sama po sobie widzę jak wielką różnicę robi na mnie posiadanie przepięknej książki już z zewnątrz. Ah. No i właśnie takie moje życiowe dylematy na dzisiaj. Czemu?

Bo dzisiaj o książce, która aż tak zła wizualnie nie jest, ale żeby się nią zachwycać, to jeszcze długa droga. I w takich momentach jest mi smutno- serio 😀 Przeżywam dylematy, czy mówić o takiej książce tu, czy nie. Jest naprawdę dobra, ale nie jest ładna, a o tym przecież ten blog. Zdecydowałam się mimo wszystko o niej napisać. A co! Dobre książki trzeba chwalić.

Zginęła mi sosna Katarzy Ryrych to wspaniała historia starszej kobiety, która pod pretekstem napisania książki na konkurs postanawia powrócić do swojej młodości i opowiedzieć całe swoje- jakże nieszczęśliwe- życie.

Obawiałam się tej książki. Bałam się, że to będzie kolejna książka, która nie przypadnie mi do gustu, bo ostania dobra zdarzyła się na początku sierpnia. Jednak obawiałam się zupełnie niepotrzebnie, ponieważ w historię Matyldy weszłam po pierwszych kilku zdaniach.

Rewelacyjnie poprowadzona akcja, która przeplata w sobie wątki z przeszłości i teraźniejszości. Książka nie została podzielona na rozdziały, co ułatwiło łagodne przejście z życia starszej kobiety, do przeżyć młodej dziewczyny. W pewien sposób przypominało mi to genialne posunięcia pisarskie Jojo Moyes w jej „We wspólnym rytmie”.

To bardzo smutna książka, jednak po skończeniu byłam szczęśliwa. Choć szczęśliwego zakończenia stricte nie miała. Zmotywowała mnie do przemyśleń, ah! myślałam o niej naprawdę dużo. Mam ostatnio tak mnóstwo myśli o tym, gdzie kończy się bycie dobrym i zaczyna zatracanie siebie. Kiedy można powiedzieć dość i w którym momencie to już nie egoizm a jedynie walka o siebie. Postać Matyldy pokazała mi wiele odpowiedzi na te pytania.

I po takich książkach myślę sobie- będę czytać też te brzydkie, bo w środku mają magię! No i gdzie się w takim momencie podziewa moja determinacja z początku posty ja się pytam? 😀 Możecie mi jakoś pomóc?

PRZEGLĄD PRASY #3 PRZEKRÓJ jesień 2017

Wczoraj premierę miał jesienny numer PRZEKROJU, o którym wspominałam już prawie dwa miesiące temu, przy okazji wydania letniego. Wtedy zastanawiałam się czemu jest na niego taki szał wśród ludzi, którzy tak jak ja nie wiedzą o co chodzi, a mimo to są tak bardzo zainteresowani nowym wydaniem kwartalnika 😀 Jeśli nie widziałeś tego postu, to zapraszam Cię TUTAJ.

Natomiast ja przechodzę dzisiaj od razu do sedna sprawy i z racji tego, ze magazyn Wam już przedstawiłam- dzisiaj chciałam jedynie zwrócić Wam uwagę na to, co w środku możecie znaleźć i na czym ja zawiesiłam swoje oko.

Jednak wcześniej chciałam Wam tylko powiedzieć, że z Piotrem odkryliśmy ostatnio idealną drogę na hulajnogę. Odkrycie to pewnie wielkie nie jest, bo droga jest dość znana… ale dopiero niedawno została pociągnięta aż ta daleko. Kilka dni temu jechaliśmy nią nocą (i zdecydowanie tę porę dnia preferujemy), a dzisiaj skuszeni słońcem wybraliśmy się tam w samo południe. Mowa oczywiście o drodze z Jaru aż do Krasnego Lasu. Także Elbląg- weźcie to pod uwagę 😀 Spędziliśmy tam dzisiaj ponad dwie godziny. Na dojechanie, posiedzenie, zebranie/ dostanie bukietu i powrót. Trochę się obawiałam powrotu do Elbląga z Krynicy i tego, że hulajnogi wylądują na dnie piwnicy… no bo gdzie tutaj jeździć? Ale okazało się, że jest o wiele lepiej niż w pierwotnej wersji. Droga do Krasnego Lasu jest baaaardzo męcząca- ale powrót to same zjazdy z górki! Bajka. Polecam Wam bardzo. To co widzicie na pierwszym zdjęciu to normalna rowerowa droga, nie ulica- więc ultra bezpiecznie 😀

Ci, co obserwują mnie na Instagramie wiedzą, że moje poranne czytanie PRZEKROJU (a zaczęło się po 7.00) nie wyglądało tak świeżo, bo odbywało się w łóżku i wyleżałam tam ponad cztery godziny! Tak żeby przynajmniej mieć ogólny ogląd na gazetę. Kwartalnika przeznaczonego na trzy miesiące nie da się przecież przeczytać w jeden poranek- i bardzo dobrze! Zdjęcia trochę kłamią, bo przecież kto normalny bierze prasę na wypad hulajnogowy… ale byłam tak pochłonięta tym wszystkim, że całą drogę mówiłam mojemu towarzyszowi czego się dowiedziałam i co mnie zachwyciło- a później w chwili odpoczynku nawet czytałam 😀 Więc jednak można 😀 Chciałam sobie nawet przyczepić koszyk do hulajnogi, w końcu mam przecież podpórkę i nie muszę jej kłaść na ziemi… ale na razie podobno to głupi pomysł 🙁 Więc jeżdżę z plecakiem 😀

Przechodząc jednak do sedna naprawdę-tak jak ostatnio Wam wspominałam. Nie zmuszam się do przeczytania wszystkiego od deski do deski. W gazecie przecież nie o to chodzi 😉 Dlatego wczoraj zaznaczyłam sobie wszystko co bardzo interesujące karteczkami samoprzylepnymi i było tego naprawdę sporo! Spokojnie wystarczy mi na kilka jesiennych wieczorów. Motywem przewodnim jest liczba Pi, a co za tym idzie wszystko co matematyczne, kosmos i tłumaczenie religii nauką- czyli wszystko co umysły ścisłe lubią najbardziej.

Te wszystkie wywiady i próba argumentacji, że Boga nie ma była bardzo irytująca, więc choć podjęłam kilka prób przeczytania wywiadu z Tanyą Marie Luhrmann ani razu nie dotrwałam do końca. Jednak reszta artykułów, które zaznaczyłam jako „ciekawe” przypadła mi do gustu! W środku znajdziecie m.in. wywiad z astronautą i twórcą coveru Davida Bowie- Chrisem Hadfield (włączcie koniecznie na YT!), krótka biografia Hilmy af Klint- malarki kompozycji abstrakcyjnych, rewelacyjne opowiadanie Lucie Berlin (!!!!!!), artykuł o tym dlaczego nie powinniśmy jeździć na wycieczki do Korei Północnej, czy rozdział z książki Daniela Tammeta „Zanurzeni w liczbach. Jak matematyka kształtuje nasze życie” o recytowani licz po przecinku. Po za tym- artykuł o tym, czy istnieje życie na innej planecie, genialne dwie strony poświęcone na „złote myśli” Vasiny (stylistki Moniki Brodki)…

Na tym skończyło się moje poranne czytanie. Jak więc widzicie- dużo dobrego! A to jeszcze nie wszystko! A wręcz bardzo mało. Poza jeszcze nieodgadnionymi przeze mnie artykułami standardowo znajdziemy mnóstwo dobrych inspiracji. Duuuużo książek, w które niewątpliwie muszę się zagłębić.

Tak więc choć do miłośników matematyki nie zaliczę się nigdy (nawet z koszulą we wzory matematyczne), to jesienny numer PRZEKROJU warty jest uwagi. Niestety po raz kolejny okładka nie skradła mojego serca, ale wybaczam z powodu środka 😀 Macie swój egzemplarz?