Zrobiłam porządek w szafie po wyzwaniu #TheClosetChallenge…. i wyszła mi prawie szafa kapsułowa!

Wow, strasznie to jest szalone, ale czekałam na dzień porządkowania mojej szafy cały kwiecień. Wiedziałam, że jak wyjmę wszystko z walizek i będę już mądrzejsza o doświadczenie z siedmioma ubraniami na miesiąc to zadzieją się czary! Już w głowie miałam kilka typów do sprzedaży. Wiedziałam, że kilka rzeczy po prostu sprzedam bez żadnych sentymentów… choć wcześniej nie podejrzewałam się o to. Jestem bardzo zadowolona z tego co teraz mam w szafie. BARDZO!

Film poniżej to taki prawie poradnik na żywca. Dzięki temu, że widzicie jak wywalam możecie zobaczyć pewien klucz, którym również możecie się zainspirować. Jednak tak dla pewności wstawię kilka podstawowych punktów również tu (wyciągniętych z filmu, bo do porządków nie podchodziłam z żadnym konkretnym kluczem, powstał w czasie redukowania bardzo naturalnie :))

ULUBIONE RZECZY…. ZAŁOŻONE KILKA RAZY

Jest mnóstwo takich rzeczy w mojej szafie, które uwielbiam, na prawdę. Czuję, że są takimi idealnymi ubraniami, które miałam szczęście znaleźć w sklepach. Ale co z tego?! Kiedy je zakładam nie czuję się w 100% sobą, a tym bardziej nie jest mi aż tak bardzo komfortowo, co powoduje, że zakładam je tylko czasami, a argumentem za jest: „bo przecież tak dawno nie nosiłam, a mam, więc trzeba to czasem ponosić”… yyy… po co się męczyć, po co też być tak uwiązanym i mieć świadomość pewnego uwiązania, że jednak czasami trzeba.

Mam tak z kombinezonem, z bluzką w matmę, bluzką w Wenus, białą spódnicą i wieloma innymi rzeczami. Uwielbiam je, ale praktycznie nigdy ich nie noszę. Nie miałabym psychy oddawać ich komuś, ale wystawienie ich na sprzedaż to otrzymanie za nie pieniędzy, które mogę przekazać (uwaga! nie na nowe ciuchy xd) na coś innego. Na pewno bardzo szybko o nich zapomnę, bo nawet w szafie zdarzało mi się o nich zupełnie nie myśleć.

DWIE SZTUKI

Bardzo się cieszę, że do wyzwania wybrałam zieloną bluzkę. Pokazała mi ona, że posiadając dwie to aż nad to. I tak o to z miłą chęcią rozstałam się z drugą zieloną, ale również zrobiłam porządek w dwóch czarnych bluzkach (po co mi aż dwie? Przecież nie noszę wciąż czarnych koszulek), sukienkach itp. Zrobiło się nieco luźniej, a ja w przyszłości nie będę miała dylematu, którą z tych bardzo podobnych rzeczy założyć. A uwierzcie, że dylemat był zawsze, bo każda miała coś w sobie i trudno mi było wybrać. Teraz będę miała po jednej, więc problem z głowy!

RZECZY Z SENTYMENTEM NIE WYRZUCAM… ALE ODKŁADAM DO PAMIĄTEK I NIE TRZYMAM W SZAFIE

To było dla mnie bardzo uwalniające! Wreszcie mogłam wsadzić w kąt sukienkę, którą uwielbiałam za historię którą z nią przeżyłam, ale równie mocno nienawidziłam za to jak jest niewygodna, a jak bardzo zawsze kusi mnie żeby ją założyć: „no bo jak już mam…”. Nie! Teraz wszystkie rzeczy, które są po Mamie, po Babci i z historią (te których nie noszę) odłożyłam na osobną kupkę i wsadziłam na samą górę szafy. Miło będzie do nich wrócić jak do zdjęć 🙂

INNA WERSJA MNIE

Są rzeczy, które na wieszakach, na dziewczynach i modelkach podobają mi się bardzo! Jedną z takich rzeczy są odkryte plecy w ciuchach. Ah! Uwielbiam to… ale, niestety nie jest to rzecz przeznaczona dla mnie. I mam jeden sweter, który ma ogromne wycięcie (zostawiam go jeszcze na miesiąc i daję mu test) i jedną sukienkę, która jest absolutnie piękna. Jednak kiedy ostatnio ją założyłam czułam się bardzo niekomfortowo i marzyłam tylko o tym żeby ją zdjąć? Po co się męczyć? Lepiej zapomnieć i się cieszyć nieposiadaniem 🙂

MUSZĘ TO MIEĆ, BO TO TRZEBA MIEĆ

Znacie to? Miałam tak kiedyś z czarną marynarką, z bomberką i wieloma innymi rzeczami. Kiedy wreszcie się ich pozbyłam nie miałam żadnego problemu z ich brakiem. Nie odczulam tego ani razu. To po prostu nie mój styl. Czarną marynarkę zamieniłam na piękną różową w idealnym kroju dla mnie i na każde spotkanie idę właśnie w niej. Gdy potrzebuję coś czarnego zakładam narzutę, która z broszką wygląda bardzo elegancko.

Tym razem w szafie napotkałam problem jakim jest „musisz mieć białą koszulę”. Muszę? Zakładałam ją czasami, kiedy właśnie „musiałam”, ale to sama sobie narzuciłam taką formę. Przecież spokojnie mogę założyć czarną koszulę którą lubię lub inną bluzkę, która jest elegancka. Nie jestem już w szkole, gdzie galowo oznacza czarno-biały strój. Z chęcią rozstałam się z białą koszulą po wielu latach niezgody.

(JEDYNIE) GALOWE RZECZY

Tyczy się to najbardziej spódnic. Bardzo galowe= założę dwa razy w życiu. A przecież moje luźniejsze i swobodniejsze sukienki są o wiele lepszym rozwiązaniem! Nie dość, że je wykorzystam, to jeszcze będę czuła się w nich świetnie. Lubię ubrania, które są dobre na co dzień i od święta. Praktycznie każdą rzecz z mojej szafy mogłabym właśnie tak potraktować. Jednak było w mojej szafie również kilka rzeczy, które były jedynie na wielkie okazje, bo na co dzień wyglądałabym w nich jak przebrana. Uwielbiam te rzeczy, ale wcale w nich nie chodzę. Wolałam je oddać niż przy każdej okazji zastanawiać się, czy może jednak ubrać tę spódnicę… a kończyć i tak w ulubionej sukience ;))

PODSUMOWANIE

No i taka sytuacja! Jestem zachwycona prześwitami w mojej szafie! Cieszę się, że tych rzeczy (jak na mnie) jest naprawdę bardzo mało! Na razie przeżywam wspaniały okres ze swoją szafą, bo już zatęskniłam za tymi ubraniami i czuję się codziennie rewelacyjnie, gdy mogę powrócić do rzeczy. To super uczucie! Zapraszam na film, na żywca jest ciekawiej 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *