Trzeci tydzień PO wyzwaniu #TheClosetChallenge

Dzisiaj już mam niewiele do powiedzenia, ale postanowiłam sobie, że jeszcze ten i następny poniedziałek będzie poświęcony temu tematowi (później jeszcze tylko podsumowujący film i kończymy te gadanie o ciuchach). Z racji tego, że do zakomunikowania mam niewiele, to dzisiejszy tekst nie będzie też podzielony na akapity z nagłówkami… no i nie mam żadnych zdjęć. To był luźny tydzień jeśli o to chodzi.

Miałam w tym tygodniu kilka załamań. W internecie algorytmy postanowiły pokazać mi kilka wspaniałych polskich marek, które w swojej kolekcji posiadają rzeczy idealnie dla mnie. Walczyłam, przekonywałam się właściwymi argumentami, że mam, że nie potrzebuję. Na razie nie kupiłam i na całe szczęście zamknęłam wszystkie otworzone karty z tymi idealnymi rzeczami.

Jestem pewna, że gdyby nie to wyzwanie, gdyby nie ogromny porządek w szafie i oczywiście po części rok bez zakupów- już dawno bym przepadła. Do każdej rzeczy można znaleźć argument: „takiej jeszcze nie mam” lub „tego własnie potrzebuję, bo to co już mam nie jest 100 %, a to co bym kupiła teraz jest!”. I pewnie, to dobry argument… i pewnie gdybym miała swój własny, osobisty beżowy płaszcz to raz dwa bym go sprzedała i kupiła nowy… ale noszę płaszcz po Mamie, a takich rzeczy łatwo oddać nie umiem.

Wspaniała jest świadomość, że MAM WSZYSTKO. Niczego nie potrzebuję. Aktualnie mamy okropnie dziwną pogodę. Nie wiem jak Wy, ale ja przebieram się dziennie chyba z 4 razy. Na wszystkie te zmieniające się temperatury MAM odpowiednie ubranie. We wszystkim czuję się świetnie, a co najfajniejsze- od prawie dwóch miesięcy nie czuję, abym popełniła modową wtopę, gdzie wyglądam jak nie ja, gdzie czuję się źle, gdzie szybko chcę się przebrać.

Jest mi absolutnie fantastycznie! Czuję, że odwyk od ubrań był bardzo właściwy. Czułam, to już wcześniej, ale teraz czuję to jeszcze mocniej i praktycznie codziennie utwierdzam się w swoim przekonaniu. To była dobra decyzja, którą polecam każdemu.

To dobra opcja po to, aby dowiedzieć się, że MAM SIĘ W CO UBRAĆ, to również dobra decyzja ku temu, aby wreszcie zacząć dobrze wyglądać i czuć się świetnie we własnych ciuchach. Jest to również niesamowita oszczędność pieniędzy, przez świadomość, że absolutnie niczego mi nie potrzeba. Przecież mogłabym kupić te rzeczy, które mam na oku, wiem, że chodziłabym w nich wciąż, że bardzo by mnie cieszyły… ale równie duża radość mogę wynieść z rzeczy, które już mam. Super to jest! Po raz kolejny- polecam!

  1. No nie wiem, może Cię zaskoczę. To jest szafa PAX dwudrzwiowa 😀 Mam jeszcze komody Alex z szufladkami, ale tak naprawdę one są chyba by zapełnić pokój, bo wszystko by ładnie weszło do szafy. Trzymam w nich duperelki lub papiery do przeglądania 😀

  2. No u mnie jest tak, że mam tylko jedną szafę i w niej mieści się prawie wszystko. I ubrania, i bibeloty i różne plastyczne rzeczy. Jedynie z kurtkami mam problem ale będę je przeglądać, no i buty…ale one mieszkają w przedpokoju;)

    1. Wooow!!! Niesamowite. Ja niby też mam jedną… Ale zajmuje cały pokój, więc chyba Ty masz na myśli inny rozmiar szafy haha 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *