KSIĄŻKA O fotografii Susan Sontag

Wow, trochę mnie to szokuje, że ostatni tekst o książce był ponad miesiąc temu, ale z drugiej strony jestem świadoma tego czasu. To był łatwy, ale bardzo pracowity czas. BARDZO! Wciąż jeszcze czekam na pełne owoce tego i wiem, że już niedługo się pojawią. Nie mniej jednak podczas mojego wyjazdu do Warszawy udało mi się przeczytać książkę, którą poleciła mi jedna z widzek mojego kanału i którą dostałam na urodziny od Siostry. Sytuacja idealna: inspiracja, dialog z Wami, prezent od bliskiej osoby i… satysfakcja w czasie czytania i zaraz po. Ponieważ to bardzo dobra książka! I dzisiaj trochę Wam o niej powiem. Taką mam ochotę.

SUSAN SONTAG

Przez lata nazwisko Sontag kojarzyło mi się jedynie z partnerką mojej ulubionej fotografki Annie Leibovitz. Z racji tego, że nie lubię książek o fotografii nigdy nie interesowałam się pozycją o której dzisiaj powiem i tak oto możecie zobaczyć  w tej krótkiej wypowiedzi aż dwa błędy mojego życia… a może precyzyjniej mówiąc dwa działania, które spowodowały, że moje życie i świadomość fotografii urosła tak późno.  Aktualnie jestem fanką Susan i mam zamiar zaznajomić się z jej twórczością w o wiele większym zakresie niż oferuje mi to tylko ta jedna pozycja.

Możliwe że tak ogromne pochwały powinnam zostawić na sam koniec, aby wzbudzać emocje, ale uwierzcie, że się nie da. Każdemu z kim rozmawiałam w trakcie czytania O FOTOGRAFII starałam się przytoczyć choć kilka cytatów, które złapały mnie za serce.

Susan, zrobiłaś to dobrze! Gdyby nie mój rok bez zakupów już dokańczałabym internetowe zakupy na stronie Karakteru… naprawdę jedynie dokańczałabym, ponieważ wszystkie książki trafiły już do koszyka. Ah, jak dobrze mieć ten rok bez zakupów i trzymać się w ryzach. Czas chyba wybrać się do biblioteki i przestać posiadać wszystkie książki. Choć jak to zrobić? Tym bardziej przy tak wartościowych pozycjach? Nigdy nie wiem, czy po przeczytaniu dobrej (wypożyczonej) książki warto ją kupować. Wtedy to już nie ma sensu, a jednak chce się mieć. I co w takiej sytuacji? Zawsze mnie to zniechęca do bibliotek…

O FOTOGRAFII

Od wydania zbiorów esejów w 1973 roku w fotografii wiele się zmieniło, mimo to ta książka wciąż jest aktualna i jest to chyba jej największa zaleta. Jeśli coś po prawie pięćdziesięciu latach jest nadal ważne to znak, że jest arcydziełem w swojej dziedzinie.

I choć zbiór esejów zawsze kojarzy mi się z trudną przeprawą przez strony to w tym wypadku tak nie było. Książka zdecydowanie nie należy do najprostszych to w jakiś niewytłumaczalny sposób jest lekka. A właściwie tak bardzo Susan zwraca uwagę na rzeczy oczywiste, a przez to niezauważalne, że pochłania się tę książkę w chwilę.

Potrzebowałam spędzić czas przy czytaniu tej książki z ołówkiem. Nie chciałam żeby ważne momenty uciekły mi z głowy nieodwracalnie (tj. do kolejnego przeczytania książki od deski do deski). Uwierzcie, że naprawdę miałam co podkreślać, a ołówka używałam na prawie każdej stronie. Dobre to było nawet dla mojego mózgu. Narzędzie w ręce sprawiło, że skupiałam się o wiele mocniej niż zazwyczaj, chciałam wejść w sam środek tekstu i nie zależało mi zupełnie na tym, aby przeczytać tę książkę jak najszybciej. Już po pierwszym podkreślonym tekście wiedziałam, że warto spędzić z nią czas.

I choć swoich znajomych pozbawiłam w pewien sposób radości z poznawania myśli Sontag osobiście, to Wam tego nie zabiorę. Nic Wam nie powiem, nie przytoczę żadnego cytatu, ALE powiem Wam, że ta książka to fantastyczne spotkanie z człowiekiem, który o fotografii mówi w sposób rzeczowy, ciekawy i bardzo kompetentny i prawdziwy. Wiele z rzeczy, o których wspomniała autorka są zakorzenione w psychologii, socjologi oraz kulturze konkretnego kraju (tu warto zwrócić uwagę na Chiny, którym poświęcony jest ostatni rozdział i jest on znakomity!). To również chwila dla zastanowienia się czy fotografia to na pewno jedna ze sztuk lub bardziej precyzyjnie… czy to jedynie sztuka. Dla osoby, która od lat walczy o ważność fotografii w sztuce wśród znajomych jest to zdecydowanie dobre spotkanie. Bardzo wartościowe i cenne.

To nie jest książka jedynie dla miłośników fotografii. To książka również dla ludzi, którzy pasjonują się ludźmi i tym co wokół. Fotografia jest obecna w naszym życiu na co dzień, warto wiedzieć o niej nieco więcej, tak dla samego siebie.

NOWA SERIA

Poczułam taką potrzebę edukacji siebie. Bez szkoły nie czuję żadnego braku, ale chcę mieć jakiś przymus (?) poszerzania horyzontów, które niekoniecznie są dla mnie bardzo oczywiste i dostępne na co dzień. I tak jak zdecydowałam się na spędzanie miesiąca z jednym reżyserem i jego filmami, tak samo chcę włączyć w tę sytuację jednego fotografa. Chcę wreszcie zacząć korzystać z mojej karty bibliotecznej, wypożyczać albumy fotograficzne, książki poświęcone konkretnym fotografom. I tak jak w MIESIĄCU Z… przedstawiam Wam reżyserów, którzy jakoś blisko są mojemu sercu (Tarantino, Kieślowski) czy po prostu mnie intrygują (Dolan, Wajda) tak i tu chcę spędzić miesiąc z fotografem, którego niby znam, niby umiem rozpoznać jego fotografie, ale… chcę wiedzieć więcej. Chcę mieć świadomość i umieć (po swojemu) interpretować jego dzieła. Myślę, że to będzie super dyscyplina dla mnie i super tekst dla Was, dla poznania lub utrwalenia wiedzy na temat konkretnej osoby. To blog o rzeczach ładnych, sztuce i moich miłościach- fotografia wpisuje się we wszystkie trzy te kategorie. Więc chyba fajnie, co? 🙂 Pierwsza odsłona jakoś za miesiąc i baaardzo postaram się nie wybrać na początek Leibovitz ^^

  1. o Susan Sontag usłyszałam po raz pierwszy w ramach teorii literatury, jej podejście do emocjonalnego obcowania z lekturą, odejście od tradycyjnej interpretacji, stawianie na emocje mnie wtedy zachwyciło, ale jakoś nigdy ni sięgnęłam po więcej. Zachęciłaś mnie

    1. Ty mnie również, do dalszego poszukiwania o niej więcej. To jak ją scharakteryzowałaś brzmi idealnie <3

  2. Po książkę Susan sięgnęłam ponad rok temu kiedy zaczynałam moją przygodę z fotografią, jest bardzo wartościowa jednak miejscami dość ciężko mi się ją czytało (czytałam w oryginale), może właśnie przez to, że to zbiór esejów. Nabrałam teraz ochoty żeby ją sobie odświeżyć, dzięki!
    Fajny pomysł na nową serię, dlaczego nie wybrać Leibovitz na początek, przecież Annie jest najlepsza <3

    1. No właśnie jest najlepsza! 😀 Ale ją już znam prawie od deski do deski. Na początek wzięłabym kogoś kim się zachwycam od lat, ale o kim nie wiem zbyt dużo :))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *