Miesiąc z… XAVIER DOLAN

Bardzo się cieszę na ten tekst! Cieszę się również z tego, że potrzebowałam na to dwóch miesięcy, że nie zrobiłam tego po macoszemu i dałam sobie czas. Dlaczego? Bo Xavier Dolan od lat bardzo mocno zapisał się w moje życie przez mojego kolegę, który uwielbia go do granic możliwości 😀 To taka ja do Tarantino w wersji męskiej pogłębione o 300%. Czujecie to? Nie ma co jednak zanudzać, przechodzimy do konkretów.

PEŁNIA EMOCJI

Uwierzcie, że czuję WSZYSTKO do twórczości tego człowieka. O nim samym nie myślę w ogóle, wydaje mi się mocno tajemniczy, bo nie śledzę jego życia, ale filmy znam doskonale. Spotykałam się z każdym tytułem wiele razy na przestrzeni tych dziesięciu lat. Oklepałam sobie dość mocno stwierdzenie, że to filmy zdecydowanie nie dla mnie, że Xavier byłby idealny w teledyskach, ale jego kreowanie świata filmowego przekracza jednak granice prawdziwości i wchodzi w pewną, nieakceptowalną dla mnie, kreację.

Jego filmy kojarzyły mi się ze spadającymi ubraniami i wodą z nieba, czy krótkimi rewelacyjnymi, ale jednak trochę wyciętymi z fabuły scenami, które idealnie nadawałyby się na teledysk właśnie. Kojarzyłam jeszcze idealne kadry, które na to pierwsze spotkanie były dla mnie mocno awangardowe i niespotykane oraz dosyć męczące swoją innością, taką, którą się zauważa podczas oglądania filmów w bardzo uciążliwy sposób.

Irytowało mnie to wszystko! Pamiętam nawet, że na pierwszej lekcji fotografii w liceum na pytanie jaki reżyser jest moim ulubionym odpowiedziałam: „Tarantino, ale z równie mocną, kontrastową siłą nie lubię Xaviera Dolana”. Na prawdę go nie lubiłam, choć po „Mamie” nabrałam podziwu dla jego reżyserii. To jeden z moich ulubionych filmów!

OBECNE WRAŻENIA

No i nastał moment, w którym wybrałam go na miesięcznego reżysera. Cieszyłam się, bo ostatnio znów zaczął mnie intrygować. Chciałam sprawdzić wszystkie filmy na raz pod względem mojej obecnej wrażliwości, estetyki i setek obejrzanych filmów od tego pierwszego jakim był: „Zabiłem moją matkę”. To był dobry wybór! Jestem teraz o wiele bardziej świadoma swojego zdania na temat tego człowieka, a filmy mówią same za siebie: dwa ukochane, dwa mówiące o sytuacjach w taki sposób, że sam pomysł kupuję w 100%, dwa mówiące o rzeczach ważnych, z których mogłam wynieść wiele, ale wsadzone zostały w formę, której nie za bardzo lubię. Poniżej napiszę o każdym filmie coś więcej.

XAVIER DOLAN

Kim jest dla mnie Xavier Dolan po tych dwóch miesiącach? Reżyserem, który skupia się na bardzo niestereotypowych zachowaniach WRAŻLIWYCH mężczyzn. Tak to teraz czuję. Oczywiście stworzył w każdym filmie również fenomenalne postacie kobiece, ale to w jaki sposób postrzega mężczyzn jest bardzo uwalniające od myślenia o nich jedynie jako ostrych, „męskich”, silnych mężczyzn.

To dla mnie również esteta i symbolista… i od teraz wydaje mi się, że robi to jednak dobrze, bez zbędnej estetyczności, z dobrym wyważeniem.

Czy lubię filmy Xaviera Dolana? Nie jest to mój pewniak (jak Tarantino czy Kieślowski), jednak z każdego filmu jestem w stanie wynieść ogrom mądrości związanej z relacjami między ludźmi. Niekoniecznie zawsze podoba mi się fabuła i forma w jakiej jest to wszystko przedstawione, ale relacja między bohaterami i dialogi to coś co przekonuje mnie bardzo. Nawet w filmie, który lubię najmniej czyli: „To tylko koniec świata”.

Czuję, że te filmu uwrażliwiają mnie na „inność” na ludzi tak po prostu i ich problemy. Każdy problem jest przedstawiony z taką czułością i jakimś takim ukochaniem przez Xaviera Dolana, że zaczyna mi to bardzo odpowiadać.

Oglądając te wszystkie tytuły po raz kolejny przypominałam sobie wiele scen, które naprawdę łapały mnie za serce swoją idealnością. I nie chodzi tu o wzruszenie z powodu fabularnych uniesień, ale z takiej idealności w połączeniu dźwięku, ruchu kamery i swego rodzaju oderwaniu od rzeczywistości. To szalone, bo jeszcze kilka lat temu właśnie z tego powodu przede wszystkim nie lubiłam jego filmów 😀

MAMA

Zaczynam z grubej rury. Nie będę wzbudzać napięcia. Zaczynam od ulubionego i idę w dół. MAMA to film, który widziałam już chyba z osiem razy i za każdym razem odkrywam w nim coraz więcej, a może precyzyjniej mówiąc- coraz to inne rzeczy, które na dany moment przekonują mnie bardzo. Jestem wręcz w 100% pewna, że ten film nie znudzi mi się nigdy i z miłością będę wracać do niego przez całe życie!

Uwielbiam filmy o relacji z mamą, naprawdę! Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham jest tego idealnym przykładem! Mogę mówić o tym filmie bez końca. Tam utożsamiam się z postacią córki wielokrotnie tu natomiast mam możliwość obejrzenia artystycznego, przemyślanego i rewelacyjnie poprowadzonego widowiska dnia codziennego, który niekoniecznie wpisuje się w moją codzienność, ale którą chcę poznawać, odkrywać i uczyć się na błędach i sukcesach bohaterów.

Wszystko okraszone absolutnie rewelacyjną choć wcale nie niezwykłą, a dobrze znaną wszystkim z radia muzyką. Kiedyś przeczytałam, że to właśnie ta ukochana wszystkim muzyka sprawia, że historia jest jeszcze bliższa- bardzo mi się to spodobało i trudno się z tym nie zgodzić. Poniżej przypominam Wam najlepsze sceny z filmu w połączeniu z muzyką. Czemu przypominam? Ponieważ nie polecam oglądać ich przed filmem. Nie psujcie sobie niespodzianek podczas prawie trzygodzinnego seansu. Dobrze, gdy serce zabije mocniej w niespodziewanym momencie.

Co jednak wgniata w kinowy fotel, a później każdorazowo w domową sofę? Świadomość kadru, który w filmach zazwyczaj nie jest ruszany. Przynajmniej ja absolutnie rzadko spotykam się z tym zabiegiem. Tu WOLNOŚĆ nabiera nowego znaczenia artystycznego. Gdy ktoś mówi mi o wolności bardzo często myślę o Stevemie, który jedzie na deskorolce i rękoma rozszerza kadr. To jest dla mnie właśnie WOLNOŚĆ. Coś pięknego.

Ukłony dla Xaviera za ten film!

NA ZAWSZE LAURENCE

Nie wiem czy istnieje ktokolwiek na świecie kto nigdy nie zastanawiałby się jak to by było, gdyby w związku mężczyzny i kobiety nagle mężczyzna chciał stać się kobietą. Ja myślałam o tym tysiące razy! Bardzo ciekawiło mnie co by się stało z ich związkiem, czy miłość wtedy staje niżej niż rozum, który każe się rozstać. Jak funkcjonuje wtedy kobieta.

W NA ZAWSZE LAURENCE nie ma prostych decyzji, a tym bardziej rozwiązań. Nie ma jednej dobrej drogi. Jestem absolutnie zachwycona sposobem poprowadzenia zarówno roli Laurence jak i Fred. Ich osobnymi przeżyciami i trudami jak i ich wspaniałą choć niewątpliwie bardzo trudną, ale jednak w żaden sposób niepatologiczną miłością!

To film, w którym ciężar fabuły wyrównuje się lekkością teledyskowych scen wyrwanych jakby z całego realizmu filmu. Zachwyciłam się tym filmem tysiąc razy bardziej niż wcześniej, choć uwierzcie, że od zawsze był dla mnie bardzo dobry. Z czystym sercem polecam… a na zachętę polecam pierwszy film, który wstawiam poniżej- pierwszy to piosenka, która absolutnie mnie urzeka za każdym razem jak spotykam się z historią Laurence i zostaje ze mną później na wiele miesięcy. Później wstawiam kilka przypominajek- czyli najlepsze muzyczno-teledyskowych scen z filmu, które warto pierwotnie obejrzeć podczas pierwszego seansu.

WYŚNIONE MIŁOŚCI

Uwaga, zaczynamy wchodzić w rejony gdzie jeszcze jest całkiem dobrze, ale jednak już coraz gorzej. Film dzieli się na dwie części: fabularną historię miłości oraz swego rodzaju wywiad z ludźmi na temat ich największych miłości. I o ile pierwsza część opowiadająca losy dwójki przyjaciół zakochanej w jednym chłopaku jest absolutnie ciekawa i po raz kolejny pokazuje scenariusz nad którym niewątpliwie wiele z nas myślało podczas rozmyślań: „co by było gdyby”. To BARDZO dobre poprowadzenie historii. BARDZO! W 100% satysfakcjonujące i zadowalające (o ile to nie to samo ^^). Jednak wywiad przeplatający się z fabułą jest totalnie irytujący. I choć oczywiście pada tam bardzo dużo dobrych słów, to jednak wolałabym obejrzeć cały film poświęcony Fransic, Marie i Nikolasowi.

Jestem jednak w absolutnym szoku, że jest to film, który wyszedł rok po ZABIŁEM MOJĄ MATKĘ. Progres jest druzgocąco ogromny! Poniżej standardowo dwie rewelacyjne przypominajki. Fragment jednej dodawałam nawet na instagrama i wtedy wiele osób pisało mi jak bardzo uwielbia ten film. Super! Koniecznie dajcie znać co myślicie o wywiadach wplatanych w historię. Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania.

ZABIŁEM SWOJĄ MATKĘ

Debiut Xaviera Dolana to bardzo amatorski film, który posiada już w sobie styl reżysera i bardzo ciekawe przedstawienie relacji między matką i synem. Bardzo często irytował mnie ten film, ale równie często zachwycałam się dialogami i wspaniałym zauważaniem małostek, które są tak oczywiste, że prawie zawsze są pomijane. Nie tym razem i nie u Dolana! Po tych dwóch miesiącach jestem prawie pewna, że jest mistrzem w zauważaniu ważnych smaczków życia codziennego.

Jeżeli chcielibyście zacząć od tego filmu przygodę z Xavierem to odradzam. Zacznijcie od pewniaków. Później wróćcie do początków i zachwycajcie się smaczkami. Choć znam takich, którym ten film podoba się bardzo, więc może po prostu nie wpadł aż tak w moje gusta?

Jedno jest pewne- tym razem odkryłam w nim o wiele więcej niż przy każdym poprzednim spotkaniu z tym tytułem.

TOM

Przy delikatności jaką posługuje się Xavier Dolan ciężką mi wejść w grozę, którą próbuję wykreować. Z drugiej strony może groza w jego filmach ma być delikatna? Mi jednak czegoś brakuje. Mimo wszystko jako film psychologiczny jest ciekawy, choć i tu mam wiele „ale”. To po prostu film, do którego z chęcią wracam przez tango, które jest jedną z moich ulubionych scen tak w ogóle w filmach; oraz do wspaniałych barw, które pokazują mi się na ekranie.

Czy mam więcej emocji związanych z tym filmem? Miałam nadzieję, że zrodzą się podczas kwietniowego oglądania, jednak nic takiego się nie stało. Po raz kolejny nudziłam się oglądając ten film, nie weszłam w historię w stu procentach i nie zachwyciłam się nią. To nie jest film dla mnie. Choć do tanga nadal z miłą chęcią będę wracać… jednak nie ma to tak ogromnego wydźwięku jak podczas oglądania całego filmu. Może chodzi w tym jednak o godzinną nudę i nagłe pierdolnięcie? 😀 Kto wie!

TO TYLKO KONIEC ŚWIATA

No i przechodzimy do filmu najgorszego. To dla mnie film pełen absurdu. Z jednej strony uwielbiam go za relacje i dialogi- ma moc jakiej brakuje naprawdę wielu produkcjom, jednak to jeden z tym filmów, w których fabuła nie ma znaczenia i akurat tu dla mnie się to nie sprawdza. Uwielbiam RZEŹ Polańskiego, która dzieje się w jednym pomieszczeniu, więc umiem polubić się z filmami gdzie siłą jest dialog. Jednak to zdecydowanie nie jest ta sytuacja.

Powiedziane zostało wszystko. Bardzo mocno, bardzo dosadnie i bardzo dobrze. Jednak te wszystkie „bardzo” nie wystarczyły, abym pokochała ten film. Nawet wspaniała Marion Cotillard, która nie zawiodła mnie jeszcze ani jedną produkcją i… tą też nie zawodzi, nie spowodowała jednak, że mogłam zakochać się w tym filmie.

No szkoda kurcze no. Dziwnie mi tak uwielbiać dialog i relacje a nie lubić filmu, ale tak już jest 😀

TELEDYSK

Nie można nie wspomnieć jednak o jeszcze dwóch formach, które bardzo lubię w wykonaniu Xaviera Dolana. To TELEDYSKI, o których wspominałam prawie przy każdym filmie, dlatego warto powiedzieć o tych osobnych bytach stworzonych dla prezentacji muzyki. Jeden z nich powstał w bohaterem MAMY, drugi natomiast dla Adele do piosenki HELLO. Mi się zawsze podobały, sprawdźcie, czy Wam również przypadną do gustu.

PODSUMOWANIE

Dobre to były dwa miesiące! Ah, jak cieszę się, że zdecydowałam się na nowe spotkanie z tym reżyserem. Potrzebowałam tego, żeby wyrobić sobie nowe zdanie na temat Xaviera. Lubię to moje nowe zdanie. Lubię te filmy. Warto zwrócić na nie uwagę przy kolejnym wyborze filmu na wieczór. Tak właśnie myślę 🙂 Zdecydujcie się jednak na jeden z pierwszych trzech, które proponuję, tak dla bezpieczeństwa ^^

    1. Chyba wolę ten cykl w formie pisanej. Potrzebuję dużo czasu na zastanowienie się co napiszę i co chcę przekazać 🙂

  1. Nie miałam pojęcia, że teledysk do „Hello” tworzył filmowy reżyser!
    A „jak to by było, gdyby w związku mężczyzny i kobiety nagle mężczyzna chciał stać się kobietą” od razu skojarzyło mi się z „Dziewczyną z portretu” i miałam polecić, ale przypomniałam sobie, że chyba było na Twojej liście 116 filmów ;D

    1. O kurcze, nie pamiętam czy było, ale na pewno było NA ZAWSZE LAURENCE, więc może tak Ci się skojarzyło? DZIEWCZYNA Z PORTRETU dobre, ale czy jakieś super? Chyba tak w sumie 😀

      1. Jak dla mnie w ,,Wyśnionych miłościach” zabrakło treści, emocji. To film który jest piękny od strony wizualnej ale brakuje mi tam właśnie czegoś więcej

        1. Rozumiem to. Mi brakowało tego poprzez dodawanie tych wywiadów dziwnych. Niby było mnóstwo dobrego w nich, a jednak jakoś wybijały z rytmu i przez to opowieść nie była dopowiedziana :<

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *