Film

ZBIÓRKA filmowa #8

No dzień dobry! Jestem totalnie podekscytowana. ZBIÓRKI filmowe to od początku prowadzenia tego bloga (UWAGA: to już OSIEM lat!) jedna z pozycji obowiązkowych. Ileż to ja godzin poświęcałam na pisanie sprawozdania z miesiąca obejrzanych filmów. Jednak ta seria ma coś w sobie, że często po prostu jej nie ma, a później jest płacz, bo trzeba nadrabiać masę tytułów. Dzisiaj natomiast tego nie będzie! Ta ZBIÓRKA będzie skromna, a uwierzcie, że jestem totalnie tym faktem zaskoczona. Przecież ostatnia ZBIÓRKA była w… MAJU!

ZBIÓRKA A INNE TEKSTY O FILMIE 

Dlaczego tak się stało, że tytułów jest mniej? Ponieważ do września w piątkowe dni częściej byłam w kinie niż w domu, więc pojawiały się posty PREMIEROWO, od października na blogu co miesiąc pojawia się MIESIĄC Z… podczas którego oglądam twórczość konkretnego reżysera (w tym miesiącu zaczynam Xaviera Dolana, jestem totalnie podekscytowana!). W między czasie pojawiają się również testy z serii NA DŁUŻSZĄ METĘ, gdzie piszę o konkretnym serialu.

POZA PROPOZYCJAMI TUTAJ…

Więc czy osiem filmów od maja to wstyd? Po podsumowaniu wszystkiego co wyżej- zdecydowanie nie! Jednak osiem propozycji to zdecydowanie za mało, aby się zainspirować, tym bardziej, że w dzisiejszej ZBIÓRCE będą przede wszystkim filmy, których obejrzeć nie warto (choć nie wszystkie!) dlatego zachęcam do zajrzenia w kategorię FILM! Posty premierowe na pewno skrywają już w sobie filmy, które spokojnie będzie można obejrzeć na kanapie w domu…. a no właśnie:

KWESTIA OGLĄDANIA FILMÓW W DOMU

Ostatnio na moim Instagramie powstał dialog z pewną Dziewczyną, która z oburzeniem stwierdziła, że zawiodła się na mnie, bo jak mogę KRAŚĆ filmy z Internetu, gdy tak dużo mówię o sztuce i kulturze. Chciałabym tę kwestię poruszyć również tutaj, bo czemu by nie 😉

Ludzie, na kulturoznawstwie byłam zaledwie kilka miesięcy, ale to wystarczyło, aby z uczęszczania na zajęcia z kulturoznawstwa w cyberprzestrzeni wynieść pewną naukę. Mianowicie- oglądanie filmów na własny użytek jest ZGODNE Z PRAWEM. Czy moralne? Moim zdaniem TAK!

Należę do osób, które gdyby mogły- zamieszkałyby w kinie. Uwielbiam oglądać film na dużym ekranie i zawsze, gdy mogę wybiorę właśnie tę opcję. Nawet nie ze względu na szacunek do twórcy (chociaż oczywiście też!), ale przede wszystkim dlatego, że najzwyczajniej w świecie to KOCHAM.

Jednak nie mam zamiaru udawać świętej. Nie oglądam wszystkiego w kinie, ba, w moim kinie nawet nie ma wszystkiego. W pewien sposób czuję się usprawiedliwiona. Jeśli chcę coś obejrzeć, a nie mogę, czy mam z tego zrezygnować? W swojej głowie już wiele lat temu ustawiłam hierarchię: jeśli coś jest w elbląskim kinie- IDĘ, jeśli tego nie ma- czekam aż będzie w Internecie. Nie wszystko jest na Netflixie, nie wszystko było również na Showmax- mam (i miałam) tam konta, oglądam, gdy znajduję czas… Jednak jest też lista filmów, których tam nie ma.

I po prostu oglądam je w Internecie, jak (prawie) każdy z Was. Nie jest mi z tym źle, nie jest mi przez to smutno. Oglądam, zachwycam się (lub nie). Kocham kino i nie uważam, że oglądanie starych (ale i nowych) filmów w Internecie to kradzież.

Jeśli już mówimy o kinie w kontekście pieniędzy dla twórców powinnyśmy być fair dla wszystkich twórców. Nie pożyczać książek, jedynie je kupować. Ha? To już nie jest aż tak oczywiste prawda? A przecież każda kupiona książka to realna kasa dla autora. Kupuję mnóstwo książek, ale niektóre również pożyczam od znajomych, czy to kradzież? Nie. Czy moralnie dobre? Utrwaliło nam się w świadomości, że jak najbardziej, bo przecież książka powinna żyć i wędrować, a nie leżeć na półce.

Tak więc zróbmy bilans tych 7 filmów, o których będę dzisiaj mówić: dwa obejrzałam w kinie, jeden na spotkaniu z twórcą na Uniwersytecie Gdańskim, jeden na Showmax, dwa w internecie po wielu miesiącach od premiery. Nie nazwałabym tego nieposzanowaniem kultury, sztuki i twórców. A Wy? 😉

KOMEDIA

Ocean’s 8 (2018)- to chyba najlepsza propozycja z tych wszystkich, które Wam dzisiaj podam. Najzwyczajniej w świecie podobał mi się. To nie jest kino najwyższych lotów, ale jest dobrze. Są aktorki, które są dobrymi aktorkami, które grają i bawią się tą konwencją. Dla mnie scenariuszowo ten film był świetny! Jeśli zastanawialiście się, czy warto, to ja mówię WARTO! Kobiecy film, ale nie kobiece kino w najbardziej oczywistym znaczeniu tego słowa. Dla mnie bohaterowie są uniwersalni. Najciekawsza jest intryga i próba rozwiązania problemu. Moja subiektywna ocena: ode mnie słabiutkie 6/10, choć ocena w tym wypadku nie jest wymierna. Bawiłam się dobrze, obejrzałam z zaciekawieniem. To niewątpliwie nie jest coś nad czym można się zachwycać, ale to film, który można obejrzeć ze znajomymi przy popcornie. Więc chyba fajnie, prawda? 😉

Pozycja obowiązkowa (2018)- to jeden z ostatnich filmów, które obejrzałam w kinie przed wakacjami. Jeszcze na moim wspaniałym karnecie kinowym. W pewien sposób ten film miał odczarować stereotyp „starszych pań”, ale czy rzeczywiście to zrobił? Dla mnie w wielu momentach wręcz go pogłębił, co uważam za duży minus tego filmu. To nie było super ciekawe, nie było bardzo wciągające. To taki polsatowski film (jeśli wiecie co mam na myśli). Nic odkrywczego. Wciąż zastanawiam się jak można w dzisiejszych czasach jeszcze robić tak duże kalki czegoś co każdy z nas zna już na pamięć. Niby scenariusz nowy, niby wszystko okey… ale jednak coś wtórnego bije po oczach. Moja subiektywna ocena: na wieczór z Mamą może być dość krępująco, na wieczór z koleżanką zbyt nudno. Wniosek? Kolejna niepotrzebna produkcja. Warto poszukać w czeluściach kinematografii dobrej luźnej, INNEJ, komedii. A może nawet zabrać się za serial GRACE I FRANKIE, który podobno jest znakomity. U mnie czeka w kolejce od lat. Pozycja obowiązkowa ode mnie dostaje słabiutkie 5/10.

SENSACYJNY

Kobiety Mafii 2 (2019)- znacie mnie, może nie uwielbiam, ale na prawdę lubię kino Patryka Vegi. Uznałabym jego filmy za osobny gatunek „filmy Patryka Vegi” i idąc na jego filmy spodziewam się tego co dostaję. Nigdy jednak nie rozumiałam tych wszystkich komentarzy typu: zwiastun serialu, skakanie po scenach, kosmicznie zły język itp. Zawsze wydawało mi się, że jest dobrze…aż do teraz. Kiedy Karolina Zabaryłło ocenia Patryka Vegę 3/10, to wiedz, że coś się dzieje! Bo właśnie w tym filmie odkryłam te wszystkie słowa krytyki! To naprawdę był zwiastun, moim zdaniem czegoś dobrego, ale to dalej zwiastun. Chciałam wejść w emocje Anki, chciałam żeby królowała na ekranie przez całe 2 godziny. Niestety miałam kompletny niedosyt jej postaci, a wszystkie zaczęte przez nią ruchy były ucinane w absurdalnych momentach i nie było do nich powrotów. Ufam, że serial będzie dobry, ponieważ to dobra historia, która w montażu nie udźwignęła ilości minut do ilości materiału. Moja subiektywna ocena: 3/10 nie polecam kinowej wersji, cierpliwie poczekajmy na serial. Na prawdę nie warto…

Plagi Breslau (2018)- po pierwsze: już dawno żaden stylista w filmie nie irytował mnie aż tak bardzo. CO TO ZA FRYZURA KOŻUCHOWSKIEJ?! Przy każdej scenie patrzyłam jedynie na to. Ja rozumiem, że miała być groźna i najzwyczajniej w świecie brzydka, ale bez przesady! Nikt nigdy nie wyglądałby tak jak ona. Tragedia. Jednak poza tym brzydki wygląd głównych postaci uważam, że był bardzo ciekawym doświadczeniem dla samych aktorem. Były totalnie paskudne i zupełnie nie wyglądały jak one. Pod względem filmowym myślę, że to był jeden z lepszych filmów Patryka Vegi jeśli chodzi o zarys fabularny, łączenie wątków, znajdywanie wspólnych mianowników na początku i końcu oraz w środku. Mimo wszystko to nie jest dobry film i dla mnie jest on filmem najgorszym jeśli chodzi o Vege. Polecam tak sobie, żeby zobaczyć. W końcu jest na Showmax… w sumie Showmax już nie ma, ale pewnie gdzieś jest. Jednak nie liczcie na kino wysokich lotów. Szkoda. Moja subiektywna ocena: słabiutkie 4/10

DRAMAT

Nić widmo (2018)- jakoś nie umiem docenić tego filmu. Może dlatego, że zeszłoroczne Oskary były naprawdę fenomenalne. Ten, dla mnie, wypadł przy nich szalenie blado. Nie potrafiłam do końca wejść w emocje i właściwie w pewnym momencie zaczęłam się nudzić. Oczywiście Oskar za kostiumy jest w w stu procentach zasłużony, dlatego dla miłośników mody ten film to swego rodzaju obowiązek. Moja subiektywna ocena: to dobry film. Wiem to…. ale do mnie nie przemówił zupełnie. Dlatego ode mnie mocne 6/10

DOKUMENTALNY

Z  dala od orkiestry (2017)- jestem prawie pewna, że nikt nie miał zamiaru oglądać tego filmu, ale daję go, bo moim zdaniem ten film to idealny przykład… jak nie robić dokumentów. Twórców zdecydowanie za daleko poniosła chęć pokazania fotografii w filmie i zapomnieli chyba, że film to jednak ruchomy obraz, a nie jedynie ruszanie stałym obrazkiem w kadrze. Słabe to było niemiłosiernie! Mam nadzieję, że nigdy nie stworzę tak złego dokumentu na tak ciekawy temat. Zmarnowane półtorej godziny życia. Szkoda. Moja subiektywna ocena: 3/10

16 Comments

  1. Haha, pamiętam to doskonale ze swojego pierwszego semestru. Cyberprzestrzeń i Helenka zachęcająca do pirackich praktyk. Kocham tę kobietę za tego typu poglądy. Zwykle nic nie komentuję w necie, ale tym razem pozwolę sobie zabrać głos. Ja wykształciłam sobie pewną własną teorię, bowiem rzeczywiście nielegalne źródła kultury są dla mnie takim samym problemem moralnym jak fakt, że jestem totalnie uzależniona od spożywania mięsa i prawdopodobnie będę krzywdzić zwierzaki do końca życia. Otóż chodzę do kina kiedy tylko mogę, przede wszystkim na filmy polskie (bo kto jak nie my będzie je oglądał) oraz filmy niszowe, wyświetlane zwykle tylko w kinach studyjnych. Jeśli wiem od krytyków, że jakaś produkcja wysokobudżetowa reprezentuje wysoki poziom artystyczny (jak ostatnio Faworyta), również spieszę do kina. Ale są pewne filmy, za które po prostu nie mogę zapłacić I tak: James Bond, filmy o superbohaterach, ekranizacje amerykańskich bestsellerów, polskie komedie romantyczne – to jest przemysł, a nie sztuka. Mimo, że sama z siebie nie sięgam po takie produkcje, to czasem ze względu na to, że na co dzień zajmuję się kulturą, jestem do tego zmuszona. Dlatego tłumaczę sobie w swoim sumieniu, że jeśli 3-4 razy w roku obejrzę blockbustery na pirackim portalu , to jakoś to zwrócę artystom idąc na koncert, czy do teatru. Jednocześnie w ten sposób nie wspieram finansowo wytworów sztukopodobnych, które przyćmiewają artystów stawiających na pierwszym miejscu dzieło, a nie zyski z niego płynące. Jest jeszcze historia kina – czy mam czekać aż wypadnie jakaś rocznica śmierci/urodzin artysty, aby doczekać się w kinie filmu Felliniego, Bergmana, czy Herzoga? No nie, oglądam je po prostu w domu, a potem jeszcze zmuszam moich przyjaciół do oglądania, bo chcę ocalić genialnych twórców od zapomnienia! Może ta moja teoria jest naciągana. A może nie ;P Pozdrawiam, Karolino!

    1. WOW! W stu procentach kupuję tę teorię! Myślę MEGA PODOBNIE! Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, dzięki za ten komentarz <3

  2. Rozumiem Twoje podejście do filmów w Internecie – i szanuję, bo jak widać faktycznie częściej oglądasz filmy z legalnych źródeł. Co nie zmienia tego, że się nie zgadzam 😉 Nie ściągnęłabym z internetu e-booka i tak samo podchodzę do filmów (i wiem, że to nie do końca nielegalne bo jest różnica między udostępnianiem a korzystaniem). Książkę od znajomych bym pożyczyła – tak samo z filmem na dvd czy hasłem do hbo go:) Jest tyle serwisów streamingowych i VOD, że nie widzę sensu. A serce boli mnie kiedy widzę osoby, które są dorosłe i dobrze zarabiają a filmy oglądają wyłącznie (!) w necie na nielegalnych stronkach… Mam też szczęście, że mieszkam w Łodzi, gdzie w kinie filmówki są za darmo seansy, często całkiem świeżych filmów <3

    1. Wow, serio masz szczęście z tymi darmowymi seansami, chociaż u mnie największy problem to zebranie się, a nie kasa hahha 😀 Oglądanie wyłącznie w Internecie jest dla mnie szokujące, przecież wtedy film jest pozbawiony wielu emocji! Szkoda..

        1. Dokładnie tak <3 Oglądanie w domu to tylko taki malutki zamiennik żeby wiedzieć co się dzieje w filmie, ale nigdy pełnia emocji! 😀

  3. Dla mnie sprawa jest prosta – filmy oglądam z legalnego źródła albo wcale. Wspieram kulturę jak mogę. Nie przeczytalabym książki, którą ktoś wrzucił do internetu bez wiedzy autora, tak samo nie obejrzałabym filmu na stronie, która nie jest oficjalnym dystrybutorem. Na Netflixie czy HBO jest tak ogromny wybór, że zawsze znajdę tam coś dla siebie.

    1. Ja również mam Netflix, chodzę do kina i staram się wspierać sztukę jak mogę. Super, że jesteś w tym taka radykalna! <3 Ja jednak uważam, że to z jaką intensywnością oglądam filmy w domu (czyli raz na jakiś czas) nie jest przewinieniem moralnym, w mojej moralności... może tak to sprecyzuję 🙂 Pozdrawiam :*

  4. Totalnie przemawia do mnie takie podejście do oglądania filmów w necie. Mieszkam poza Polską, w dość małej miejscowości i wybór najczęściej to nie „obejrzeć z kanapy czy w kinie” tylko „obejrzeć z kanapy albo w ogóle” 🙂 za to kiedy mogę to idę do kina, mam też abonament w klubie filmowym gdzie można zobaczyć rzeczy które nie przejdą w „zwykłym” kinie, więc nie mam zupełnie wyrzutów kiedy czasami obejrzę coś w domu 😉 pozdrowienia!

    1. Dokładnie tak! Ważne żeby internet nie okazał się JEDYNYM źródłem pozyskiwania filmów. Jeśli jest to mały wycinek naszej przygody z kinem myślę, że jest okey 🙂 Pozdrawiam serdecznie :**

  5. Nie mam Instagrama, więc nie wiedziałam dyskusji nt. Internetu, o której wspominasz, ale udało mi się ją znaleźć. W sumie zgadzam się z tamtą dziewczyną. W dzisiejszych czasach oglądanie w Internecie czegoś, za co się nie zapłaciło (czyli nie w telewizji, na jakieś platformie albo po wypożyczeniu) jest trochę słabe. Większość filmów naprawdę szybko jest dostępna z legalnych źródeł, na których zarobi twórca, a nie właściciel strony z kradzionymi filmami – nawet, jeśli Ty ich nie ukradłaś, to zrobił to właśnie właściciel tej strony i Ty swoją decyzją poparłaś jego zachowanie). Dla mnie to moralnie wątpliwe.

    Napisałaś, że dwa filmy obejrzałaś w Internecie wiele miesięcy po premierze. To znaczy, że najprawdopodobniej są już dostępne legalnie i mogłaś je tak obejrzeć nie wychodząc z domu. Dlaczego więc zdecydowałaś się oglądać je z kradzionego źródła? Trochę dziwne. Poza tym ten wpis, którego dotyczyła dyskusja odnosił się do filmów oscarowych, tak? Więc chyba musiałaś oglądać je w Internecie dość krótko po premierze, skoro zdążyłaś napisać o nich recenzje jeszcze w lutym.

    I sorki, ale przykład z pożyczaniem książek jest troch nietrafiony 😉 Biblioteki są legalne, niektórzy autorzy wręcz sami wysyłają swoje egzemplarze do bibliotek, żeby spopularyzować swoje książki. Czy gdybyś w swojej miejscowej księgarni nie mogła znaleźć książki, która Cię interesuje, to kupiłabyś ją przez Internet czy przeczytała na jakieś stronie, gdzie ktoś ją udostępnił? Raczej chyba starałabyś się kupić lub wypożyczyć, nie? Więc dlaczego niektóre filmy traktujesz inaczej?

    Trochę się rozpisałam, ale tak się składa, że mam w bliskiej rodzinie osobę pracującą w branży filmowej i wiem, że oglądanie filmów w Internecie tuż po premierze to plaga, z którą ciężko twórcom walczyć, a oni realnie tracą na tym pieniądze. To przykre 🙁

    O jacie, ale się rozpisałam 😀 Jeśli będzie tu jakaś dyskusja to na bank będę w mniejszości, więc z góry proszę, nie zjedzcie mnie 😀

    PS Dziewczyno z tej dyskusji, jeśli to czytasz to wiedz, że Cię popieram 🙂 I w sumie fajnie, Karolina, że masz tak zaangażowanych odbiorców. Nawet, jeśli mają inne zdanie 😉 Dyskusja bez hejtu zawsze spoko. Pozdrawiam!

    1. Tak! Mam to szczęście, że hejtu nie ma u mnie w ogóle. Jedynie różnica zdań, a to przecież znakomicie! 😀 Ja na grupie recenzentów książkowym spotkałam się właśnie wiele razy z opiniami autorów książek, że wymiana książek wśród znajomych to też realny problem. Pewnie, że tak się robi… no ale artysta nie dostaje wtedy pieniędzy. Twój przykład z Biblioteką i z brakiem czegoś bardzo trafiony- dziękuję 🙂
      A co do Oskarowych filmów- najzwyczajniej w świecie nie było tych pozycji w moim miejscowym kinie 🙂 Gdyby były- poszłabym na pewno 🙂 Pozdrawiam serdecznie :*

    1. Bardzo fajnie zostało napisane: „Zanim się zajmiesz interpretacją przepisów, zastanów się, czy oceniany stan faktyczny należy ocenić jako świństwo. A potem się bierz do wykładni”. Ta zasada ma odpowiednie zastosowanie nie tylko przy stosowaniu prawa. Bądźmy po prostu przyzwoici. To już będzie bardzo dobrze.” No i tu się pojawia moja interpretacja- ja nie uważam tego za świństwo, bo ja naprawdę często chodzę do kina i wspieram kino całym sercem i portfelem kiedy tylko mogę 😀

  6. Gdzieś czytałam, że to nie do końca jest tak, że oglądanie filmów w sieci jest legalne, tylko to jest wykorzystanie luki w prawie. Nie oglądam filmów z nielegalnych źródeł od jakiegoś czasu. Nie porównywałabym tego do pożyczenia książki od znajomego, który ją kupił. To jest raczej korzystanie z tego, że ktoś inny ukradł daną treść (Gdyby ktoś mi powiedział, że ukradł książkę z księgarni, też bym jej raczej nie pożyczyła). Więc prawnie może ok, ale moralnie zdecydowanie nie. Tak samo nie czytam książek/czasopism w sieciówkowych księgarniach zanim ich nie kupię. A co do chęci zobaczenia czegoś, co jest dostępne tylko w szarej strefie – moim zdaniem chęć zobaczenia tego nie jest wymówką. Jest wiele filmów dostępnych legalnie – zawsze coś wybiorę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.