KSIĄŻKA Królowa oszczędzania. Mój rok bez zakupów

Od mojego filmu ROK BEZ ZAKUPÓW dostawałam kilka informacji czy zamierzam przeczytać książkę KRÓLOWA OSZCZĘDZANIA, no bo któż jak nie ja, prawda? 😉 Ja jednak trochę bałam się zaglądać do amerykańskiej książki z eksperymentem po złym doświadczeniu z polską książką MNIEJ. Do odważnych jednak świat należy. Zapraszam na tekst z moją refleksję na temat tej pozycji.

KRÓLOWA OSZCZĘDZANIA to książka, która jest dość dziwna i znów nie spełniła moich oczekiwań. Wyżej wymieniony polski tytuł trafił w moje ręce jeszcze w momencie, gdy zastanawiałam się, czy podjąć się roku bez zakupów i zupełnie nic mi tam nie odpowiadało, prawie nic mnie nie przekonało. Byłam bardziej zażenowana niż zainspirowana. Tu natomiast byłam… żadna.

Cait Flanders opisuje swoją przygodę z rokiem niekupowania, który podjęła ze względu na swoje problemy finansowe. I choć już na wstępie pojawia się pierwsza niezgoda z naszymi powodami podjęcia wyzwania, to jednak nie razi to aż tak w oczy. Ja zrezygnowałam z zakupów ze względu na pełną niezgodę na bezmyślny konsumpcjonizm w moim życiu, Cait natomiast na brak środków na swoim koncie.

Nadal szukam książki, która skupi się na mądrym niewydawaniu pieniędzy, mądrej rezygnacji z zakupów i… tylko na tym. W MNIEJ wszystko było głupie i pozbawione sensu, w KRÓLOWEJ OSZCZĘDZANIA mądrość i rozsądek już były, tylko czytając książkę wydawało mi się, że temat został zepchnięty na drugi plan. Celem autorki było opowiedzenie historii swojego życia zarówno w sferze związkowej, rodzinnej, przyjacielskiej jak i tej zawodowej. Każdy rozdział kończył się kilkoma zdaniami na temat tego jak w danym miesiącu poradziła sobie z niekupowaniem i nawet te historie z życia były w pewien sposób powiązane z podsumowaniem, jednak to własnie niekupowanie powinno grać tu główne skrzypce.

Kobieta w jeden wór wsadza wszystkie swoje problemy, a było ich naprawdę sporo. Po ponad dwustu stronach dowiedzieć się możemy o bohaterce tyle, że potrafi wpaść w nałóg do wszystkiego. Zarówno do alkoholu, jedzenia, czy telewizji. Przez to jednak, że wydaje się tak bardzo wpływowa okazuje się dla mnie również bardzo nierealistyczna. Tzn. wierzę, że tak było, ale wiem też, że świadomość konsumpcjonizmu nie musi oznaczać świadomości bycia w  nałogu, a jedynie zauważeniem, że można żyć bez tego. W książce ten konsumpcjonizm nie był nawet tak mocno zaakcentowany. To była biografia, z naciskiem na opowieść o alkoholizmie i wychodzeniu z wielu barier, które nie pozwalały na wejście w głąb siebie, wyciszenie i zrozumienie swoich emocji.

Wiadomo, że nikt (lub prawie nikt) nie kupiłby książki, która zatytułowana byłaby CAIT FLANDERS MOJE ŻYCIE, natomiast historia o roku bez zakupów mocno zachęca. Autorka jednak za bardzo chciała chyba podawać psychologiczne źródła swojego każdego ruchu, które na pewno miały wpływ na jej zachowanie, jednak przez to zaburzyła proporcje ważności tematów.

Mimo wszystko oceniam ją po ponad dwóch miesiącach bez zakupów, co oznacza, że przeszłam już pewien rodzaj ogarnięcia się z konsumpcjonizmem, ale również doszłam do pierwszych bardzo ważnych przemyśleń, które w tej książce również się znajdują. Z całego serca polecałabym tę książkę, gdyby były w niej zawarte jedynie te wartościowe przemyślenia. Są naprawdę bardzo dobre!

Do mnie niesamowicie mocno przemawia zjawisko, które bardzo wyraźnie przedstawiła Cait w jednym z rozdziałów, czyli tworzenie lepszej wersji siebie poprzez zakupy. Nie wiem czy każdy z nas, ale ja wielokrotnie spotkałam się w swoim życiu z.. kupowaniem czegoś dla „lepszej wersji siebie”, bo „lepsza ja” na pewno by to nosiła, na pewno by to czytała, na pewno by się tym zachwycała itd. Bardzo ciekawym doświadczeniem było przeczytać o tym tak dosadnie na kilku stronach różowej książki. Po co kreować nam lepszą siebie zakupami, skoro same dla siebie i dla innych jesteśmy wystarczające takie jakie jesteśmy? Rewelacja!

W książce jest również dobre zwrócenie uwagi na to, że blogerka przez rok kupowała jedynie przemyślane rzeczy po głębszej analizie i w pewnym momencie doszła do wniosku, że nigdy wcześniej tak nie robiła, bo zawsze kupowała na zapas, bo przecież kiedyś się przyda. Zawsze przecież lepiej wziąć dwa żele pod prysznic, bo ten pierwszy kiedyś się skończy… później jednak okazuje się, że w łazience mamy dziesięć niedokończonych żeli, bo już tak bardzo chcieliśmy zacząć ten nowy. Dla mnie rewelacja! Nie kupowanie na zapas, a dopiero, gdy pojawia się potrzeba. Nie wyprzedzanie potrzeby. WOW! Takie proste, tak dobre, a tak zapomniane. Kiedy wszystko mamy pod nosem i tak robimy zapasy, bo przecież promocja, przecież będziemy tego potrzebowali. Autorka wyraźnie mówi- NIE! Gdy zaczniesz tego potrzebować po prostu to kupisz. Po co robić to na zapas?

Piękne podsumowanie w epilogu jest bardzo wartościowe i mądre i myślę, że powinno motywować każdego do podjęcia wyzwania. Do tych samych wniosków doszłam ja po pierwszych trzydziestu dniach bez zakupów. Nie chodzi w tym wszystkim o pieniądze. Chodzi o odkrycie balansu między zarabianiem, posiadaniem, a głupim wydawaniem. Gdy dojdziemy do odpowiednich proporcji zdajemy sobie sprawę, że nie musimy zarabiać nie wiadomo ile, aby być szczęśliwym. Przejmujemy kontrolę nad swoim życiem. Autorkę to zachwyciło. Mnie z taką samą mocą zachwyca to od stycznia do teraz <3

Podsumowując- ta książka nie jest dla osób, które żyją minimalistycznie, które nie wydają dużo pieniędzy, które swój ukryty konsumpcjonizm mają pod kontrolą. Ta książka jest skierowana do osób, które uwielbiają wyprzedaże i nie wyobrażają sobie tygodnia bez wejścia do sieciówek. Ta książka jest skierowana do mnie sprzed dwóch lat. Choć irytowałaby mnie dysproporcja między prywatnymi zwierzeniami się autorki, a rzetelnymi przemyśleniami na temat roku bez zakupów, to jednak te kilka mocnych stwierdzeń przekonałoby mnie do zmiany.

Dlatego jeśli znacie kogoś kto nie wyobraża sobie życia bez zakupów (bo znając Was wiem, że zaczynacie sobie z konsumpcjonizmem świetnie radzić <3) to ta pozycja jest dla niego idealnym prezentem od Was. Pomyślcie o takiej osobie i zastanówcie się kiedy ma urodziny ;))

Takie w ogóle mam przemyślenia- nigdzie nie mogę znaleźć książki o roku bez zakupów, która by mnie zadowoliła… może sama taką zacznę pisać od stycznia, co? 😀 Czytalibyście? ^^

  1. A ja pomyślałam, że Dla mnie taka książka mogła by się stać zachęcaczem do zmniejszenia ilości zakupów, do planowania zakupów i do obserwacji siebie samej , na ile to czy tamto jest potrzebne.
    Raczej nie mam problemu z przesadą w zakupach ale taka głębsza refleksja nad swoimi potrzebami w tej kwestii byłaby ciekawa. Tylko teraz nie wiem, czy nie podniosłam poprzeczki oczekiwań co do potencjalnej książki…..;) Pozdrawiam

  2. Sądzę, że książka twojego autorstawa byłaby bardzo wiarygodna i ciekawa. Pomijając sposób twojego pisanie (czuje się ze piszesz rzetelnie to co uważasz) to twoje filmy na yt dodają Ci wiarygodności. powodzenia

      1. Czekam na Twoja książkę bo prawda jest taka ze naprawdę ciężko znaleźć książkę o takiej tematyce ja przynajmniej nie znalazłam jeszcze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *