KSIĄŻKA Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków

Zdjęcie zostało wykonane w miejscu ostatniej męki doczytywania tej książki. Za chwilkę powiem Wam o niej więcej, ale na wstępie zapraszam Was do PREZENTOWNIKA 2018 oraz 2017– tam mnóstwo fajnych propozycji na to, co można umieścić pod choinką dla swoich bliskich. I tak, jestem z nich na tyle dumna, że będę Wam je przypominać aż do 20 grudnia. Mam nadzieję, że skorzystacie 🙂

MNIEJ. INTYMNY PORTRET ZAKUPOWY POLAKÓW

Książka, która miałam nadzieję, wskaże mi trochę kierunek, w którym mogę podążać. Miałam nadzieję, że będzie to swego rodzaju portret reporterski. Ukazujący polskie rodziny, które wyrzekły się konsumpcjonizmu kilka lat temu, poukładały sobie życie tak, aby móc je teraz pokazać światu. Okazało się jednak, że jest to spisany eksperyment, w którym poza rodzinami uczestniczyła również Marta Sapała- autorka książki. Wszystko niby byłoby pięknie, bo czemu nie spędzić początkowej drogi bohaterów z odstawianiem ulubionych rzeczy, zajęć i swego rodzaju uzależnień?

DLACZEGO NIE?

Problem pojawia się jednak w momencie absurdu tego całego zajścia. Może dla ludzi, którzy totalnie nie interesują się świadomymi zakupami, czy choć troszkę nie myślą o środowisku, plastiku itp. ta książka będzie ciekawa, wszystko co inne- jest dziwne, ale również bardzo interesujące. Możliwe, nie oceniam. Oceniać będę jedynie za siebie. Osobę, która stara się ograniczać, ale nadal szuka wzorców, które pokażą jej jak to robić lepiej.

ROK BEZ KUPOWANIA

Źle zinterpretowałam tę książkę. Już na poziomie rodzaju, myśląc, że będzie to reportaż, o czym wspominałam wyżej. Natomiast drugim (moim) błędem było uznanie, że skoro konkretne rodziny nie kupują, to mają na to idealny, MĄDRY sposób oraz mimo wszystko kupują- tyle ile potrzeba im do godnego, zwykłego życia w XXI wieku. Sama chcę ŚWIADOMIE zrezygnować z zakupów na 2019 rok. Już powoli wprowadzałam to nieświadomie w życie w tym roku, już powoli teraz nie chcę kupować. Tyczy się to u mnie jednak przyjemności, a nie stanowczemu głodzeniu się, czy dojeżdżaniu do Gdańska rowerem 😉 Z umiarem, wszystko z umiarem!

ABSURDY. ABSURDY. ABSURDY

Natomiast w środku spotykamy ludzi, którzy trochę z ciekawości, trochę z chęci zmiany życia decydują się na udział w eksperymencie polegającym na rocznym niekupowaniu… niczego, najlepiej. Szał i absurd zaczyna się już dzień przed początkiem, bo rodziny zaczynają kupować na zapas. Mhy… czy rzeczywiście o to chodzi? To jednak można jeszcze znieść, sama autorka śmieje się z absurdu, w który sama wpadła.

Niestety później jest jeszcze gorzej. Czytając chociażby o minimalizmie wiem, że oszczędzać to w wielu wypadkach znaczy kupić droższe, ale na lata. Bohaterowie natomiast chcą kupić jak najtańsze na jak najdłużej. Wliczając w to również buty czy bieliznę- dla mnie obszary totalnie niedopuszczalne do taryf ulgowych. Ale okey, są różni ludzie, różnie postrzegają poszczególne elementy życia.

Jednak gdy dochodzi do sytuacji, w której dziewczyna nie chce kupić biurka, więc różnymi „ciekawymi” sposobami doprowadza do tego, że biurko zostaje kupione jej przez kogoś innego… czuję w tym pewien komizm i tragizm zarazem. Czy ta książka nie powinna nazywać się raczej: Cały rok żyję za kasę innych? Posunięcia bohaterów w wielu wypadkach były mocno nieeleganckie i totalnie do mnie nie przemawiające.

Sam fakt urodzin znajomych czy ich dzieci wydawał mi się kolejnym absurdem. Pójście z pustymi rękoma? Czy wyparcie się konsumpcyjnego stylu życia oznacza również pozbawienie się dobrego wychowania? OKROPNE!

UWIĄZANI W KONSUMPCYJNYM SCHEMACIE?

Ta książka bardziej pokazała mi, że nie da się uciec ze świata, w którym żyjemy. Z zakupów i komfortu, do którego przywykliśmy tak w 100%. Czy to źle? Myślę, że źle podeszli do tego bohaterowie. Przecież ja na co dzień stykam się z ludźmi, którzy chcą żyć świadomie i wychodzi im to wspaniale! Tu czułam jedynie odliczanie dni do końca eksperymentu.

Najdziwniejsze jednak jest podsumowanie, które totalnie odbiega od całej książki! A przecież już w szkole uczono, że podsumowanie to zbiór wszystkich akapitów chociażby w rozprawce, prawda? Tu całe 12 miesięcy to jedna wielka męczarnia połączona z małymi sukcesami i dobrymi pomysłami oraz odliczanie 356 dni do końca. Natomiast podsumowanie to wspaniała sielanka mówiąca o tym jak dobrze przyzwyczaić się do niekupowania. Yyyy… coś mi tu zgrzyta.

ŚWIATEŁKO W TUNELU

Mimo wszystko znalazłam tu kilka ciekawych pomysłów. Pierwszy z nich to oczywiście fakt, że wszystko dzieje się w Polsce. Nie jest to kolejny, amerykański, totalnie odległy dla nas, poradnik jak żyć szczęśliwie 😉

Niejaki Przemek na prezenty dla swoim znajomych zaczął robić kolaże z gazet i wstawiać je w ramki znalezione na śmietniku- moim zdaniem wspaniały pomysł! Tym bardziej, że przecież sama jaram się w opór swoimi Maryjkami od Alicji Białej.

Drugim super rozwiązaniem było wypożyczanie odkurzacza. Gdyby tak żyć w idealnym świecie spokojnie można by było spiknąć cały pion w bloku (o ile mieszka się w 6 mieszkaniowym pionie jak ja) i posiadać jeden odkurzacz. Po co przepłacać? Po co każdy ma mieć swój? Ten pomysł podoba mi się bardzo, choć bohaterka w książce po odkurzacz jeździła na rowerze do swojej koleżanki, nie miała swojego w pionie z sąsiadami 😉

Mnóstwo tu również o przetworach z własnej uprawy, o czym warto mówić nieustannie. Zarówno z czysto ekonomicznych pobudek jak i przede wszystkim zdrowotnych i ekologicznych 🙂 Przetwory są super, sama w tym roku zapełniłam nimi pół piwnicy!

Było też trochę o darmowej edukacji, leczeniu. Było trochę fajnych spostrzeżeń i chęci zwrócenia uwagi na to, co nam się należy, a co często przysłaniają nam pieniądze. Bardzo miło, że niektórzy z bohaterów zastanawiali się, czy nie zmniejszyć swoich etatów do połowy, bo skoro mniej wydają mogą więcej czasu spędzać z rodziną, zamiast siedzieć w pracy. Piękne to!

Jednak mimo wszystko nie wystarczyło mi to. I jak wiem wielu z Was też nie (dostawałam info na Instagramie). To dziwna zabawa w niekupowanie, nie prawdziwe życie, w którym chodzi o świadome sterowanie swoim życiem. Szkoda… Z opisu zapowiadało się kapitalnie!

LEKCJA NUMER JEDEN

Pamiętajcie, zero waste czy minimalizm, czy wszystko inne ma być jedynie dobrem dla Was w pierwszej kolejności. To może być dobre dla Was, bo myślicie o środowisku- super. Jednak jeśli nie kupujecie plastiku, a nagle zachce Wam się „niepotrzebnych” żelków, to zróbcie to. Cała zabawa w tym, żeby się nie katować. Serio! Wtedy wytrwać można i do końca życia, bo postanowienie przestaje być wyzwaniem, a staje się stylem życia, który sprawia przyjemność. Ja to „kupuję”! 😀

  1. O proszę, a mnie ta książka bardzo się podobała, choć też dość długą ją czytałem. Mam duże doświadczenie związane z minimalizmem, a tu w książce mogłem przyglądnąć się osobom, które trochę „z przypadku” spróbowały się ograniczać. Jak napisałaś, minimalizm to często inwestowanie w lepsze rzeczy, by służyły na dłużej i pozwalały na więcej. Dlatego uważam, że książka jako reportaż ciekawie pokazuje, co robić, ale również czego nie robić, dążąc do lepszego życia przez ograniczanie swoich potrzeb zakupowych.
    Recenzja super! 🙂

    1. Gdybym z taką świadomością brała tę książkę, to może nawet by mi się spodobała, ale ja oczekiwałam jakiś fajnych wskazówek ;D Pozdrawiam :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *