KSIĄŻKA Królestwo Szczepan Twardoch

Już zacieram rączki, żeby powiedzieć Wam wszystkie swoje odczucia na temat drugiej części KRÓLA. Pamiętacie jak we wrześniu było jeszcze ultra ciepło, a ja roześmiana w kolorowej sukieneczce pozowałam na najfajniejszej ścianie w Elblągu? Serwuję Wam powtórkę z rozrywki, dodaję jedynie płaszcz (+ sukienkę 100% bawełna, a nie 100% poliester, co nie zmienia faktu, że to ta druga jest moją ukochaną :p) i zmieniam kolor okładki! 😀

To dosyć niesamowite, że dwa lata zwlekałam z zabraniem się za Króla i gdy wreszcie to zrobiłam okazało się, że wystarczy poczekać dwa miesiące na premierę kolejnej części. W moim sercu nie było niczego na zasadzie: „o matko, ale robione na siłę! Tylko na hajs!”, a jedynie wielka radość, że znów będę mogła spotkać się z bohaterami ukochanej książki no i z niezastąpionym stylem Twardocha…

…bo ja czytam te książki chyba przede wszystkim dla niego. Oczywiście, nie jestem żadnym znawcą jego literatury. Jestem dopiero po drugim tytule, choć na stosie czeka od miesięcy Morfina. Jednak jest w nim coś tak urzekającego, że kupuję to z zamkniętymi oczami! Jest w tym coś osobistego, coś co pozwala stwierdzić, że ten człowiek pisze, bo potrafi, bo chcę, bo kocha.

Uwielbiam w nim tę tajemnicę. Nawet obserwując go na Instagramie czuję jeszcze większą zagadkę niż przed. Jest tak bardzo w stu procentach spójny! Niesamowicie zachwyca mnie również brak podziękowań. Czuję w tym taką jakąś niesamowitą wartość. Serio! Napisanie, zostawienie. Fajnie. Ale dobra, dobra, skończmy te wyznawanie miłości (tak, to miłość!) i przejdźmy do konkretów. Do Królestwa.

Okey, mam nadzieję, że przywykliście do tego, że nie czytam opisów i tyłów książki… ale tym razem zaskoczyło mnie, że nawet przodu nie przeczytałam! Zaczęłam pierwsze strony z wielkim zdziwieniem, że: „wow! Ryfka, moja ukochana Ryfka będzie opowiadać tę historię”. Serio. Nie psujcie sobie niespodzianek. Nigdy nie czytajcie o czym będą książki. Zazwyczaj okładki wizualnie mówią wiele no i oczywiście twórcy. Tak więc tak, historię opowiada Ryfka, ale drugim głosem książki jest Dawid- syn Jakuba.

Po tym jak rodzina Szapiro wylądowała samolotem z powrotem w Polsce zaczęła się wolna i złe czasy nawet dla Króla Warszawy. I choć historię w zielonej okładce kończymy z dość nieciekawym stanem silnego bohatera tutaj (choć cofamy się w przeszłość) jest jeszcze gorzej. Każda strona to opis walki o życie ukochanego… jedynie po to, aby się na nim zemścić… z miłości. Tak wiem, to zdanie jest pełne absurdu, ale jeśli znacie Jakuba i Ryfkę nie powinno Was ono zdziwić.

Ja znałam. Mnie nie zdziwiło. Każdy ruch Kobiety akceptowałam i przyjmowałam jak swoje. Utożsamiałam się z nią w każdej czynności, choć tak naprawdę nie wiem jak postąpiłabym w sytuacjach tak trudnych jak te, które wydarzyły się jej. Mogę jedynie gdybać, ale z gdybania wychodzi na to, że jesteśmy jak siostry. Kto nie lubi utożsamić się z bohaterem? Ja uwielbiam!

Książka jest niestety dosyć cienka, o wiele cieńsza niż poprzednia. Jednak czytając totalnie nie miałam wrażenia jakby była pisałam na siłę. Nie wnikam w to, czy Twardoch pisał ją na siłę, czy był zmuszony do napisania jej przez wydawnictwo. Oceniam jedynie, że nawet jeśli miał niewygodne warunki pracy to spisał się perfekcyjnie!

Gdyby nie część pierwsza nie pokochałabym części drugiej, ale czasami myślę sobie, że druga jest nawet lepsza. I muszę się Wam przyznać, że z miłą chęcią przeczytałabym jeszcze kilka kontynuacji. Zarówno dzieciństwo Szapiro jak i przede wszystkim totalną kontynuację pierwszej części. Życie po wojnie, po wyjeździe, na starość.

Jeśli jesteś fanem i trochę boisz się sięgać po drugie części książek, które nie miały trwać dalej- ze spokojem informuję Cię, że tym razem warto. Bardzo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *