Łazienka w stylu zero waste

Dzień dobry! Lubię te moje zero wastowe posty. Lubię takie życie. Tym lepiej, że teraz robi się to modne. Wyrosłam już chyba z chęci bycia przeoryginalną za wszelką cenę. Nie chcę być jedyną ekolożką na świecie- też bądźcie! Niech będzie nas jak najwięcej, bądźmy tacy wszyscy. Dlaczego? Ponieważ jest to szalenie łatwe. W wielu przypadkach nie robi żadnej różnicy, w ogromnej części ułatwia… no i czasami utrudnia, ale tak to już bywa. Dzisiaj przedstawię Wam kilka moich propozycji zamienienia plastikowych, sztucznych i szkodliwych elementów wykorzystywanych w łazience na co dzień na te naturalne, zdrowe i piękne!

Przypominam jednak, że w marcu napisałam swój pierwszy post kosmetyczny, który był dowodem wielkiej rewolucji w mojej kosmetyczce. Wtedy jeszcze zamieniałam z plastików wszystko, aktualnie są to już drobiazgi, które robią niezłą robotę.

Jednak żeby nie było- czas na podsumowanie tych kilku miesięcy i powiedzenie z czego korzystam, a z czego zrezygnowałam. A więc: w poprzednim poście bohaterami byli:

  • węgiel w kostce zamiast żelu do mycia twarzy,
  • mydło zamiast żelu pod prysznic,
  • bambusowa szczoteczka do zębów,
  • bambusowe patyczki do uszu,
  • peeling do ciała w szkle,
  • własnoręczna maseczka do twarzy

oraz kilka, z których zrezygnowałam i jest to m. in.

  • mydło do włosów w kostce (fryzjer zalecił mi taki dla dzieci w plastiku, może jeszcze kiedyś znajdę idealny szampon w kostce!)
  • balsam do ciała w szkle (jeszcze poszukuję swojego idealnego!),
  • zrezygnowałam również z serum, ale znalazłam nowy zamiennik i o nim będzie niżej,
  • trochę wystraszyłam się pasty do zębów, choć Kasia z bloga ograniczam się używa jej od kilku lat,
  • hydrolat gdy mi się skończył zamieniłam na taki w plastikowej, ale biodegradowalnej butelce i jestem z niego bardzo zadowolona.

Dzisiaj jednak przychodzę z nowościami, które skradły moje serce!

A z racji tego, że poszukuję to znajduję nowe sklepy wyznające zasadę bycia ekologicznym. Zazwyczaj jednak jest to jedynie hasło, które ma pomóc w sprzedaży. Czułam, że umieram, gdy Pani z jednego „ekologicznego sklepu” na pytanie, czy mydła są pakowane w plastik poinformowała mnie, że może je dla mnie odpakować jeśli mi tak na tym zależy. Luuudzie, przecież to nie o to chodzi, żebym nie widziała plastiku, a o to żeby go nie było 😀 Także mówię Wam- naprawdę trudno znaleźć coś dobrego w Internecie, ale dziś mam kilka produktów, ze sklepu, który sam mnie znalazł! 😀 Mowa o Szklanym Składziku i pierwsze trzy produkty są własnie stamtąd. Na Instagramie wstawiłam zdjęcie paczki. Przyszła do mnie cała z kartonu. W środku kosmetyki były luzem, niektóre w dodatkowej tekturze, a przestrzeń była wypełniona siankiem. Ja baaaardzo nie lubię takiego „wiejskiego” zapaszku i wydaje mi się totalnym błędem, ale to jedyny minus jaki widzę. Wystarczy szybko pozbyć się siana i jest przyjemnie 🙂

Lecimy z tym koksem!

MYDŁO DO GOLENIA

Bałam się tego specyfiku, bo po wielu latach katorgi moich bolących nóg wreszcie znalazłam coś co idealnie mi pomagało. Wystarczyło wejść w związek z chłopakiem zakochanym w kosmetykach męskich i odkryć, że jednak golenie może być całkiem przyjemne, a co najważniejsze efektowne. Jednak wciąż z tyłu głowy miałam problem z wyrzucaniem pustego opakowania po piance co kilka tygodni. No i znalazłam coś takiego- MYDŁO DO GOLENIA.

Jest fenomenalne! Naprawdę! Chociaż jest w kostce ma zupełnie inną konsystencje po kontakcie z ciałem. Jest bardzo tłusta i dzięki temu golarka z nim świetnie współpracuje. Moja problematyczna skóra to idealny tester, więc już teraz mogę Wam powiedzieć, że cieszę się z odkrycia tej kostki! Nie dość, że będzie na pewno dużo bardziej wydajna, to składa się jeszcze z naturalnych składników i zapakowana jest w papier. Same plusy i naprawdę zero minusa. Zapachu nie posiada, więc nie macie co się martwić, że będzie pachnieć jak szare mydło, albo jeszcze gorzej 🙂

A! I najważniejsze- w zero waste chodzi o to, żeby ograniczać. Jeśli wasze nogi poddają się przy kontakcie ze zwykłym mydłem to przy nim zostańcie. Wystarczy. Nie potrzeba dokładać kolejnych elementów w łazience. Jeśli jednak masz takie problemy jak ja to- spróbuj! Prawdopodobnie jak ja- nie zawiedziesz się 🙂

KAWOWY PEELING DO DZIAŁA

W poprzednim wpisie mówiłam o dobrym peelingu, który niesamowicie naoliwiał ciało i pozostawiał je nawilżone, ale drugi raz nie zdecydowałam się na jego zakup. Czemu? Pod koniec przeszkadzał mi już jego czekoladowy zapach, a bardzo tłusta konsystencja też jednak nie do końca się sprawdziła. Natomiast to cudo jest idealne! Bardzo wydajne, bo potrzeba naprawdę niewiele produktu na całe ciało, a słoik jest ogromny! No i ten zapach. Pobudzający! Jeśli kochacie zapach kawy, to będziecie wniebowzięci. Po zastosowaniu produktu ciało nabiera pięknego koloru i miłego w dotyku wrażenia miękkości. Używam go dwa razy w tygodniu i za każdym razem, gdy nadchodzi ten dzień jestem podekscytowana domowym spa.

KREM DO RĄK I TWARZY

To zacznę może tak niestandardowo od minusów? Po kilku użyciach zaczęłam czuć na sobie jego nieprzyjemny zapach po zbyt obfitym nałożeniu na skórę. Trochę boję się jak to będzie, gdy krem zostanie na samym dnie, bo słoiczek jest dosyć głęboki… no i cena. Krem kosztuje 50 zł. Jednak plusem najważniejszym i niwelującym wszystkie minusy jest to, że DZIAŁA. Trafił do mnie akurat, gdy testowałam krem, który poparzył mi dłoń. Eh… przez kilka dni było naprawdę kiepsko. Na szczęście przyszedł do mnie ten i po kilku dniach nie było śladu po czerwonych i krwawych śladach. A uwierzcie, że naprawdę wolę wydać te 50 zł na coś co będzie działać niż 20 zł na coś co mnie poparzy, będzie składać się z gliceryny i wody na pierwszym miejscu. Tu czytanie składu po prostu cieszy. Same oleje i witaminy. Lepiej być nie może! To naprawdę mój ulubiony krem od zawsze. Yope też jest super, ale posiada glicerynę, a przy końcówce opakowanie nie wytrzymuje napięcia i zaczyna przeciekać. Powoli uczę się proporcji między rękami i twarzą a ilością kremu. Szczerze polecam!

OLEJ ARGANOWY

Polecił mi używanie go mój fryzjer, którego w kwestii włosów szanuję i nie słucham nikogo innego no i naprawdę jest różnica! gdy go używam czuję jak moje włosy odżywają… a niestety używam go rzadko, bo zapominam. Muszę to zmienić! 😀 Taka więc moja rada dla dziewczyn z kręconymi włosami- odżywiajcie tym włosy, są efekty. Tym bardziej, że jest w stu procentach naturalny. Swój dostałam od firmy Maroko. Dużo tam plastiku, ale jak widać można dorwać również coś dobrego.

KUBECZEK MENSTRUACYJNY

Dziewczyny! To jest moje objawienie!!! Tak samo myślałam przechodząc z podpasek na tampony, ale później tyle się o nich naczytałam, że nie wiedziałam, czy wygodą warto tak ryzykować. Natomiast kubeczek jest zdrowy, wygodny i wymienia się go maksymalnie co DZIESIĘĆ godzin! Mając go całkowicie zapominam o okresie… mój śmietnik również 😉 Koszt mojego kubeczka to Rossmannowa cena około 60 zł, ale aktualnie wyszły jakieś nowsze jeszcze tańsze. Koniecznie się tym zainteresujcie. To estetyczne, higieniczne i przede wszystkim zdrowe i wygodne. Ja mogłabym zapisać się do jakiegoś fanklubu tego przedmiotu. Serio.

PAPIER TOALETOWY 

No cóż, każdy zerowastowiec chyba w pewnym momencie do tego dochodzi. Trochę nie chciałam, tym bardziej, że kojarzyłam te szare okropne papiery toaletowe w domu. Ale Ryfka przekonała chyba pół Instagrama do tego zakupu w tym po pewnym czasie i mnie! Po pierwsze- papier jest biały, po drugie- ekonomiczniejszy, bo jedna rolka jest naprawdę ogromna, po trzecie- ekologiczniejszy! Dla mnie wizyty w toalecie to nie jakieś spa doświadczeń, więc dla mnie okey. Chyba warto chociaż w tak prozaicznych rzeczach rezygnować z plastiku i robić coś dla środowiska, co równa się z robieniem czegoś dla siebie. To my tu przecież żyjemy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *