ADAM HARAS. Od palety do zapisu cyfrowego

Gdybyście wiedzieli jak mi się wczoraj nie chciało! Od kilku tygodni jednak wybierałam się na najnowszą wystawę Adama Harasa w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie. No i wreszcie w piątek znalazłam chwilę, aby tam się wybrać. O zgrozo, ostatni raz w galerii byłam we wrześniu na Alicji Białej. Tak więc jeśli jesteście spragnieni sztuki zamkniętej w budynkach, to zapraszam Was na ten post.

Wystawa znajduje się na pierwszym piętrze galerii, więc posiada najlepszą przestrzeń wystawienniczą ze ścianą składającą się jedynie z okien. Najwspanialej prezentowały się tam prace Edwarda Dwurnika 75×75. Tym razem jednak przestrzeń nie zachwyciła mnie, a natłok prac spowodował pewien chaos we mnie samej.

Swego rodzaju retrospekcja połączona z udokumentowaniem procesu twórczego artysty, który od malarstwa figuralnego przeszedł do prac w technice cyfrowej zawiera w sobie ilość prac wręcz nie do ogarnięcia. Natomiast na tego typu wystawach nie ma ryzyka, że komuś się nie spodoba. Coś zawsze trafi w każde serce 😉

Zaczynając wędrówkę od wielkoformatowych arcyciekawych prac malarskich przechodzimy przez rzeźbiarskie oraz malarskie formy przestrzenne dochodząc do samego centrum inspiracji jaką jest koło barw. Ilość wariacji na ten temat jest niewątpliwie imponująca, ale nie wiem czy dla mnie to wystarczająca cecha ku temu, aby nazwać ją ciekawą.

Jestem pewna, że gdyby wystawa opierała się jedynie na malarstwie byłabym zachwycona. Łapały mnie za tę część serca, za którą powinny!

Poza tym aktualnie można odwiedzić jeszcze dwie wystawy. „Kim [do cholery] jest Mirek Śledź?”, która znajduje się na wszystkich piętrach PGS i która nie zachwyca mnie niczym, a dodatkowo nie odpowiada na pytanie kim do cholery jest ten Śledź.

Na drugim pietrze dwupiętrowa wystawa zbiorowa pt. „Kwiaty zła” zajęła mi zaledwie kilka minut. Przez absolutnie niedopuszczalne błędy kuratorskie w postaci niekompatybilności dzieł nie byłam w stanie spędzić 30 minut, które chciałam wygospodarować na film, ponieważ nic nie słyszałam przez inną instalację. Kiedyś może wkurzyłabym się na siebie, próbowała jakoś to ogarnąć… teraz po prostu wyszłam. Nie chciało mi się denerwować.

Wystawę Harasa mimo wszystko polecam. Dla samych chociaż obrazów, ale również zobaczenia jak długa droga prowadzi do syntezy! Poza tym od dzisiaj na parterze znajdują się prace Rafała Milacha ODMOWA, o której na pewno tutaj będzie- ale dajcie mi jeszcze czas. Serio teraz trudno jest mi się wybrać gdzieś dalej niż biegiem do domu po uczelni :p

Jeśli jednak za mało Wam inspiracji to zdecydowanie polecam zajrzeć w posty, w których opisuję moje przebywanie ze sztuką: KAROL ŚLIWKA | GENIUSZ WSZECHSTRONNY | STREET ART WE WROCŁAWIU | WYSPIAŃSKI | ZACHĘTA | CIAŁO I SACRUM | JULITA WÓJCIK | BIANKA SZLACHTA | WPIS UKOŃCZONY | DAVID LYNCH | PLAKAT FILMOWY | IGOR PRZYBYLSKI | FRIDA KAHLO | MALARSTWO ZRODZONE Z METODY | 29 SALON ELBLĄSKI 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *