KSIĄŻKA Bóg nie jest automatem do kawy

Książka dzisiaj w dwóch miejscach i w dwóch wydaniach, bo wręcz nie znoszę nakładek na książki i od razu po zakupie je wywalam, ale tę książkę kupiłam przede wszystkim dlatego, że miała ładną okładkę, więc sami rozumiecie, że nie mogłam jej dać do kosza 😉 Grzecznie przeczekała mój wyjazd do Wrocławia, a po powrocie znów przyozdobiła zwykłą różową stronę główną. To już chyba taka tradycja, że na wyjazd biorę jedną książkę, fotografuję ją w danym miejscu, a później piszę o niej post- fajnie! 😀 Na górze możecie zobaczyć jak bardzo zdewastowana jest po tej całej przygodzie. Jak to dobrze, że tym razem mogłam ją opatulić w coś niezniszczonego. I prawda, że idealnie wpisuje się w różowe klimaty cukierni NANAN? 😉 Dobra, jedziemy z tym koksem!

Bóg nie jest automatem do kawy, to wywiad rzeka z księdzem Zbigniewem Czendlikiem. Na prawie trzystu stronach poznałam człowieka… zwykłego, normalnego i nie chodzi tu jedynie o upadki i grzechy, a o luz i swobodę i ogromną miłość do Boga. Potrzebowałam tej książki. Tej rozmowy, w której mogłam przypadkiem uczestniczyć. Tym ważniejsza była, że przeczytałam ją od razu po Celibacie, o którym było wczoraj. Przy poprzedniej książce chciałam rzucić kościół i przestać odstawiać tę głupią szopkę. Bo po co? Po co słuchać z ambony kazań człowieka, który sam nie umie sobie poradzić ze swoimi problemami, a nakazuje robić to mi?! Bóg nie jest automatem do kawy w szybki i bezbolesny sposób pozwolił mi wrócić na ścieżkę, że warto. Ten mój kryzys naprawdę nie trwał długo, może dwa dni- tak więc nie róbcie z tego sensacji 😉

Księdza Zbigniewa Czendlika nie znałam przed zapoznaniem się z nim jako bohaterem książki. Do kupienia jej zachęciłam mnie… reklama na Instagramie (jednak działają! :D) i ta przepiękna okładka, którą możecie zobaczyć poniżej. Później po kilku tygodniach mówiła o niej na swoich Instarelacjach Jola Szymańska (tak samo o Celibacie), więc klamka zapadła- musiałam się za nią wziąć. I bardzo się cieszę, że zrobiłam to w kolejności jaką zaproponowała Jola. Dzięki temu te dwie książki wybrzmiały o wiele mocniej i bardzo odpowiednio.

Teraz kiedy chcę Wam coś napisać o tej książce nie za bardzo wiem co… bo w sumie była o niczym. Czułam jakbym uczestniczyła w rozmowie dwóch osób i przypadkiem ich podsłuchiwała, a oni nie mieliby nic przeciwko temu. Tu nie ma wielkich teorii, kontrowersji, czy dogłębnego wchodzenia w tęsknotę lub rodzinę. Wszystko jest z umiarem, a rady dotyczące życia z Bogiem pojawiają się tu tak znienacka, naturalnie, non-stop i wypełniają serce, że napisanie tej książki to niewątpliwie jakiś plan Boski.

I tak jak Jola- myślę, że kosmicznie warto skusić się na obie pozycje. Razem dobrze pokazują jaki ten nasz kościół zarazem obrzydliwy i przepiękny. To dość straszne i obrzydliwe doświadczenie, ale dzięki Czendlikowi miło się kończy. Chyba warto wiedzieć kto tworzy wspólnotę, w której poszerzasz swoje serce i duszę. Dla mnie kosmicznie dobre doświadczenie. Tak więc polecam.

  1. Czy te dwie książki nie są za bardzo stronnicze? Jedna pokazuje tylko negatywy, a druga tylko pozytywy? Bo bardzo tego nie lubię. Chyba prędzej skusiłabym się na jakąś wypośrodkowaną pozycję – brzydką i piękną jednocześnie. Bo przecież właśnie takie jest wszystko, co nas otacza.

    1. „Bóg nie jest automatem do kawy” jest bardzo prawdziwa, nie jest jedynie pozytywna. Mówi o problemie w Kościele, jednak jest przeprowadzona z człowiekiem, który nie boi się zmian i choć uwielbia tradycje otwarcie mówi co warto byłoby zmienić. Natomiast „Celibat” jest mocno negatywny, więc jeśli nie lubisz- za nią się nie bierz 😉 Ja wychodzę z założenia, że nie przeczytam jednej książki w życiu, a jeśli nawet są stronnicze, to ufam, że prawdziwe. Fajnie poznać różne środowiska. Tak myślę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *