SZAFA KAPSUŁOWA w praktyce

Zapraszam Was dzisiaj do swojej szafy. Wchodźcie…

… ale za nim o tym, to dzisiaj mnie wzięło na pogaduszki o naturalności i sztuczności w internecie. Kurcze, dostaję tyle informacji, że jestem taka super naturalna w tym wszystkim, a dzisiaj biorąc się za zdjęcia do postu zdjęłam sukienkę dresową, grube skarpety, rozpuściłam włosy i ustawiłam się tak żeby wyglądać idealnie 😉 Staram się być naturalna jak mogę, ale nie zawsze mogę w 100 %. Jednak idę do ludzi 😉 Wy też pewnie stroicie się na wyjścia, prawda? 😀 Także dzisiaj wystrojona w minimum z moją szafą w tle i praniem… no ale nie miałam czasu, ani siły go składać. Życie prawda? 😀 Poza tym ta pościel w kwiatki z IKEA jest pokazywana przez wszystkich wszędzie, więc może taka jeszcze mokra, pachnąca też przejdzie? :p ZACZYNAMY POST!

W moim pierwszym poście o szafie i ubraniach pisałam, że minimalizm jest mi zupełnie obcy, ALE już takie zero waste w tym samym jest całkowicie do zaakceptowania.No i tak sobie jestem w tym moim zero waste, mam wzloty, upadki i żyję, tak po ludzku. Im dłużej jestem, tym więcej czytam i poznaję nowe.

Już kiedyś słyszałam o tej kapsułowej szafie, ale nigdy PRZENIGDY mnie to nie interesowało. Uwielbiam mieć dużo ciuchów i wiecznie coś z nimi kombinować, nie lubię nudy, tym bardziej, że nawet w artykułach o tego rodzaju szafie czytałam, że to nie dla mnie. Jednak kilka tygodni temu postanowiłam, że z czystej ciekawości policzę ilość chiuchów (w kapsułowej szafie ubrania zmieniają się cztery razy do roku ze względu na klimat i w każdej porze w szafie powinno pojawić się około 30-40 ubrań, równanie nie wygląda jednak 40×4). Myślałam, że skoro na każdą porę roku 40 rzeczy, to spokojnie się zmieszczę, bo zazwyczaj wszystkie ciuchy mam całoroczne… ale jednak nie i co? SPINA! Ale poszłam po rozum do głowy i powiem Wam jak zainspirować się szafą kapsułową i nie zwariować według autorki ciutwiecej.pl 😀 No i być w tym jak najbardziej zerowaste! Bo jedyne o to mi w tym wszystkim chodzi.

PRZEJRZYJ WSZYSTKO

Nawet jak wiesz, że nic nie wyjdzie z Twoich 100 rzeczy w szafie na rok, to przejrzyj każdą rzecz i zobacz co i jak. W zero waste chodzi o to, żeby nie wyrzucać, ale co możesz zrobić? To co ja 😀 Kiedy już myślałam, że naprawdę wszystko jest mi arcy potrzebne znalazłam jeszcze z 15 rzeczy, które… zamieniłam na materiał, który przyda mi się do uszycia czegoś nowego, oddałam znajomym, a resztę odłożyłam do pojemnika na odzież.

Już przeszłam ten etap, kiedy mi smutno rozstać się z rzeczami… no może smutno mi nadal rozstać się z rzeczami po Babci czy Mamie, to są takie perełki! Nawet jak mi w nich niewygodnie, to trzymam je w szafie i nie puszczę. Ale reszta? Jeśli jest mi niewygodnie w spodniach, choć je uwielbiam, to wywalam! I tak ich więcej nie założę.

Miałam w swoim życiu okres, że porządki w szafie robiłam raz na dwa tygodnie i po każdym taki sprzątaniu oddawałam koleżanom siaty nowych rzeczy. Nie kupowałam nowych! Okazywało się, że z mniejszą ilością rzeczy łatwiej jest mi się ubrać i nie stoję przed szafą 40 minut.

O to w tej całej szafie kapsułowej chodzi- tak dla mnie, na zdrowy rozum- żeby było łatwiej! Nie masz się w co ubrać, a szafa pęka w szwach? Ej, po prostu wywal wszystko na podłogę i układaj na wieszaki wszystko po kolei. Dotknij każdą rzecz i zdecyduj, czy miałeś ją niedawno, czy ją lubisz i czy warto.

Jeśli już przejrzysz i odłożysz wszystko do oddania to… nie licz ile masz, po co? Z dobrych rzeczy będziesz wyrzucać na śmietnik? Bez sensu 😉 Jeśli już posiadasz- to posiadaj! ALE…

NA KOLEJNE ZAKUPY RÓB LISTĘ

Ej, serio- to co Wam teraz powiem jest dziwne… ale z Piotrem najlepiej odpoczywa nam się w galeriach handlowych, jak możemy sobie oglądać ciuchy hahaha. Mówię tak tylko dlatego, że odpoczywamy na milion sposobów. NA MILION, serio. Jeździmy, zwiedzamy, chodzimy na wystawy, do kina, jemy, siedzimy, opalamy się, pływamy, chodzimy na siłownie. To wszystko to idealny odpoczynek, ale odpoczynek niewymagający od nas niczego to taki właśnie na ciuszkach hahaha;) I problem pojawia się wtedy, gdy za każdym razem wychodziliśmy z czymś nowym. Tak jak pisałam w poprzednim poście- wystarczy przejrzeć szafę i zobaczyć czego potrzebujemy. To o wiele łatwiejsze w domu, niż na zakupach kiedy już coś konkretnie nam się podoba, prawda? 😉 Ostatnio uznałam, że niesamowicie potrzebuje balerin, bo bez nich sobie nie poradzę przez najbliższe miesiące. Co zrobiłam najpierw? Porządek w butach, sprawdziłam co i jak i czy mogę czymś zamienić baleriny- mogłam. Zamieniłam. Nie kupuję 😉 A na dodatek oddałam sześć par butów innym. Mniej, a jakby więcej i lepiej? No proszę 😀

WYMIENIAJ SIĘ UBRANIAMI

Ej! To nie chodzi tylko o to żeby oddawać, chodzi też o to żeby przyjmować! 😀 Od zawsze dostawałam ciuchy po kuzynce czy siostrze, bo były starsze i te rzeczy zawsze były tymi najlepszymi w mojej szafie. Dalej tak mam. W szafie pełno rzeczy mojej Babci, Mamy, Znajomych, czy nawet Brata 😉 Dzięki temu zawsze mam fajne nowości w szafie bez wychodzenia z domu, na śmietniku nie lądują dobre ubrania, a ja z powodzeniem mogę robić nowe porządki i oddawać rzeczy dalej 😀

OGRANICZ KUPOWANIE W SIECIÓWKACH

Kasia Ograniczam_się mówi o tym cały czas, no ale jak?! Nie chcę wydawać kasy na drogie ciuchy od polskich projektantów (to znaczy chcę, ale nie za bardzo na razie mogę :p), a te szyte przez krawcowe NIGDY nie podobają mi się w 100 %. No i wkurzałam się na tę Kaśkę, że co ona wygaduje, że świata nie zna 😀 A co się okazało? To że nie kupujesz w sieciówkach, nie oznacza, że musisz kupować gdzieś indziej.

Ja mam na to taki właśnie sposób. Pewnie, w swojej szafie mam tylko sieciówkowe rzeczy. Dużo z nich kupiłam sama, ale większość mam z wymiany, o której wspominałam wyżej, a resztę z … lumpeksów.

Aktualnie chyba nie ma czegoś takiego jak: „a dobra, przestanę kupować w tych lumpeksach, czas wreszcie zacząć kupować porządne ubrania w H&M czy ZARA” yyy… tam nie ma porządnych ciuchów. Zazwyczaj to jednosezonówki… a przecież w sh są takie fajne rzeczy!

Drugą opcją jest po prostu… nie kupowanie niczego. U mnie sprawdza się to idealnie. Od października kupiłam może z cztery rzeczy (w sieciówkach!), a reszty po prostu nie potrzebuję. Nie muszę nagle co tydzień latać do sklepów z tanią odzieżą, bo mam wszystko. Proste 😉

I teraz kiedy zbliża się czas letnich gorączek też nie biegnę po nowe trendy. Mam sukieneczki, spódniczki, bluzeczki- nie zginę 😉

KOMPLETUJ WSZYSTKO TAK, ABY KAŻDA RZECZ PASOWAŁA DO KAŻDEJ INNE?

NIEEEE! To było dla mnie zawsze najgorsze w tej całej kapsułowej szafie. Dlatego właśnie zawsze byłam wykluczana w artykułach z tego pomysłu 😀 A przecież to nieprawda! Pewnie, łatwiej jest mieć wszystko czarne i białe i ubierać się na milion sposobów i tak naprawdę zawsze wyglądać tak samo… ALE po co?

Lubisz kolor i wzory jak ja? To miej nawet te 10 par spodni, które uwielbiasz i do każdej z nich tylko trzy pasujące bluzki. Czuj się szczęśliwie i tyle 😀

NAJWAŻNIEJSZE

Dla mnie takim owocem, który zauważam bardzo często tego całego ubraniowego szału jest to, że… zawsze chciałam mieć DUŻO, chciałam wielkie garderoby, tysiące par butów, biżuterii i okularów. Oglądałam te wszystkie youtuberki, które mają wielkie szafy i zawsze są w czymś innym i zazdrościłam. Byłam pewna, że jak będę miała swój dom, to przed kupnem toalety postawie swoją garderobę 😉 A teraz? Oglądam youtube nadal tak nałogowo, ale już mnie to w ogóle nie cieszy, kiedy widzę ile miesięcznie rzeczy kupują laski. Ej, po co?! Nie sądziłam, że przy odświeżaniu swojej szafy z ilości zbędnych rzeczy znajdę w sobie aż tak duży spokój i brak tej takiej zdrowej zazdrości (ale zawsze) do posiadania więcej. Posiadam tyle ile muszę. Chcę posiadać jeszcze mniej. Teraz wolę pokój wypełnić czymś innym niż szafami z ciuchami i butami 😉

To co? Lato się zbliża może czas zrobić ogromne porządki w szafie i w głowie? 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *