PREMIEROWO czyli co w kinie piszczy #7

Czasami się najzwyczajniej w świecie cieszę, że nie płacę za bilety na te filmy! Mimo to cieszę się, że mam możliwość ich oglądania, żeby później wiedzieć, że coś mi jednak w nich nie pasowało. Dzisiaj mam taki przykład niedopasowania. W poście znajdą się dwa filmy. Jeden do bani, drugi natomiast taki, który złamał mnie od środka. Do teraz nie mogę się pozbierać…. Zacznijmy jednak od tego lżejszego.

Jeszcze tylko dodam, że dzisiaj mówię o dwóch filmach, a premierę mają trzy ciekawe tytuły. Do tego zbioru powinien jeszcze dojść film pt. „Trzy bilbordy za Ebbing, Missouri”, ale o nim pisałam już w ZBIÓRCE filmowej, bo jak coś jest na oskarowej liście to czasem nie umiem wytrzymać do premiery. Więc jeśli jesteście ciekawi mojego zdania na temat tego właśnie tytułu, to lećcie tam 😉

PLAN B

Byłam przerażona plakatem i nie nastawiałam się na nic dobrego, choć miałam w głowie myśli, że może wyjdę z kina zaczarowana? Tak się jednak nie stało. Choć film niesamowicie mnie zasmucił i wracałam do domu tramwajem naprawdę bardzo smutna. Plan B to dramat, komedia- więc standardowo. Po raz kolejny jest tu zastosowana wielowątkowość, która w tym wypadku wypada szalenie źle i jestem prawie pewna, że gdyby każdy z tych wątków został poprowadzony osobno, w oddzielnych filmach byłoby ciekawie. A już na pewno gdyby wątek Dorocińskiego taki był.

Podobno akcja filmu rozgrywa się gdzieś w okolicy walentynek, ale gdybym nie przeczytała tego na odwrocie ulotki, to pewnie nie wyłapałabym tych kilku słów w dialogach. To w sumie nie było ani trochę istotne, więc nie wiem czemu akurat tak. Ale z racji tego, że na ulotce było to tak kluczowe- podczas filmu wkurzałam się, że jednak tak nie jest. To oczywiste, prawda? 😉

Mamy tu więc te wątki. Dotyczą one mężczyzny, który wychodzi z więzienia do swojej ukochanej i dziecka, którego nigdy wcześniej nie widział, wiolonczelistkę, której córka wyjeżdża na studia do Stanów, artystkę, którą zostawia chłopak po jednej nocy i daje jej zły numer, nauczycielkę, która sypia z żonatym profesorem i… dziewczynę która rodzi aniołki z masy solnej i maluje im serduszka na różowa, a poza tym jest nienaturalnie powiązana ze swoim ojcem i codziennie rozmawia z nim przez telefon.

Z tych wszystkich historii mogłoby wyjść naprawdę dobrych pięć scenariuszy! Czemu ktoś postanowił zrobić z niego jeden?! Jestem na to zła! A poza tym smutna, bo choć niby na końcu jest miło, to mnie za bardzo dobiła cała reszta żebym zobaczyła światełko w tunelu.

Moja subiektywna ocena: czy warto? Nie wiem. Chyba wolałabym wydać pieniądze na inne rzeczy. Nie nudziłam się jak podczas Podatku od miłości, ale jakżebym mogła skoro było tu tyle wątków i wciąż się coś działo. Oceniłam go na surowe 4/10. Choć to mocne „ujdzie”. Może warto na niego poświecić chwilę w domu z braku laku? Może. Ja natomiast polecam pozycję wyżej i niżej, o której zaraz Wam wszystko napiszę.

NIEMIŁOŚĆ

Ten film nie miał w sobie ani grama miłości! I uwierzcie, że nie spodziewałam się tego po tytule: „Niemiłość”. Okey, przeczytałam ulotkę (dzisiaj czekałam na film ponad czterdzieści minut, bo źle obliczyłam czas na załatwienie spraw na mieście, więc miałam czas na czytanie ;)) i wiedziałam, że będzie jakiś problem z rozwodem i dzieckiem. Myślałam, że to dziecko będzie cierpieć, bo tak kocha rodziców, a oni wciąż się kłócą i może będzie wrzucało w siebie winę za wszystko. Nie wie. Podchodziłam neutralnie do tego filmu. Poszłam i tyle.

Ale to co ze mną zrobił ten film to jakiś kosmos!!! Naprawdę dawno nie zostałam aż tak rozwalona przez kinową produkcję. Nigdy nie spotkałam się w kinie z aż tak realistyczną niemiłością. Była taka codzienna, taka prawdziwa, bolesna. Związana z przeszłością, ale i na zawsze powiązana z przyszłością. Bolał mnie ten film, ale jestem święcie przekonana, że miał boleć.

To nie jest miłe kino. To bardzo brutalne… ale miałam nieodparte wrażenie, że nawet blisko nas można znaleźć taki dom. I to nie jest film o bogatych rodzicach, którzy nie zwracają uwagi na dziecko. Problem tego filmu dotyka czegoś o wiele głębszego. Bardzo mi smutno, no. Nadal. Piszę ten film już ponad kilka godzin po wyjściu z sali i nadal jest mi przykro.

Moja subiektywna ocena: emocjonalne arcydzieło, ale coś mi tam nie zagrało, więc moja ocena to 8/10. Jeśli chcecie być zmiażdżeni- to jest to film dla Was. Jest to również kandydat na Oskara w kategorii film nieanglojęzyczny i z wszystkich propozycji widziałam na razie ten, Dusza i ciało oraz The Square i Niemiłość jest wybitnie najlepszym! Zostały mi do obejrzenia jeszcze dwa: Fantastyczna Kobieta oraz L’insulte. Widzieliście?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *