NA DŁUŻSZĄ METĘ #2 Grace i Grace

Prawie dwa tygodnie temu pisałam Wam o wspaniałym serialu, który w całości skradł moje serce. Pod postem jak i na Facebooku posypało się mnóstwo propozycji po co powinnam sięgnąć dalej (a ja na przekór sięgnęłam po kolejny odcinek Rodzinki.pl ;)) po wielu dniach wybór okazał się prostu. Padło na propozycję PaulineJournal (jak lubicie elegancję, luksus i pielęgnację- to ten blog jest dla Was) Grace i Grace. Przed chwilą skończyłam finałowy odcinek i z miłą chęcią co nie co Wam o tym opowiem.

GRACE I GRACE

Zacznijmy od tego, że to najdurniejszy tytuł, no ale nie o tym dzisiaj przecież;) Moja dzisiejsza propozycja to miniserial. Składający się z sześciu odcinków i za pewne nie przewidujący kolejnych serii. Opowiada o Grace, która została skazana na śmierć, a później na dożywocie za morderstwo, którego… może wcale nie popełniła. Po wielu latach spędzonych w więzieniu na ratunek przybywa Dr Simon Jordan, który poprzez przeprowadzanie z nią wielu rozmów chce osądzić, czy jej dożywocie jest karą za jej zbrodnię.

I właśnie na tym opiera się cały film. Bałam się, że będzie ciasno. Spodziewałam się bardziej filmu na zasadzie jeden pokój, coś jak Rzeź Polańskiego. Okazało się jednak, że choć przez sześć odcinków głównym motywem jest rozmowa morderczyni z psychologiem to dzieje się tam naprawdę sporo. Cuda dzieją się we wspomnieniach! ♥ I to nie są tylko krótkie, irytujące przebitki. Wspomnienia w tym wypadku to większa część filmu i uważam to za jak największy plus!

GRACE

Grana przez Sarah Gardon irytowała mnie w każdym odcinku. Wkurzała i doprowadzała do boleści… ale w pewnym momencie pokochałam ją za tą surowość. Za to zmieszanie, jedną (ale jak głęboką!) twarz. Utonęłam w tych emocjach. Wyuczonym spokoju i wstrzemięźliwości. Braku jakichkolwiek ekspresywnych ruchów. To wszystko było w tym niesamowicie powściągliwe, a przez to tak piękne.

I pewnie, zarzuca się oczywiście, że jak trzydziestolatka może grać dwunastolatkę, dwudziestolatkę i czterdziestolatkę. Mhy? No chyba normalnie 😉 Aż do momentu przeczytania takowych komentarzy nie miałam problemu z jedną aktorką w jednej roli. Charakteryzacja w tym wypadku nie zawiodła, a gdyby w tak niewielkim okresie czasu jedną rolę grały aż trzy aktorki… czułabym pewien dyskomfort.

Ogólnie cały casting (taaaaak, nadal gdy używam tego słowa czuję się lepiej :D) był perfekcyjny! Nie zmieniłabym ani jednej roli, ani jednej twarzy, ani jednej postaci! ♥ Wszystko tam mocno zagrało.

OSTATNI ODCINEK

Do końca tak naprawdę nic nie wiadomo. Nic. Bałam się tego ostatniego odcinka, nie chciałam się dowiedzieć, więc przeciągałam oglądanie go przez kilka dni. Aż wreszcie dzisiaj rano zdecydowałam- zróbmy to! Czuję się dziwnie. W ostatnie czterdzieści minut wrzucono wszystko. I chociaż wiem, że gdyby z tego jednego zrobić jeszcze kilka odcinków to byłyby mierne, ale czy trzeba było powiedzieć aż tyle? Trochę mnie to razi.

To nie był dla mnie idealny serial. Nie był tym bardziej, że zdecydowałam się na podobny okres czasu co u Ani i widziałam mnóstwo tych samych elementów, a że produkcja ta sama, to czułam pewien zgrzyt… na szczęście szybko mi minęło. Mimo wszystko bardzo go lubię. Doceniam scenariusz. Grę aktorską. Nie doceniam kardów- mogłyby być o wiele lepsze! A tu nie zachwyciły mnie niczym. Gorąco Wam go polecam, bo u mnie to mocne 8/10 jeśli jednak macie możliwość obejrzeć tylko jeden… to chyba bardziej polecam Anie, nie Anne… chociaż? Tam jest powtórka z rozrywki, tu dostać możecie zupełnie nowe i nieznane. Dwa Wam polecam 😉 To seriale po jednym sezonie. Dacie radę pyknąć to w kilka wieczorów.

Nadal czekam na Wasze propozycje seriali dla mnie. Tylko proszę- niech one będą jedno sezonowe. Jak polecacie mi coś ekstra, co ma 4, a każdy z nich po 14 odcinków, to trochę boję się zaczynać, bo wiem, że wpadnę 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *