W czym nie będę ZERO WASTE

Wraz ze środą popielcową rozpoczynam Post Daniela, do którego namówił mnie wczoraj Adam Szustak. Właśnie weszłam na nowo na drogę, w której rzeczywiście do mnie przemawia. Tak więc pomyślałam- najlepiej rzucić się na głęboką wodę i przeżyć ten czas owocnie… i warzywnie eheh 😀 Post powinno się przeżywać w cichości, tak słyszałam, więc pewnie nie będę Wam tu mówić codziennie o tym jak mi ciężko- lepiej włączcie Languste na palmie codziennie z rana :D, ale dzisiaj przy okazji początku postu pojechałam na zakupy. Wróciłam z całym warzywniakiem i pomyślałam, że dzisiaj będzie dobry dzień na dodanie postu w stylu zerowaste. To co? Jedziemy!

Szczerze mówiąc luźne owoce i warzywa to już dla mnie tak ogromna norma, że widząc te rzeczy w siatkach czuję, że to z ludźmi jest coś nie tak, a nie ze mną 😉 Więc z tym sobie kosmicznie dobrze radzę. Nie ma problemu… chyba, że w grę wchodzą brokuły.

Powoli zamieniam kosmetyki na te zero waste, poszukuje rozwiązań na brak opakowań w domu i powiem Wam, że idzie mi całkiem nieźle. Jak na człowieka, który jest na samiuuutkim początku 😉 O kosmetykach szykuję post. Będzie petarda! ♥ Ale czekam jeszcze na kilka przesyłek. Sprawia mi to dużą radość. Naprawdę widzę owoce, nie tylko w braku foliówek, ale również w sposobie życia, myślenia i funkcjonowania. Jakoś tak wszystko układa mi się w całość. JEDNAK! istnieje kilka rzeczy, których nigdy w życiu nie zamienię na te zero waste i dzisiaj chciałam trochę o nich opowiedzieć. Bez zbędnych zdjęć, bo nie jestem w domu, a poza tym- w poście chcę znaleźć czas na ważne rzeczy, a nie bzdurki. Rozumiecie? 😉

KULTURA

Nie wiem czy mogę tak powiedzieć, ale „kultura jest dla mnie najważniejsza, ważniejsza niż zero waste”, choć oczywiście bez dbania o środowisko mało mi z tej kultury w pewnym momencie może zostać, ale o co chodzi. Czytam na różnych grupach i spotykam się z tym, że zagorzali zerowastowcy rezygnują z wielu bardzo wartościowych rzeczy i to mnie bardzo boli i martwi. Ja na przykład nie zrezygnuję z kupowania biletów na koncert, tylko dlatego, że czasem nie ma wersji elektronicznej- tyczy się to również wszelakich sztuk teatralnych czy kina. Nie mam zamiaru zrezygnować z płyt CD, choć mogę słuchać muzyki w 100% elektronicznie. Nie zrezygnuję również z kupowania obrazów/ plakatów/ czy innych papierowych dzieł- nawet gdybym po dwóch latach miała zmienić je na coś nowego. Tym bardziej nie zrezygnuję z wywoływania zdjęć, choć przecież mogą cieszyć oko w komputerze.

Jednak, choć nigdy z tego nie zrezygnuję z powodzeniem mogę robić to mądrze. Po mojemu. Odkąd mam większą świadomość zero waste staram się ZAWSZE kupować bilety elektronicznie. Jednak nie zawsze się da-i okey, bez spiny. Płyty CD wybieram tylko te, które naprawdę chcę i sprawią mi radość, przestałam praktykować kupowanie dla sprawdzenia. To musi być naprawdę petarda i szczerze mówiąc ostatnio nie kupuję. Ale nie szkodzi. Na pewno jest to chwilowy zastój. A zdjęcia? Ostatnio robiłam ogromne porządki. Postanowiłam drukować mniej, bo kilkanaście zdjęć z tego samego wydarzenia to nic ciekawego. Z tego co już mam rozdaję również znajomym. Nie dość, że ja pozbywam się podobnych odbitek, to jeszcze moi bliscy są bardzo szczęśliwi. Same plusy 😀

KSIĄŻKI

Nigdy przenigdy nie zamienię ich na wersję elektroniczną! Nawet jeśli czasami dostaję zapytanie, czy nie chciałabym za darmo przeczytać czegoś na e-booku stanowczo odmawiam. To nie jest moja bajka. Pewnie, może i jest lżej w torbie, łatwiej o dostępność i tak dalej, ale to nie dla mnie. Ja lubię swój nadmiar. Jeśli ma się on objawiać w takiej rzeczy, to jestem jak najbardziej na tak. Ja po prostu kocham papier! Kocham czytać książki papierowe. Uwielbiam na nie patrzeć i się zachwycać. Uwielbiam z nimi zasypiać i czytać je z samego rana. Już mam chyba zbyt dużo tej całej elektroniki wokół siebie, żeby zabierać się jeszcze za książki w takiej formie. Nie nie nie. I tutaj nie mam żadnego usprawiedliwienia…

… chociaż nie! Jedno jest- postanowiłam, że wezmę się za swój stos. Nie przyjmuję nowych książek od wydawnictw. Chcę pobyć z tym co mam i wreszcie znaleźć czas na starsze dzieła, a nie jedynie przygniatać się nowościami. Lubię tę swoją decyzję ♥

NOTESY KALENDARZE PAPIER PAPIER!!

Trochę mnie przeraża, że niektórzy przestają umieć pisać, bo wszystko co muszą napisać robią na komputerze. To nie dla mnie! Zawsze szokowało mnie, gdy we wrześniu ludzie w szkole śmiali się jak dziwnie jest pisać. Co? Przecież ja w wakacje pisałam zazwyczaj tyle samo dużo… o ile nie więcej, bo wreszcie znajdywałam czas na pamiętniki 😀 Nie wyobrażam sobie nie napisać czegokolwiek choć przez jeden dzień w swoim życiu. Robię notatki ze wszystkiego. Zapisuję listę zakupów, rzeczy do zrobienia, budżet, czy inne rzeczy. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym przejść na elektroniczny kalendarz i notatki. Może i byłoby łatwiej i lżej w torebce… ale nie chcę tego 😉

Co jednak zmieniłam? W swoim kalendarzu mam mnóstwo poupychanych kartek na recykling 😉 Te, które po jednej stronie są zapisane, paragony, broszurki i inne tego typu rzeczy. Nie lądują u mnie w koszu. Staram się zapisać je w wolnych miejscach i dopiero wtedy się ich pozbyć. To nie zmienia mojego życia, a mimo wszystko jest tak dobre dla środowiska…. tak myślę 😀

Poza tym- doszłam do porozumienia z samą sobą i stwierdziłam: „ej, masz na razie wystarczającą ilość notesików. Nawet jeśli w sklepie spotkasz coś cudownego- zapomnij o tym ;)”. I to rzeczywiście działa. Z doświadczenia (hohoho) wiem, że boli tylko w sklepie, później totalnie zapominam o istnieniu tej ładnej, zupełnie niepotrzebnej rzeczy (chyba, że nie zapominam, to wracam, ale zdarza się to baaaardzo sporadycznie). No i jeden kalendarz na rok, myślę, że to dobra liczba 😉

JEDNORAZOWE PRZEDMIOTY HIGIENICZNE

Może gdybym była sama to bym jakoś się do tych przedmiotów wielorazowych przekonała, ale kiedy ja już zakochana w pomyśle wielorazowych chusteczek do nosa mówię o tym Piotrowi on zasypuje mnie milionem słów na temat tego, jak bardzo to jest niehigieniczne i ohydne, że argument „moja Babcia tak robiła” jest słaby, bo kiedyś ludzie szybciej umierali. No i jak mam w takiej sytuacji walczyć o coś, w czym wcale nie jestem pewna 😉 Okey, zmieniłam waciki kosmetyczne i jestem z nich ultra zadowolona… ale to makijaż. A takie smarki? :p Na razie debatujemy i szukamy rozwiązania hahah. Gorszym jednak pomysłem są wielorazowe podpaski, kubeczki menstruacyjne, czy inne tego typu wynalazki. To na razie jeszcze nie jest mój poziom zero waste. Niestety… lub stety.

PYSZNE JEDZENIE

Chcę być szczęśliwa, tak po prostu. Lubię to 😀 A jedzenie mocno mi pomaga być szczęśliwym. Traf chciał, że mieszkam w Elblągu gdzie mało „nowoczesnych” sklepów. Bo co mi po suszonych bakaliach na wagę w hipermarkecie, kiedy to wszystko po kupieniu okazuje się stare i niedobre? Dlatego staram się niwelować ilość opakowań i foliówek do minimum… ale swojego 😉

Jeśli mam ochotę to kupuję chipsy. Jeśli chcę to biorę mozzarellę, czy cokolwiek innego zapakowanego. Staram się niwelować słodycze, bo w sklepie gdy widzę ile musiałabym plastiku wyrzucić po nich w domu to jest mi przykro i nie kupuję (później jest mi przykro, że nie kupiłam, bo mam ochotę haha). Tak więc, choć opakowań u mnie nadal dużo w sferze jedzenia, to i tak wciąż jest ich coraz mniej. A to ważne rzeby nie zatrzymać się w miejscu, tylko wciąż coś robić 😉

NA KONIEC

Pewnie jest tego wszystkiego o wiele więcej, ale… zostawię sobie to może na kolejny post 😉 Bardzo jestem ciekawa jak u Was z tymi siatkami, foliówkami i opakowaniami. Zwracacie na to uwagę? Lubicie czytać te moje posty zero waste? 😉 Buziaki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *