Gap year udawany, czyli kierunek- FLORYSTYKA!

Pamiętacie mój wpis o rocznym leżakowaniu? Mówiłam Wam wtedy o moim rocznym odcięciu się od szkoły i o ile nie kłamałam, to na pewno nie mówiłam pełnej, dopowiedzianej we wszystkim prawdy. Dzisiaj przychodzę do Was z drugą stroną medalu. Gotowi? Do dzieła!

Piszę o tym właśnie teraz, bo przez miesiące bezsensowności i żartu w tym wszystkim na co się zdecydowałam nagle, kilka dni temu, totalnie się w tym zakochałam. WOW! Niezłe uczucie, serio! ♥ A skoro to blog o inspirowaniu, to może znajdzie się kilka osób, które postanowią skorzystać z mojego fajnego (jak się okazało) pomysłu.

FLORYSTYKA! Nie będę ukrywać, zapisałam się na ten kierunek tylko z kilku, bardzo błahych, powodów. Po pierwsze: chciałam legitymację, bo wiedziałam, że skoro chcę choć trochę podróżować, to muszę mieć na to zniżkę 😉 Po drugie: to kierunek roczny, a nie zamierzam dłużej nie składać papierów do filmówki 😉 Po trzecie: jakkolwiek dziwnie to brzmi- wydawało mi się, że ten kierunek choć w jakiś mały sposób łączy się ze sztuką i nie będzie aż tak oderwane od rzeczywistości przy sklejaniu CV.

I tak chodziłam przez te kilka miesięcy co kilka tygodni w weekendy na baaaaardzo nudne zajęcia teoretyczne z typową biolożką, a no wiecie- nie skończyłam szkoły po to, żeby znów siedzieć w ławce, nawet jeśli bez egzaminów i odpytywania. Wchodziłam i pisałam na telefonie ze znajomymi, bo strasznie śmieszyła mnie ta głupia sytuacja, w której się znalazłam.

Później przyszedł czas na praktykę i tu się zaczął kosmos! Praca na żywych kwiatach, układanie bukietów i nauka przez dotykanie, próbowania i przyswajanie słów nauczycielki w czasie bardzo ciekawej pracy. Zaczęło mi się to nawet lekko podobać…

Aż przyszedł czas w tym tygodniu, kiedy poczułam, że moje życie nie ma sensu. Jakoś tak wszyscy moi znajomi zaczęli przygotowywać się do sesji, pisać mi jak mają trudno i ja jakoś podświadomie sięgnęłam po swoją wielką cegłę z ABC florystyki i zaczęłam się uczyć. Pierwszy raz w życiu zaczęłam się uczyć! Czaicie? 😀 I to nie tydzień przed egzaminem (co i tak byłoby egzotyczne)… a PÓŁ ROKU PRZED! Hhahhaa. Tak intensywnie uczyłam się jedynie przed dyplomem z historii sztuki.

Nie kupiłam tej książki. Była zbyt okropna. Wszystko w niej jest paskudnie brzydkie. Wydrukowałam ją. Chyba dosyć nielegalnie? Ale nie potrafiłam wydać kilku dyszek na coś tak brzydkiego i jak myślałam zupełnie mi nieprzydatnego.

No i zaczęłam czytać i … zakochałam się! Tyle tam odniesień do sztuki! ♥ Pewnie, człowiek, który nie skończył liceum plastycznego pewnie nie za bardzo będzie tam czuł sztukę, ale kiedy JA mogłam sobie poczytać o historii kwiatów i dopowiedzieć sobie co nie co o epokach, obrazach, martwych naturach itp z historii sztuki, to byłam zachwycona! I odkrywam w tym wszystkim taką wielką wartość 😀

Ja chyba po prostu zawsze muszę mieć jakieś mocne bodźce, które mnie zachwycą. Wcześniej zero waste (w którym oczywiście dalej trwam i pogłębiam!), o którym mówiłam wszystkim, a teraz florystyka. Serio! Zaproście mnie na kawę, a będę Wam mówić co wchodzi w cenę kwiatu w kwiaciarni, jak się ją prowadzi i jak o nie dba 😀 Sama się sobie dziwię, że wiem aż tak dużo. Naprawdę. Pewnie gdybym rozmawiała z florystą, to by się okazało, że nie wiem nic… ale tak z totalnym laikiem, który chce mnie przekonać, że kwiaty nie mają dla niego totalnego znaczenia to rzeczywiście mam wiedzę 😀

I w przypływie tego zakochania i motylków w brzuchu zapisałam się już nawet na praktyki (choć chyba jeszcze nie mogę ^^) do pracowni florystycznej. Czaicie to?! 😀 Będę przez miesiąc w kwiaciarni i naprawdę bardzo mnie to cieszy.

Liceum plastyczne nauczyło mnie (a właściwie Pan od grafiki), że jeśli coś lubimy i się tym interesujemy, to musimy się tym interesować bardziej, szukać w internecie, czytać, OGLĄDAĆ. To oglądanie zapadło mi najbardziej w pamięć, bo przez te cztery lata odkryłam w tym oglądaniu ogromną moc. Jak się z czymś przebywa, to to wchodzi w krew. I choć florystyka w Elblągu jest na poziomie mhy… miernym (choć Pani od praktyki walczy i wygrywa!♥), to jednak dała mi taki malutki począteczek do zainteresowania się czymś nowym. Na instagramie ostatnio moja tablica jest wypełniona jedynie kwiatami (możecie wejść w tych, których obserwuje i zobaczyć np. kwiaty&miut lub innych). I tak sobie nawet ostatnio myślę o założeniu własnej kwiaciarni w Gdyni, może tak za 20 lat? A może nawet za 2? Kto wie 😀 Jedno jest pewne- bardzo się cieszę, że z listy tych wszystkich kierunków wybrałam coś co rzeczywiście po czasie zaczęło mnie interesować i nie chodzi tylko o zniżę na komunikację.

W marcu zaczynam praktyki i na Instagramie pewnie będę Was o wszystkim informować i wstawiać dużo zdjęć. Pracownia florystyczna- to brzmi dumnie 😀 Tym bardziej, że mają piękne czarne fartuszki, a nie jakieś gówno z kwiatem w logo. Ja to jednak wiem gdzie pójść. Hahahah 😉

I tak piszę ten post może żeby trochę się usprawiedliwić? Bo nawet sobie nie zdajecie sprawy ile osób napisało do mnie po pierwszym poście o gap year, że się zastanawiają, albo co gorsza- że długo o tym myśleli i po moim poście zrezygnowali ze studiów! hahaahha. No powiem Wam, że czułam się winna :p

I takie moje życie. Piękne i pachnące. Fajnie co? Mam nadzieję, że Wasze też jest piękne ♥

    1. Pracownia florystyczna Magnolia… trochę może i brzydka, bo połączona z lombardem, ale przekonuje mnie czarny fartuszek, odległość do domu mojej Babci (którą w końcu będę mogła odwiedzać codziennie przez cały miesiąc!♥) i to, że mam blisko i na przystanek z domu i z kwiaciarni na przystanek… nie lubię chodzić, więc to dla mnie duży plus 😀 No i jeszcze cudowna Pani, która będzie mi wszystko objaśniać ♥ Tysiące plusów! 😀 Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *