Gdyby zostało Ci dzisiaj jedynie to za co podziękowałeś wczoraj Bogu, to z czym byś został?

Ludzie! Ale paskudny czas dla mojej relacji z Tatą. Wiedziałam, że jest źle, ale każdy musi przejść kryzys, nawet w największej i najczystszej przyjaźni. One muszą się pojawić, ale dzisiaj nie o moim „kryzysie”, bo w sumie nie nazwałabym tego tak. Po prostu znowu wróciłam do punktu, w którym jestem niekonsekwentna. Kojarzycie? Pewnie tak 😉 Dzisiaj znów wracam myślami do Warszawy. Jenyyy! Jaki to był owocny czas we WSZYSTKO! Naprawdę. W takiej zwykłej „codzienności”- o ile tak można nazwać bieganie po stolicy od targów do targów ;)- odkrywałam tak wiele.

Już na samej pierwszej podróży tramwajem miejskim. I dzisiaj właśnie o tym chciałam Wam powiedzieć. Nie o sobie, a o Nas. Tak sobie myślę, że to ważne, bo mnie dotknęło, a wręcz uderzyło pięścią w brzuch na tyle, że przez jakiś czas nie mogłam się podnieść.

Jak nie mam w autobusie książki i nie siedzę przy oknie to… patrzę ludziom w telefony. TAK! wiem, że to straszne, ale nie kontroluję tego. Jak już zdaję sobie sprawę co robię, to przestaję… ale to trochę trwa. No wiecie, nie widzę co tam piszą zazwyczaj, bo jestem daleko, ale po prostu- migające obrazki w czyimś telefonie to mój sposób na kilka chwil nudy w komunikacji.

Nie sądziłam nigdy, że wyniknie z tego coś tak dobrego!!!

No i wiecie, zmęczona jadę po Warszawie do butiku po pierścionek. Odliczam na paluszkach przystanki (a było ich dużo) i w pewnym momencie znajduję idealny obiekt, w którym mogę się zatracić hahaha. Pani siada, wyjmuje telefon. Ja stoję nad nią, więc mam idealną perspektywę. Nie jestem psycholem. Nie zapamiętuje co dzieje się na tych telefonach… ale wtedy zapamiętałam jedno.

Kojarzycie takie testy na fejsie, które można sobie ozdobić tłem i wtedy są bardziej widoczne niż zwykły post. No… i tam był przepiękny tekst: ” Gdybyś tak dzisiaj został tylko z tym za co podziękowałeś wczoraj Bogu, to co by to było? ♥”.

Pierwsza myśl: BOŻE! JAKIE TO BY BYŁO WSPANIAŁE ŻYCIE! WOW! NIE NO CZAD! OKEY, TO WEŹ TAK ZRÓB! ZOSTAW MNIE TYLKO Z TYM ZA CO CI WCZORAJ…..” no właśnie…

Ostatnio nie dziękuję. Nie przepraszam i nie proszę, ale to jeszcze jakoś mogę znieść…. ale nie dziękuję. Pewnie, codziennie mówię coś tam do Boga. Zazwyczaj się wkurzam, albo śmieje. Widzę wiele rzeczy, które robi, które podrzuca mi pod nogi. Może i kiedyś tam pada słowo „wow! Dzięki”, ale co to jest!

I tak sobie myślę, że już nie mógł wytrzymać ten mój Bóg i sobie pomyślał: „no jak niepierdolne, to się nie ogarnie!”. I pierdolnął! 😀

Od tego dna minął ponad tydzień, a ja kładąc się spać myślę sobie z czym bym chciała jutro się obudził. Za co muszę koniecznie podziękować, bo jeśli obudziłabym się bez tego byłabym bardzo smutna.

To takie uzdrawiające! Naprawdę. Nagle te moje podziękowania nie są jedynie za górnolotne „dziękuję Ci Boże, że dałeś mi dzisiaj tyle radości i za to, że mam tak wspaniałe życie”. NIE! Nagle z myślą o tym, z czym chciałabym zostać jutro zaczęłam dziękować za Przyjaciela, którego ostatnimi czasy jedynie przed Bogiem wyzywam i oskarżam o to, że pojawił się na mojej drodze… więc po co dziękuję? Bo nagle z myślą, że mogłoby go zabraknąć gdy się obudzę jestem przerażona. Chcę żeby był, nawet jeśli daleko.

Dziękuję Mu za całą rodzinę. KAŻDEGO Z OSOBNA. Ta modlitwa zajmuje mi dużo czasu, ale dziękuję mu za każdego z osobna, bo przestało mi wystarczać nic (bo jak pisałam wcześniej często po prostu nie dziękowałam) lub dziękowanie za rodzinę. Nagle potrzebuję mieć pewność, że obudzę się i będzie każdy. Stasia, Grażynka, Ania, Przemek, Piotr, Edek, Tymon, Marysia, Ignacy […] i lista jest naprawdę spora.

Dziękuję Mu za wszystkich, których spotkałam w ciągu dnia, bo bez nich nie byłoby tak dobrze. Nie dziękuję za spotkanych ludzi, a za każdego z osobna, bo nie byłoby miło mi bez nich po obudzeniu.

Jedna największym zaskoczeniem dla mnie jest to, że największą grupą osób za które dziękuję są Ci, których nie lubię, na których nie jestem w stanie patrzeć i z którymi nie chcę mieć nic wspólnego. Oni od razu cisną mi się na język. Czemu? Bo w głębi serca chcę się z nimi pogodzić jeszcze przez śmiercią, ale po ludzku jestem głupia i twarda w swoim NIE! I poza tym podziękowaniem nie jestem w stanie pobiec i się z nimi pogodzić. Nie :p Ale za to podziękowanie i świadomość, że gdybym miała obudzić się jedynie z tym za co podziękowałam daje sobie szansę na to, że może kiedyś dorosnę do tak trudnych kroków…. a może ta druga strona mnie w tym wyręczy, a moje serce będzie na tyle otwarte, że ich przyjmie? Nie wiem, ale cieszę się, że dziękuję!

ALE ALE! Są osoby, na które nie chcę patrzeć, które nie są mi bliskie i nigdy nie były. Są osoby, za które nie dziękuję. Nie myślcie, że jestem święta i potrafię modlić się za każdego. To przecież niby zwykłe „dziękuję”- nic takiego… ale to właśnie świadomość, że po tym „dziękuję” i po obudzeniu się nadal byliby blisko mnie jest zbyt duża. Bo z niektórymi rzeczami/ osobami mam tak, że wolałabym, żeby nagle wyprowadzili się do Krakowa 😉

I pewnie! Za nich pewnie powinnam się modlić najbardziej! Za nich i za siebie w tej zatwardziałości… ale to jeszcze nie teraz. Nie umiem tego robić i najzwyczajniej na świecie nie chcę. Po prostu nie chcę. Na razie chcę podejmować tą, i tak bardzo trudną, modlitwę dziękczynną.

Do mnie Bóg trafił przez podglądanie czyjegoś telefonu… do Was może trafi przez ten post? Zawsze mam taką nadzieję przy takich postach 😀 Spróbujcie dzisiaj wieczorem zasnąć ze świadomością, że po obudzeniu nie zostaniemy z niczym….

To stare zdjęcie, teraz w Warszawie byłam u Wiktorii. Ale leżę w pidżamce i nie chce mi się pozować do zdjęć, a poza tym- lubię tego typka. Za niego się modle najbardziej!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *