PREMIEROWO, czyli co w kinie piszczy #3

Wczoraj był piątek, więc dzisiaj premiery! Kino Światowid w Elblągu zaproponowało mi tym razem trzy filmu, które ustawione były w tak genialny sposób, że między filmami miałam jedynie pół godzinne odstępy, co spowodowało, że nie spędziłam całego dnia w kinie i wyszłam nawet o całkiem ludzkiej godzinie z kina. Od 14.30 do 20.20. Już się przyzwyczaiłam 😀 Oby co tydzień był taki piękny schemat seansów. Nie ma co dłużej gadać. Przechodzę do filmów!

ACH ŚPIJ KOCHANIE

Zaraz zobaczycie, że poniższe propozycje nie są niczym fajnym, a ten film był moim ostatnim seansem tego dnia, więc naturalnym było, że byłam zniesmaczona. Na szczęście do trzech razy sztuka! „Ach śpij kochanie” to taki typowy DOBRY polski, kryminalny film. Za każdym razem są dobre i za każdym razem ciekawią. Przynajmniej mnie. To nie jest tak jak z amerykańskimi komediami. Na szczęście! Jak zawsze- jest brutalnie, są dobre kadry, jest dobra zagadka i…. rewelacyjna gra aktorska! Reżyser przeprowadza nas przez film od pierwszej minuty nie zostawiając cienia wątpliwości. Widzimy morderstwo, a cały film polega na udowodnieniu przestępcy zbrodni. Jest to o tyle trudne, że Władysław Mazurkiewicz (grany przez Andrzeja Chyre) jest bardzo miłym i poważanym człowiekiem.

W filmie na pierwszy plan wychodzi Katarzyna Warnke. Dla mnie objawienie tego filmu! Przepiękny spokojny głos, którego mogłabym słuchać przez 100 minut tego filmu. I nie wiem czy to przez poprzedni tragiczny film aktorski, czy po prostu, ale tu grają same genialne osobistości! Robią ten film. Tylko Grabowski mógłby zmienić kierunek swojej kariery. Świetnie wychodzą mu role szefów… ale może czas na zmianę? Zagrał świetnie, ale zamiast w każdym filmie wcielać się w coś zupełnie innego i robić z tego cuda zasiedział się w jednej ten samej postaci w dosłownie każdym filmie. Szkoda.

Moja subiektywna ocena: 8/10 i to jedyny film, na który warto w tym tygodniu się wybrać. Nawet bardzo warto! Jeśli lubicie polskie kryminały- pochłonie Was.

DWIE KORONY

TO BYŁO OKROPNE! Powinni ten film puszczać na lekcjach „jak nie robić filmu”. Reżyser chyba zapomniał, że na film trzeba mieć pomysł, a nie jedynie dobrą PRAWDZIWĄ historię. I tak oto mamy 93 minuty otwartego wora, do którego wpada wszystko. Zaczyna się od przeokropnego udźwiękowienia! Czasami oglądam pierwsze filmiki jakiś Youtuberów, którzy chcą być profesjonalni, więc zaczynają kręcić osobno dźwięk na mikrofon i później próbują scalić go z obrazem. Pod spodem oczywiście hejty, ale ja umiem im to wybaczyć- uczą się. Ale kiedy idę do kina, widzę pełną salę, a na ekranie wspaniałych aktorów- to krew mnie zalewa, kiedy mam słuchać takiej tragedii!

Później jest jeszcze gorzej, bo paskudna rola Mateusza Pawłowskiego woła o pomstę do Nieba! I może skradł serca Polaków w „Rodzince.pl”, ale niewątpliwie na razie nie powinien pojawiać się nigdzie indziej. Do tego w duecie z Pawłem Delągiem tworzą coś tak sztucznego i złego, że całe szczęście trwa to naprawdę niedługo. Na scenę wchodzi scenarzysta i zaczyna mówić o czym będzie film. ROZUMIECIE TO?! Leci film i nagle scena się urywa i na duży ekran wskakuje reżyser, który mówi o tym, co będzie pokazywał. I choć myślałam, że gorzej być nie może- to jest!

To takie połączenie youtubowego Kotarskiego (czyt. nieudolna próba reżysera), dobrego dokumentu (czyt. ludzi siedzących w pomieszczeniu i opowiadających o bohaterze), filmu fabularnego (czyt. jakieś przebłyski dobrego filmu, który gdyby zajął cały metraż mógłby się okazać naprawdę świetną produkcją [pomijając wstęp z Pawłowskim i Delągiem]) i najgorsze- animacje ze zdjęć i zeszytów, do których dołożono sztuczny kusz. AAAAAHHAHAHAHAHHA- to moja jedyna nieprofesjonalna, ale szczera recenzja tego co się tam wydarzyło.

Nie wolno tak robić filmów! NIE WOLNO! Pewnie, wyszłam z tego filmu smutna, bo historia jest przepiękna i smutna. Ale to nie historia reżysera, tę historię można już przeczytać w wielu książkach. Więc po co ten film?! Reżyser mówi w pewnym momencie, że Maksymilian Kolbe chciał ewangelizować kino. Przez nie właśnie trafiać do ludzi. JAK BARDZO MOŻNA BYŁO TO WYKORZYSTAĆ! Nie udało się, a przez to boję się, że teraz przez długi czas nie powstanie nic dobrego o tym człowieku. Bo po co?Przecież już jest. Eh! -.-

Jeszcze chwilkę o tym filmie fabularnym. W Maksymiliana wciela się Marcin Woronowicz i robi to świetnie. Ale na tym ekranie widać go tak rzadko! Z tego zlepku dziwnych chwilowych akcji widzę, że mógłby powstać dobry film. Zmienienie początku, wywalenie wszystkich idiotycznych łączeń z innymi rodzajami filmów, wywalenie reżysera i jego pogaduszek na ekranie i…. gdyby to wszystko zastąpić zwykłym filmem z dobrym scenariuszem i dobrym dźwiękowcem, wiem, że wyszłoby dobro o którym powinien usłyszeć każdy. A tak to nie.

Moja subiektywna ocena: 3/10 Tak wysoko chyba jedynie ze względu na te dobre przebłyski filmu, a może jedynie za dobre chęci reżysera? Nie wiem, nie umiałam dać jedynki, choć prawdopodobnie trochę na to zasługuje. Nadal czekam na dobry film religijny. Czekam i się doczekam. Może znajdę grupę ludzi i zrobię to z nimi! Ale zobaczycie, kiedyś obejrzycie dobry film ewangelicki. Może żaden nie doścignie już „Pasji”- ale nie musi. To film najważniejszy i mówiący o Najważniejszym. Przecież nic nie może być lepsze niż to. Ale warto się starać nie tworzyć czegoś na podobieństwo Michała Konrada.

POTWORNA RODZINA

To było żadne. Totalnie żadne. To było jeszcze gorsze niż Emotki. Film, które przy tym wydają mi się fantastyczną produkcją. Nie oczekiwałam od tej produkcji fajerwerków, więc moje pójście na film było podszyte jedynie premierą o dobrej godzinie. W takim wypadku zazwyczaj film ocenia się wyżej, bo nie było czasu na wymyślanie własnego scenariusza. A tu proszę- marne 4/10 Nie napiszę o tym filmie nic więcej, nie warto 😉 Moja subiektywna ocena: nadal zbierajcie pieniądze w słoik na dobre kino. Powiem Wam kiedy nastąpi! A jeśli lubicie polskie kryminały, to oczywiście już teraz polecam sprawdzić o której dzisiaj grają pierwszy film o którym dzisiaj pisałam 😉

  1. Oczywiście, że nie trzeba znać wszystkich morderców. Choć uważam, że jeśli bierze się za komentowanie jakiegokolwiek obrazu, wypada znać jego kontekst.
    Co do wykorzystania zdjęć – przyzwoitość nakazuje, że takich rzeczy po prostu się nie robi. Dla mnie to bezdyskusyjne. Tym bardziej, że scenarzyści nie opowiadają widzom fikcyjnych rzeczy – to historia autentyczna.

    1. Zgadzam się. A co do komentowania- pewnie, że mogłabym przed filmem przeczytać pięc ton książek na ten temat i po również… ale staram się pisać tutaj w taki sposób żeby zrozumiał to każdy. Chodzi mi o to, że mało kto przed filmem robi coś więcej niż po prostu idzie na film 😉 Nie piszę tutaj poważnych recenzji tylko swoje mocno subiektywne zdanie 🙂 Dlatego nie czuję się winna, że kontekstu nie znałam. Mimo wszystko mam nadzieję, że czytelnicy przeczytają Twoje komentarze i będą widzieć więcej! 😀 Pozdrawiam 🙂

  2. W „Ach śpij kochanie” scenarzyści wykorzystali zdjęcia Elizabeth Stride i Catharine Eddowes – dwóch londyńskich prostytutek zamordowanych przez Kubę Rozpruwacza pod koniec XIX wieku i wtłoczyli je w rolę ofiar Mazurkiewicza. Uważam, że to daleko idące nadużycie i ogromny wstyd, a przede wszystkim lekceważenie i potwarz dla widzów, których uważa się chyba za bezmózgie zombie , które przełkną każdą sieczkę.

    1. Wow! Dzięki za ten komentarz, tak naprawdę nie wiedziałam nawet, że to była prawdziwa historia. Ale wstyd! Choć chyba nie ma obowiązku znania wszystkich morderców? Mam taką nadzieję! 😀 A co do wykorzystania zdjęć- dziwna sprawa, ale to chyba zbyt wiele, aby mówić, że ktoś przez to robi z widzów „bezmózgowe zombie”? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *