ŚMIETNIK #2 O książkach, które nie skradły mojego serca

Dzisiaj jest brzydko. Jest deszczowo. Zimno. Paskudnie… a na domiar złego dzisiaj pierwszy września- na szczęście jeszcze ten bez szkoły. W tam miłych okolicznościach dorzucę jeszcze swoje trzy grosze i przedstawię Wam listę moich poczynań książkowym w tym miesiącu. Jak wiecie śmietnik nie jest postem, który inspiruje. To jedyny post w miesiącu, który robi wszystko na odwrót. Jednak pamiętajmy, że to książki. O tym musi zdecydować już każdy sam indywidualnie. JEDNAK musicie przeczytać dosłownie wszystko co tu napiszę, bo choć tytuły znalazły się w śmietniku to niektóre takie najgorsze nie są. Po prostu nie skradły mojego serca. Ale to wcale nie jest takie łatwe, więc nie skreślajcie ich na wstępie 😉

Manuela Gretkowska „Na linii światła”

Kiedy tylko otworzyłam paczkę od kuriera z automatu zakochałam się w okładce. Zazwyczaj wydaje mi się, że jeśli okładka jest dobra, to już wszystko inne pójdzie z górki. Uwierzcie, że czytałam tę książkę i naprawdę wierzyłam, że mi się podoba. Nawet nie zauważyłam momentu, w którym zaczęłam się tragicznie męczyć. W mojej sytuacji nadrabiania całego stosu książek w rok nie mogę pozwolić sobie na czytanie literatury marnej. Bo i po co? Skoro mam tak ogromny wachlarz możliwości wolę odłożyć marne i zabrać się za dobre. Proste. Na wakacje zabrałam ze sobą mnóstwo książek, więc tym bardziej nie było obawy, że w połowie zostanę z niczym. Choć zawsze jest to trudna decyzja, to zdecydowałam się na nią. ODŁOŻYŁAM W POŁOWIE CZYTANIA!

Na początku jest genialnie. Tylko później pojawiają się tak dziwne rzeczy, że mój mózg nie umiał tego poukładać w logiczne sceny. Zawsze niezrozumienie próbuję sobie przetłumaczyć brakiem koncentracji, albo złym miejscem do czytania… ale później znajduję rzecz fenomenalną i nagle koncentracja w tym samym miejscu jest lepsza, a i miejsce nie stwarza żadnego problemu.

Nawet nie umiem Wam nic powiedzieć o tej książce, bo po prostu wywaliłam ją z głowy. Nie była mi w niej potrzebna. I tak choć przykładam bardzo dużą wagę do okładek, to jednak (na całe szczęście) nie zaślepiam się nimi i umiem rozważyć czy środek jest dobry. Ten nie był dla mnie. Szkoda.

Niestety, ale totalnie nie polecam.

Anna Bellon „Nie zapomnij mnie”

Książka pojawiła się u mnie totalnie przez pomyłkę. Nie skojarzyłam autorki „Nie zapomnij mnie” z „Uratuj mnie”którą czytałam w styczniu. Kiedy tylko do mnie dotarła już po okładce wiedziałam, że jest to kontynuacja i wcale nie spieszyło mi się z jej nadrabianiem. Przed napisaniem kilku zdań o drugiej części przeczytałam sobie post o wyżej wspomnianym tytule. Tam mówiłam o tragicznym języku pisarki lub tłumacza. Na szczęście tutaj tego nie ma. Język jest całkiem poprawny biorąc pod uwagę, że to literatura dla młodzieży.

Przeczytałam ją w jeden dzień. Lekka, prosta, taka którą czyta się po prostu szybko. Jednak czy właśnie o to chodzi w czytaniu książek? Rozumiem, że niektóre pozycje wciągają na tyle mocno, że nie można się oderwać… ale to nie było to 😉

Pierwsze co zauważyłam to to, że… książka jest totalnie o niczym. Naprawdę. I tak się zastanawiam jak Wam to wyjaśnić, bo przecież książki są o bohaterach i ich losach. Często bez żadnego morału. Jednak ta była taka żadna, że aż niesmaczna. Po prostu totalne nic. I jak miałabym ją polecić? Istnieje na świece za dużo dobrych książek żeby czytać zapchajdziury na jeden dzień.

O stronie wizualnej oczywiście nie wspomnę 🙂

Michał Piedziewicz „Dżoker”

Zdążyłam się już przyzwyczaić do tego tytuły. Jest ze mną naprawdę długo. Leżał, leżał.. aż wreszcie powstały kolejne dwie części i zdecydowałam, że moje wakacje nad morzem to idealny pretekst do nadrobienia zaległości. Tym bardziej, że akcja dzieje się w Gdyni, a strona wizualna jest bardzo spójna i całkiem ciekawa.

Płakałam jak po nią sięgałam. Czułam jakbym brała się za najgorszą lekturę i wcale nie miała na to ochoty. Cóż za komfort, że lekturą nie jest i mogłam ją odłożyć. Tak, niestety w tym miesiącu odłożyłam aż dwie książki. Chyba spłacam dług za tak świetne pozycje wpadające mi do rąk w poprzednim miesiącu.

Jedna co najdziwniejsze? Miałam ze sobą jeszcze dwie kolejne części „Dżokera”. To, że czasami odkładam książki w trakcie czytania nie oznacza, że jakąkolwiek skreślam bez wzięcia jej nawet do rąk. Wzięłam i uwierzcie, że w „Domino” jestem zakochana! Kiedy tylko mam chwilę czasu sięgam po nią i każdy rozdział jest naprawdę fenomenalny. Nie wiem na jakiej zasadzie to zadziałało, jednak cieszę się, że odłożyłam pierwszą i zabrałam się za drugą.

Eh. A miało być tak pięknie. Myślałam sobie, że wstawię post o trzech częściach na raz po powrocie z wakacji… no ale cóż 😉 Mam nadzieję, że wstawię o dwóch 😀

Wiktor Orzeł „I tak dalej”

Niechętnie wsadzam do śmietnika również tę pozycję. W mojej głowie tworzy się pewna bariera przed negowaniem prezentów, ale z drugiej strony- wszystkie dzisiejsze pozycje to owoce współprac z wydawnictwami, więc chyba nie powinnam czuć żadnego dyskomfortu z powodu tego, że książka, którą wysłał mi sam Wiktor Orzeł nie przypadła mi do gustu.

Tylko to nie jest tak, że jest to tragiczna książka! Ze wszystkich czterech była najlepsza. Mniej więcej wiedziałam czego się spodziewać po książce wydawnictwa Novae Res i nie zdziwiłam się.

Ta książka jest bardzo męska, wulgarna, trudna, ale zarazem bardzo prawdziwa w tym wszystkim. I wszystko by było dobrze, gdyby nie to, że podczas czytania czułam się jak zwykłe… gówno. Nie lubię tego uczucia. Nie lubię kiedy pisarz postanawia właśnie w taki sposób przedstawić swoje emocje. Nie lubię tej całej ironii i za wszelką cenę staranie się wyjść poza bariery szablonu książki.

Nie wiem, czy rozumiecie o czym mówię, ale bardzo często spotykałam się z tym zjawiskiem w szkole, a już na pewno wśród ludzi, którzy do plastyka nie chodzili, ale bardzo chcieli być „artystyczni”. Wtedy najważniejszy punktem w stylu życia jest, aby było brzydko. Idealnym jest wynajdowaniem „ciekawych” cytatów itp.

Lubię czuć się dobrze spędzając czas z książką i bohaterami. Tu czułam się źle i niekomfortowo, ale zazwyczaj tak już mam z tym wydawnictwem, więc może bez sensu dawać kolejne szanse i skupić się jedynie na wyborach, które na pewno będą trafne?

Jednak żeby mimo wszystko promować czytelnictwo, to przeszperałam swojego bloga i zrobiłam Wam listę sześciu książek, które moje serce skradły 😀 Są to: We wspólnym rytmie, Dziedzictwo, Dziewczyna, którą kochałeś, Sully, Idealna, Zemsta … i wiele, wiele innych, które znaleźć możecie w kategorii: książki

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *