TADEUSZ- samotny człowiek i pies

Hejka! 🙂
Dzisiejszy post jest dla mnie trudny. Ciężko mi przełamywać niektóre bariery, a dzielenie się w Internecie własną, bardzo intymną sztuką od zawsze mnie przerasta. Znudziło mi się robienie zdjęć dziewczynom w plenerze. Nie bawi mnie to, a jeśli już się na to decyduję, to na zupełnie innych zasadach- z większą świadomością. Jednak teraz, jedyne co mnie w stu procentach satysfakcjonuje to fotografia wyłaniająca na pierwszy plan naturalność, intymność… coś czego nie pokazuje się każdemu, a przez to jest takie szczere i niewymuszone. Przez to właśnie pojawia się moja blokada, bo jak coś co jest czyjeś pokazać światu i udostępnić w Internecie? Mimo to w głowie pojawia mi się drugi głos… że przecież tym chcę się zajmować, to jest dla mnie wartościowe i piękne. Jestem fotografem i mam prawo pokazywać szczerość- swoją jak i moich bohaterów. Ubolewam niemiłosiernie nad tym, że nie mogę nigdzie udostępnić moich fotografii z dyplomu (chociaż były w Galerii El, czyli w miejscu, które liczy się aktualnie najbardziej w moim otoczeniu. To ceniona galeria sztuki, nie mogłabym być na nią obojętna)… i tak wszystko mogłoby się ciągnąć. Bo tych nie udostępnię, tych nie pokażę, te schować i najlepiej w Internecie mieć tylko twórczość płytką i bez emocji- bo przecież o nią nie trzeba się martwić i można udostępniać wszystkim.
Szanuję moją sztukę, moją pracę i moją pasję. Od pewnego czasu wiem, że robię to dobrze- i dlatego chcę się z Wami nią dzielić. Muszę wymyślić sposób i przełamać swoje bariery, ale obiecuję Wam, że mi się to uda 😀 Często myślę o tej mojej fotografii (to chyba nie jest dziwne) i wiem, że od zawsze moja fotografia miała w sobie więcej szczerości- zawsze była bez makijażu i totalnie zawsze miały być to „znikające” ciuchy- czyli spodnie i zwykłe bluzki. A uwierzcie, że namówienie niektórych dziewczyn na taki krok graniczy z cudem. Do pewnego momentu inspirowałam się po prostu nie tym co trzeba. Krzyczałam głośno, że chcę ukazać dobry kadr, a człowiek jest tylko formą. Nadal często mi się to zdarza- na przykład to zdjęcie w lesie, gdzie Piotr jest totalnie bezosobowy, bo liczy się las i jego ciało, które wspólnie tworzą symbiozę i miło się na to patrz- po prostu. Uważam, że to bardzo dobra fotografia. Jednak żeby dojść do poziomu w którym człowiek może być coś znaczącą formą trzeba przejść długą drogę. Uczyłam się całe życie na swoich błędach, na złych kadrach, na poruszonych zdjęciach, ostrości na drugi plan […] Forma ludzka jest bardzo inspirująca, ale od momentu dyplomu (a może nieco wcześniej) zakochałam się w ludziach. Nie w ich formach, a w ich sercach, środku i ich prawdziwości.
Nie znosiłam przez cztery lata wysłuchiwać zdania mojego nauczyciela od malarstwa na temat fotografii. Jaka to ona zakłamana i jak bardzo nie jest sztuką. Gówno prawda! Oczywiście- można przechylić głowę pod odpowiednim kontem, zrobić zdjęcie w dobrym świetle, przy odpowiednim uniesieniu ręki- ale nie mieszajmy selfie do artystycznej fotografii. Świadomą fotografią też można kłamać… ale zadajmy sobie pytanie: czym nie można?! Mi się odechciało kłamać… To powoduje, że swój aparat to celów „ciut głębszych” wyjmuję już sporadycznie, ale tak sobie myślę, że nawet jeśli mają być to dwa duże projekty rocznie (tak jak teraz) to mi to wystarcza. Czuję się po prostu spełniona. Wiem, że to ma sens. Wiem, że to się liczy. I nie mówię teraz o tym, że już nigdy z nikim nie wyjdę w plener i nie zrobię mu portretów- zrobię! Ale będą tak mocne, że nie będzie można oderwać wzroku od każdego kadru!
Aktualnie przepadłam w fotografii ludzi w ich własnych domach. Miałam ten komfort podczas dyplomu, gdzie pięć Kobiet zaprosiło mnie do siebie i mogłam poznać je lepiej. Bez krzaków, które zawsze mnie kuszą i bez zbędnych otoczek. W bałaganie, w porządku- konkretnie w tym, w czym chciały mnie przywitać, a czasami nawet sobie nie zdajemy sprawy ile to „przywitanie” mówi o człowieku… bo nawet jeśli utarte jest w nas, że zawsze trzeba posprzątać, to nigdy nie jest to ten sam efekt i nasilenie 😉
Poszłam za ciosem… a może inaczej- wreszcie zdecydowałam się zrobić krok, o którym marzyłam od kilu lat. Najpierw miałam problem ze starym aparatem, a wiedziałam, że miejsce, w którym się znajdę będzie problematyczne pod względem światła, później bałam się siebie samej- tego, że nie podołam… bo w głowie już rodziły mi się wizje czego to ja nie zrobię i jakie to nie będzie świetne. Tak to już ze mną jest. W końcu się zmotywowałam i zrobiłam coś dla mnie, dla całej mojej rodziny, ważnego. I uchylę Wam dosłownie rąbek tajemnicy 🙂
Tadeusz. Samotny człowiek pies. To zbiór fotografii reporterskiej mężczyzny w jego własnym domu. Prawie dziewięćdziesięcioletni nauczyciel fizyki i pracownik zakładu Zamech w Elblągu. W swoim całym życiu na zwolnieniu był zaledwie kilka dni. Przez większość swojego życia był zdrowy jak koń i pozazdrościć mógł mu tego nie jeden nastolatek. Ma dwóch synów. Najstarszy dostał Jego imię, bo tak należy. Ma psa- Kubę… i każdy poprzedni również był Kuba. Jego żona zmarła dziewiętnaście lat temu i od tego momentu żyje w swoim mieszkaniu w pojedynkę… z psem. Pobudka chwilkę po szóstej, ćwiczenia, spacer z psem, cztery kanapki na śniadanie + kakao. Nie lubi słodyczy, ale słodzi herbatę dwoma łyżeczkami cukru i pije tylko Muszynę, bo podobno jest najzdrowsza. Miłośnik rozwiązywania krzyżówek i czytania (o zgrozo!) Faktu. Przeżył Sybir i nienawidzi pieczarek. Mam tak samo na nazwisko jak On. Jestem Jego wnuczką i jestem z tego szalenie dumna. Jest moim Dziadkiem, a co za tym idzie- Bohaterem.
Chciałam pokazać go na fotografiach już dawno, ale dziewięćdziesiąt lat to nie przelewki. Trafiłam na czas, kiedy jest bardzo źle, ale udało się. Na zdjęciach widzę jego prawdziwego. Czasami nawet tego, którym był jeszcze kilka lat temu. Spędziłam z nim cały dzień. Był to dzień pochmurny i dosyć senny dla każdego… dla Niego bardzo. Przespał połowę mojego pobytu. Trochę się wkurzałam, że zaledwie na 1/3 zdjęć ma otwarte oczy, ale cóż poradzić? Postanowiłam z aparatem przyjść jeszcze nie raz. Przyszłam. Był w dużo lepszej formie… zaczęłam ustawiać go w miejscach, które moja dziecięca pamięć tak dobrze zapamiętała- w kuchni (robiącego frytki!), w przedpokoju witającego nas uściskiem dłoni (żadnych przytulańców!), czy w oknie machającego na pożegnanie. Byłam z tych zdjęć szalenie dumna- były takie jak chciałam i wiecie co? Ta właśnie karta gdzieś przepadła i po wielu dniach smutku zdałam sobie sprawę, że to dobrze. Miało być szczerze, miało być prawdziwie- i ten pierwszy dzień właśnie taki był. Najwidoczniej tyle wystarczyło. Nie wiem czy dobrze, ale zawsze wierzę, że nad tą moją twórczością trzyma solidną ojcowską rękę Bóg i czasami tym swoim „przypadkiem” pomaga mi stwierdzić co jest dobre, a co złe. Stąd na przykład wiem, że akty Kobiet na moim dyplomie były baaaaardzo dobre! 🙂
Fotografie chciałam wywołać i skleić swoją własną książkę, ale zdecydowałam się na profesjonalne złożenie i wydrukowanie przez firmę. Postanowiłam, że będzie to mały rozmiar, bo dzięki niemu utrzymam to wszystko w formie jedynie lekkiego zaglądania przez dziurkę od klucza, a nie dostrzegania każdego szczegółu. Fotoksiążka rzeczywiście jest baaaardzo malutka, bo ma zaledwie 12 cm x 12 cm, ale tyle jej właśnie z powodzeniem wystarcza! <3 Zdecydowałam się również, że na pierwszej stronie będzie grafika z napisanym tytułem i autorem zdjęć oraz rokiem. Jest piętnaście grubych kartek i postanowiłam zagospodarować je jedynie z prawej strony po jednym dużym zdjęciu, co nadaje lekkości i sprawia, że nic wokoło nie ma prawa rozpraszać konkretnej fotografii. Miałam nadzieję, że w niektórych miejscach lewa strona będzie do zapisania przez mojego Dziadka na przykład przepisu na najlepsze ruskie pierogi, ale papier, chociaż do fotografii okazał się bardzo dobry, to jednak do napisania czegokolwiek niekoniecznie- przynajmniej tak mi się wydaje na oko, więc nie będę próbowała, bo boję się, że ją zniszczę 🙂 Jaki jest efekt? Taki, że własnoręczną książkę z fotografiami zrobię przy innej okazji 😛
 
Książkę zamawiałam z Saal-digital na zasadzie współpracy barterowej.
Buziaki! :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *