O laniu wody i zbyt długich akapitach

Hejka! 😀

Dzisiaj rano zaplanowałam bycie na dworze. W takie lato nie można nie wykorzystać tak pięknej pogody! Wyjęłam zakurzone już sukienki, pomalowałam usta i udałam się do parku! Trzeba było to zrobić i byłam szczęśliwa, że mogłam. Było pięknie, ale przez codzienne pisanie postów i niepisanie ich kilka w przód musiałam wrócić, tak aby kolejny dzień przetestować tą przysłowiową piętnastą. Czy rzeczywiście złapię na nią ludzi? ^^ Wczoraj na tym blogu dział się szał! Dziękuję Wam za to tym bardziej, że to był pierwszy post o wierze na nowym i nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. A tu proszę!♥ Pięknie.

To słońce, ostatni czas przemyśleń i Wasze spostrzeżenia dały mi wystarczająco dużo powodów do napisania dzisiejszego postu.

Uwielbiam dostawać od Was wiadomości, komentarze i reakcje na moje dwudziestoczterogodzinne zdjęcia. Ludzkie, że najbardziej lubię te bardzo pozytywne, ale na szczęście bardzo negatywnych nie ma, a te które nie wychwalają mnie pod niebiosa sprawiają, że rzeczywiście mogę na chwilę usiąść i zastanowić się, czy może być lepiej. Bardzo biorę sobie Wasze słowa do serca. Chcę aby to miejsce była piękne zarówno dla mnie jak i dla Was i aby czytało Wam się to wszystko przyjemnie.

To chyba moja wina, że nie napisałam w pierwszym poście jak będzie to wszystko wyglądało, a może po prostu blogowanie jest dla mnie tak naturalne, że to właśnie przyzwyczajenia czytelników wydają mi się nieadekwatne do miejsca? W każdym razie dzisiaj przychodzę do Was z kolejną prywatą, tym razem blogerską. Dzisiaj będzie o tym czym dla mnie jest blog i czego możecie szukać pod linkiem Ciutwięcej.

Przygodę z blogiem zaczęłam w pierwszych klasach podstawówki. Wtedy najmodniejsze (przynajmniej dla mojego rocznika) było dodawanie zdjęć ze swoich ulubionych seriali. Wyszukiwałyśmy ich z koleżankami parenaście godzin, żeby później na swoim blogu mieć najlepsze. Na tamten czas to właśnie taka forma blogowania wydawała mi się najodpowiedniejsza. Parę lat później zauważyłam, że istnieją blogi-pamiętniki. Nie wyglądało to jak teraz- wtedy wszystko było podszyte tajemniczością i mimo wszystko anonimowością.

Kolejnym etapem były BLOGI. Specjalnie piszę to słowo dużą literą, bo te kilka lat temu to właśnie ta forma przemówiła do mnie na tyle, że postanowiłam zagłębić się w nią na wiele lat. Blog stał się miejscem, do którego zapraszała konkretna osoba. Pisała na tematy na jakie jej się żywnie podobało i robiła tam cokolwiek chciała. Oczywiście, po kilku latach pisania o swoim życiu naturalnym było wybranie kilku kategorii, z których również ludzie mogliby wynieść coś pożytecznego.

Na samym końcu wszedł Youtube i to tam zaczęto przenosić swoje blogi, natomiast na stronach, gdzie najważniejsze było słowo pisane, postanowiono dodawać rzetelne artykuły, które z osobowością autora bloga nie miały nic wspólnego. Na Yt wchodzi się dla zabawy, na bloga po wiedzę.

Rozumiem, że przywykliście, ale u mnie na razie nie będzie Youtuba. Zatrzymałam się na etapie dla mnie najodpowiedniejszym, gdzie na blogu znajdziecie wszystko, ale przede wszystkim AUTORA.

Zastanawiałam się nad tym co mówiliście- zarówno tutaj jak i na Facebooku. Bardzo ważne były dla mnie te słowa. Tylko to wszystko jakoś nie współgrało ze mną. Nie chciałam nagle zacząć pisać postów pod czytelników, ale chciałam żeby byli zadowoleni.

Do swojego zespołu zaprosiłam ludzi, którzy znają się na pozycjonowaniu, promowaniu i na Google. Chciałam mieć ich pod ręką, ponieważ chcę dotrzeć do ludzi… ale nie za każdą cenę 😉 Od kilku lat traciłam zaufanie do moich ulubionych Youtuberów i Bloggerów, którzy mówili, że nad tym swoim miejscem nie pracują sami. Myślałam, że tracą autentyczność. Teraz widzę, że nie.

To ja tworzę tego bloga i promuję go swoją twarzą. To na mnie spadają wszystkie pozytywne opinie, ale również negatywne… muszę być w tym wszystkim prawdziwa, żeby później nie obwiniać nikogo za to, że dostanę komentarz: „kiedyś byłaś inna” 😀 I tak oto nie wprowadzam na bloga nagłówków przed każdym akapitem, choć wszyscy mówią mi, że to idealnie pozycjonuje. Sugeruję się pomysłami na tytuły postów, ale ostatecznie to ja decyduję, czy jest odpowiedni.

Nie znajdziecie tutaj w pełni profesjonalnych artykułów i recenzji. Na tym blogu za to znajdziecie mnóstwo moich opinii, bo tylko do tego mam prawo. Nie skończyłam studiów z wiedzy o filmie żeby wiedzieć jak je obiektywnie recenzować (choć staram się być w swojej opinii dosyć obiektywna, to jednak zawsze to będzie OPINIA), nie czuję się na siłach żeby chodzić na koncerty, czy do galerii sztuki i pisać pełnych recenzji na temat tych wydarzeń. Staram się pamiętać o tym, że moje posty mają Wam się do czegoś przydać, ale mimo wszystko jest to mocno nacechowane mną.

Poprzedni rok na fioletowym-sercu pisałam o tym, że chcę jak najbardziej zrezygnować z siebie na potrzeby inspirujących postów, ale zaczynając Ciutwięcej naturalnie zdałam sobie sprawę, że wcale nie muszę z tego rezygnować. Wprowadzam Was w swój świat i chcę żebyście byli świadomi, że mówi do Was dwudziestoletnia dziewczyna, która zakochała się w sztuce… a nie profesor sztuki z najlepszej Akademii. To nie o to tu chodzi 😛

Wnioski po tych kilku dniach przemyśleń? Jest ich mnóstwo. Po pierwsze: cieszę się, że jesteście i tak pięknie wyrażacie tutaj swoje zdanie!♥ Po drugie: będę lać tę wodę ile wlezie! Bo lubię i nigdy nie piszę żadnych bzdur, wszystko prowadzi do celu, serio 😉 Po trzecie: staram się pisać krótsze akapity, przekonały mnie Wasze zdania! 😀 Nie jest to żadna zmiana dla słów, które chcę wypowiedzieć, a jedynie dla oka, a jeśli ułatwia Wam czytanie, to jak najbardziej 🙂 Po czwarte: jak Was to nie przekonuje, to zapraszam na kanały Youtuberów i blogi profesorów.

O laniu wody i zbyt długich akapitach - Ciut Więcej

Przeczytane? TO NA DWÓR!:D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *