Naturalne kosmetyki YOPE

Dzień dobry! 🙂

Jestem w szoku, że nie rzuciłam dzisiejszych zdjęć w cholerę i nie zrezygnowałam z dzisiejszego postu. Jedno jest pewne- potrzebuję stołu bezcieniowego, bo przerabianie zdjęć zajmuje mi ponad godzinę, a choć teraz mam więcej czasu, to później już nie będę go miała. We wcześniejszym swoim internetowym wcieleniu nie przywiązywałam aż tak dużej uwagi do zdjęć (powiem inaczej- nie musiało być perfekcyjne), jednak tutaj zakładałam, że chcę dać z siebie dwieście procent… ale dzisiaj to wszystko mnie przerosło i po godzinie miałam niezadowalający efekt. Tak więc wstawiam takie „przed”, gdzie widać ten mój brak. Chciałabym zdecydować się na zakup tego stołu i pewnie zrobiłabym to dzisiaj, ale boję się, że to wszystko zepsuje mi mój piękny pokój, no ale trudno. Roboczo nazwałam to pomieszczenie „pracownią”, więc chyba czas iść na internetowe zakupy. Idealnie by było, gdyby później do tego doszły lampy, chociaż jedna… ale nie idźmy marzeniami aż tak daleko- najpierw jedno.

Dzisiaj jednak nie o stole, a o kosmetykach! Mnóstwo na moim blogu komercji, tak, to prawda, ale kto jej nie ma mnóstwo w swoim życiu? Jestem konsumentem. Chodzę na zakupy. Jedna część świata widzę w perspektywy produktów i stąd całe to zamieszanie na tym blogu. Chcę się dzielić moimi zakupami (zakupami- bo nie są to współprace, nie zawsze chodzi tylko o reklamę, nie popadajmy w paranoję). Poza tym na tle mojego Facebooka jest napisane, że to blog o ładnych rzeczach, więc wywiązuję się z obietnicy 😀

Kosmetyki nie byle jakie, bo z genialną oprawą graficzną, ale spokojnie i po kolei. Firma YOPE produkuje swoje produkty od kilku ładnych lat i ja od tych paru lat do nich wzdycham. Jedyne co mnie w nich nie przekonywało, to cena, która nie jest najwyższa, ale można podobne produkty znaleźć tańsze- czyli najgorsza droga myślenia jaka istnieje na świecie! Powoli się tego uczę 😀 Przeczytałam na ich stronie piękny opis o tym, że swoją firmę założyli z troski o ręce, które myjemy wielokrotnie w ciągu dnia. Dlatego w ich kolekcji znajdziemy takie produkty jak krem do rąk, mydło w płynie czy … mydło kuchenne (mój faworyt!). Jedna idąc do sklepu nie mamy pięknego tekstu twórców o tym jak ważne są dla nich nasze dłonie, więc co w tym wszystkim przekonuje klienta żeby zdjąć produkt z półki i wziąć do domu? Mnie oczywiście rewelacyjne opracowanie graficzne dosłownie każdej rzeczy! Przedstawione są na nich czarno-białe, rysunkowe zwierzaki. Do tego dołożone są zróżnicowane fonty i idealne rozmieszczenie wszystkiego na etykiecie. Aż bije w oczy ich naturalność, bo przekracza ona ponad 90% całego składu! Kręciłam się, chodziłam, odpuszczałam, bo moje wieczne oszczędzanie na nowe, fotograficzne rzeczy się nie kończy, aż wreszcie w Home&You było kilka produktów przecenionych o ponad 50%, bo kończył im się termin ważności. Oczywiście nie kupiłabym pełnego opakowania balsamu, gdyby jego ważność kończyła się za dwa tygodnie. Skrupulatnie przejrzałam wszystkie i okazało się, że mam na wykorzystanie ich ponad pół roku- zdecydowałam się od razu, bo stwierdziłam, że wypróbuję je i jeśli się sprawdzą będą moimi stałymi produktami w kosmetyczne. Zdecydowałam się wtedy na trzy produkty- balsam do rąk, mydło w płynie oraz mydło kuchenne. Kilka dni temu Ryfka (z szafasztywniary.blogspot.com) na Instagramie poinformowała o mega przecenie na kremy do rąk w genialnych tubkach (które ostatnio testowałam w wyżej wymienionym sklepie) zdecydowałam się, że biegnę i kupuję! 😀 Z tego powodu moje codzienne kosmetyki odświeżyły dla mnie swoją wartość przez nowy zakup i postanowiłam, że napiszę o nich tutaj. O wszystkich razem i każdym z osobna, bo może ktoś nie zna- a warto o nich wiedzieć 🙂

Mydło kuchenne do rąk mineralne 92% naturalne- możecie mi wierzyć lub nie, ale nigdy nie miałam w domu dwóch dozowników przy kuchennym zlewie. Dopiero teraz zauważam jakie to w każdym mieszkaniu jest normalne. Płyn do naczyń i mydło do mycia rąk po każdym myciu naczyń. Puki nie ma się świadomości, że takie coś w ogóle jest potrzebne, to rzeczywiście jest zbędne, ale teraz gdy już swoje piękne mydło mam nie wyobrażam sobie bez niego kuchni. Na początku używałam go dla samego używania, ponieważ pięknie pachnie i nawilża dłonie, ale teraz używam już go dlatego, że po prostu potrzebuję. Na tylnej etykiecie pisze, że neutralizuje zapachy najtrudniejszych do usunięcia zapachów z dłoni- takich jak czosnek, ryba i wiele innych. Ekstra, prawda?! 😀 Buteleczka jest w kolorze ciemnej zieleni, a etykietę ma białą. W mojej szaro-beżowej kuchni sprawdza się idealnie! Butelka posiada aż 500 ml produktu, a że w moim mieszkaniu są tylko dwie osoby, to myślę, że spokojnie wystarczy na bardzo długo! Swoje mydło już po przecenie kupiłam za ponad piętnaście złotych, z tego co pamiętam, ale dla Was wyszukałam w necie o wiele korzystniejsze ceny, więc pod postem będziecie mogli je przeanalizować. I okey, w sumie mydła kupuje się za około trzy złote (kupiłam ostatnio całkiem ładne w Biedronce właśnie za taką cenę), ale jak patrzę na ten produkt, przypominam sobie moją radość z samego go kupna, używania go itp. to jednak stwierdzam, że jest to cena odpowiednia :p

Mydło w płynie Szałwia i zielony kawior 92% naturalne- przyznam szczerze, że zaczęłam go używać niecały tydzień temu, choć kupiłam go kilka miesięcy temu, ale czekałam aż wszystkie inne mydła pójdą w zapomnienie 😀 Śmiesznie, bo w ten sam dzień stwierdziłam, że szałwia w kremie do rąk pachnie okropnie, ale jak użyłam mydła nie wiedząc jaki ma zapach uznałam, że przepiękny-później sama się z siebie śmiałam hahaha 😀 Za jego sprawą wyrzuciłam w kąt drewniany dozownik z IKEA i powiem Wam szczerze, że teraz wygląda o wiele lepiej. Bardzo fajne jest to, że dozownik, przynajmniej na razie, w ogóle się nie psuje (tylko co jakiś czas warto go przemyć jak każdy) i można kupować jedynie wkłady z płynem z plastikowymi workami, co lekko obniża koszt- ekonomicznie! 😀 Zawsze można też kupić jakiś zwykły wkład za złotówkę, ale nie będzie wtedy już tak naturalnie, więc nie będzie też tak fajnie. Jestem z niego bardzo zadowolona!

Balsam do rąk mineralny 97% naturalny- przyznam, że zapomniałam o tym, że jest do rąk i kiedy wsadziłam go do swojego koszyka z kosmetykami i widziałam tylko pompkę do naciskania, to wydawało mi się, że jest zwykłym balsamem i używałam go do całego ciała. Trochę mu zarzucałam, że mocno bieli ciało, ale właśnie mu wszystko wybaczyłam 😀 Mimo wszystko nadal go będę używać do wszystkiego, ponieważ rewelacyjnie nawilża. Jest dosyć tłusty, ale przy tym bardzo lekki. Zazwyczaj stosuję go na noc, ale w dzień też się zdarza, bo na razie nie znalazłam odpowiedniego dla moich nóg kremu, który nie zbielałby i tak białych nóg, które posiadam. W każdym razie- balsam do rąk w takim opakowaniu jakoś nie za bardzo mnie przekonuje w użytku codziennym. Nie używam kremu tylko rano w łazience, a właściwie nigdy go nie używam w łazience przy porannej czy wieczornej toalecie. Nie wyobrażam sobie również takiej wielkiej butli (choć bardzo ładnej!) postawić na przedpokoju, bo wyglądałoby to chyba dosyć dziwnie? Tak więc- do używania na całe ciało- jak najbardziej! Mam nadzieję, że moje ciało nie zmieni się jedynie w ręce? :p W każdym razie do rąk polecam produkt poniżej 😉

Krem do rąk herbata z miętą 98% naturalny-nie dość, że najbardziej naturalny, to jeszcze najfajniejszy (mydło kuchenne tylko leciutko pod nim). Swoim wyglądem przypomina mi dużą tubkę farby olejnej i chociaż na początku myślałam, że jest to niesamowicie awangardowe rozwiązanie, to szybko zdałam sobie sprawę, że jednak nie. Istnieją produkty w takich opakowaniach, ale ja już chyba na zawsze pozostanę wierna temu… tylko przy kolejnym zakupie zmienię zapach, bo ileż można z tym samym! 😀 Zapachów do wyboru mam aż trzy, bo imbir, szałwia i ten, który posiadam teraz czyli herbata z miętą. Przypomina mi on zielone wody toaletowe, które kupowało się za dzieciaka dla siebie, czy koleżanek na urodziny. Dziewczyny, kojarzycie ten zapach? Ja miałam tylko raz takowy, bo nie przypadł mi za bardzo do gustu, ale teraz kiedy wącham swoje ręce pokremowane tym zapachem, to przypomina mi się dzieciństwo (zabrzmiało staro^^)… chyba tak to już jest, że nawet te znienawidzone zapachy z dzieciństwa w dorosłym życiu są czymś pożądanym. Stąd moja miłość. Jednak trochę obawiam się tych innych zapachów. Są bardzo intensywne i w sklepie, kiedy testowałam szałwie kompletnie mi nie pasowała, ale może teraz, kiedy przyzwyczajam się do jej lżejszego zapachu w mydle będę bardziej przychylna? Nie chciałabym z nich rezygnować tylko dlatego, że zapach nie jest trafiony w stu procentach :< Krem jest bardzo tłusty i staram się nakładać go niewiele, bo inaczej przez długi czas nie mogę robić nic z rękami… ale genialnie nawilża, więc chyba o to chodzi? 🙂 Tubka zawiera aż 100 ml produktu, więc wydaje mi się, że starczy naprawdę na bardzo długo, jednak dobrze że nie był większy, bo z racji tego, że to kosmetyki naturalne, to nie mają aż tak długiego terminu ważności. Mój jest do października następnego roku. Niewątpliwie zużyję go wcześniej, ale wolę tak niż gdybym miała wyrzucać, co chyba oczywiste.

No i widzicie, dzisiaj dotknęliśmy tematu ważnego. Już kilka razy lekko o nim wspominałam. Chodzi oczywiście o pieniądze. W ogóle mnie to nie dziwi, że ludzi dziwią ceny za niektóre produkty, bo przywykliśmy, że sieciówki oferują nam produkty, które w promocji kosztują grosze. Jednak ja staram się aktualnie totalnie zmieniać sposób myślenia. Chociaż mam wyjątek- ciuchy. Totalnie jeszcze nie dorosłam do wydawania grubych pieniędzy na ubrania. Uwielbiam mieć ich dużo, często wywalać stare i kupować nowe i wystarczą mi takie z przecen za kilkanaście złotych- o tym też pewnie niedługo powiem… ale wracając. Jestem początkującą artystką, chcę sprzedawać swojego fotografie, swoją twórczość, swoje prace. Wkurza mnie kiedy na mojej pracy widnieje najniższa z możliwych kwot, a ktoś i tak się bulwersuje, że w budowlanym wielki obraz może mieć za dwieście złotych. Pewnie, że tak… ale co to za obraz 😉 W wypadku sztuki umiem zrozumieć (choć wiele jest takich, co pod sztukę się podszywa), ale czasem ciężko mi zrozumieć przy innych rzeczach- jak właśnie biżuteria, czy kosmetyki i inne tego typu rzeczy. Nie ma co się dziwić, jestem dziewczyną, która ledwo co skończyła szkołę, nie zarabiam kokosów i czasami najzwyczajniej w świecie muszę odłożyć na coś wymarzonego, jednak fajnie jest na chwilę się zatrzymać i pomyśleć sobie, że warto tak dla samego siebie mieć w domu dobre rzeczy. Zwyczajnie ładne. To nie jest prawda, że przedmioty nie dają szczęścia. Nie zastępują go, ale na pewno jest czynnikiem większego szczęścia. U mnie ładne rzeczy to jeszcze większy uśmiech na twarzy! Warto docenić pracę innych, wybicie się poza schematy fabryk i robienia ładnego. Tak o. Po prostu. Pewnie, że super szukać przecen… ale może przecenionych tych drogich, fajnych rzeczy, na które nie zawsze stać nas w regularnej cenie? Wiem, że to tylko kosmetyki i co ja tu piszę o sensie życia… ale to tyczy się wszystkiego, mam nadzieję, że rozumiecie co mam na myśli :p

A tymczasem uciekam, buziaki.pa!;*


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *