Katarzyna Nosowska UniSexBlues

Hejka! 😀

Wczoraj nie miałam aż tak wiele czasu na siedzenie przed komputerem, co spowodowało, że mogłam użyć swojej wierzy muzycznej i posłuchać jednej ze swoich płyt. Uwielbiam to robić, ale kiedy siedzę na komputerze jest to trochę problematyczne. Wiadomo, w Internecie roi się od „ciekawych” filmików i wszystkiego co chcemy zobaczyć z głosem, dlatego ja na muzykę w bardzo dobrej jakości i z legalnego źródła decyduję się jedynie wtedy, kiedy mój laptop jest daleko ode mnie. Zupełnie nieświadomie wczoraj wyszperałam coś z samego dołu mojego stosiku CD i padło na solową płytę Katarzyny Nosowskiej UniSexBlues. Ci, co obserwują mnie na Instagramie wiedzą już co się w niej kryje, ale z racji tego, że wczoraj ten kawałek wywołał we mnie ogromne emocje- postanowiłam napisać o nim jak i całej (genialnej!) płycie tutaj. Z tego co pamiętam wcześniej nigdy o niej nie wspominałam, więc jest to tym bardziej uzasadnione 🙂

Zespół Hey tworzy muzykę, na której się wychowałam. Za sprawą mojej siostry, a później mojego własnego uwielbienia do nich. Pierwszą poważną płytę, którą dostałam na gwiazdkę było: „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!”. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym kiedykolwiek zrezygnować z tego zespołu, nawet jeśli nie słucham ich codziennie. Ba! Często zdarzają się miesiące bez głosu Nosowskiej w moich uszach, ale zawsze, gdy wracam czuję to samo, a nawet więcej. To niesamowite jak długo nie akceptowałam jej solowego projektu. Jednak z perspektywy czasu wiem, że musiałam dorosnąć do tych tekstów. Od Karolinki, która bała się patrzeć na okładkę kasety „Milena” mojej chrzestnej do Karoliny, która uwielbia wszystkie przemiany Katarzyny długa droga, ale udało się.

„UniSexBlues” to czwarta solowa płyta Katarzyny Nosowskiej i to właśnie z tego krążka pochodzi wcześniejsza (jak to ładnie nazwała kiedyś moja Magda) maksyma mojego bloga, a aktualnie (w nieco skróconej wersji) nazwa. Wczoraj kiedy tylko zorientowałam się, że to właśnie ta piosenka leci w moich głośnikach postanowiłam nagrać fragment refrenu na moją Insta relacje i pokazać, że rzeczywiście takie słowa tam są. Nie wyszło mi to za pierwszym razem, bo Instagram zaczyna sobie nagrywać kiedy chce i jeszcze nie doszłam do perfekcji kiedy co i jak), nie wyszło mi nawet za dziesiątym, ale spowodowało to tylko to, że siedziałam przy głośnikach i mogłam w spokoju przesłuchać całej piosenki, łącznie z dogłębnym przypomnieniem sobie tekstu. WOW! Ale to jest niesamowity czad! Wiem, że może to nie jest nic wielkiego i zapewne nic sobie z tego nie zrobicie, ale dla mnie uzmysłowienie sobie, że w moje małe miejsce w Internecie ma swój wkład tak ważna dla mnie w świecie muzyki osoba. I chociaż Wy widzicie tylko dwa słowa (a kto jest ze mną dłużej- trzy), to po wczorajszym przesłuchaniu z całą pewnością mogę powiedzieć, że gdybym wstawiła gdziekolwiek na tym blogu cały tekst, to byłby adekwatny do tego wszystkiego. „Chcieć ciut więcej żaden wstyd, lepiej piękniej- żaden grzech”. No cudo! 😀 O tytule chyba jeszcze nie wspomniałam, tak więc na sam koniec tego akapitu „Makro” moi mili! Nigdzie w Internecie nie ma tak dobrej wersji jak na płycie, nie wiem czym to jest spowodowane, ale pamiętam jak kiedyś chciałam podesłać super piosenkę mojej koleżance i płakałam słuchając tego co oferuje Youtube, dlatego polecam zakup płyty. Ostatnio rozglądałam się za nowymi i ta wydawała się szalenie tania, bo kosztowała niecałe dwanaście złoty. Szukać możecie TUTAJ 

Jednak żeby nie było tylko o tej piosence powiem Wam parę słów o całej płycie, bo moim zdaniem jest rewelacyjna. Pierwsza na płycie jest „Era retuszera”, której swego czasu miałam serdecznie dość i wciąż ją przełączałam, takie to właśnie konsekwencje słuchania jednej, nowo poznanej, piosenki przez cały czas:) Krążek składa się aż z czternastu piosenek, do dwunastu z nich słowa napisała Nosowska. Jedenaście jest po polsku i można znaleźć ich teksty w rewelacyjnej książeczce z fotografiami piosenkarki, a trzy są po angielsku… i nie wiem czemu tekstów nie ma. Minusem w książeczce jest również to, że teksty piosenek są nie po kolei i zanim znajdzie się tekst bez nazwy piosenek, bo listy piosenek po kolei nie ma na tylnej okładce, mija trochę czasu. Szkoda, bo to taki niepotrzebny kłopot. Zawsze gdy włączam tę płytę wydaje mi się niesamowicie radosna, do potańczenia, bardzo pozytywna. Jest kilka melancholijnych piosenek- nie zapominajmy z kim mamy do czynienia, ale moim zdaniem wszystko jest bardzo pozytywna. Do całego tego dobra dochodzi jeszcze rewelacyjna okładka. Może się mylę, ale wydaje mi się, że to dopiero ostatnimi czasy modne stało się wlepianie tekstu na całe pole graficzne, którego drugim planem jest fotografia (zazwyczaj portret)? W każdym razie tak sobie myślę, że w 2007 roku to musiało być naprawdę dobre, skoro nadal jest rewelacyjne! 🙂 Miło jest mieć to na swojej półce z płytami. Mi jest miło.

Kartka siódemkowa ma już zapisane trzy tytuły, mam nadzieję, że kolejne cztery pójdą sprawnie i już niedługo spotkamy się w poście muzycznym :p

Buziaki! :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *