Zosia samosia cz.3 / tylko jasne kolory rozświetlają pokój!?

Hejka 🙂
Taaaak, wiem, że nie mam na imię Zosia- nadal mnie to boli, przy każdej próbie napisania tych postów. Jednak blisko mi do tego imienia od zawsze. Moja lustrzanka jeszcze przed jej kupnem została tak nazwana. Tak, kiedy w głowie miałam nazwy typu fioletowe-serce nazywałam również swoje aparaty- najważniejsze przedmioty w życiu można nazywać. Jakbyście też to robili i myśleli, że coś jest z Wami nie tak, to wiedzcie, że ja też tak robiłam/ robię (?) i całkiem dobrze mi z tym 😀 A jeżeli już o tej Zofii mowa- umarła. Jakiś czas temu umarła i nie żyje- taka kolej rzeczy po śmierci ^^. Ogólnie to cierpię i poszukuję fantastycznego aparatu na kolejne kilka lat. Jednak na razie to trochę potrwa. Wiecie jak ciężko jest żyć bez kawałka serca i czegoś co sprawia Ci tyle szczęścia?! Wiele razy zdarzało się tak, że kiedy zostawiłam aparat w samochodzie Magdy, to biegłam po niego po nocach, bo potrzebowałam go właśnie w tym momencie. Nic dziwnego, że się skończył- używałam go codziennie, serio. Może gdyby nie blog nie byłby używany aż tak bardzo, ale nie przesadzajmy…. robię mnóstwo zdjęć, które nie są z myślą o blogu i naprawdę miliony zdjęć nigdy nie ujrzą światła dziennego na tej stronie. Ciężko mi, ale na szczęście mam ten malutki aparacik, który robi zdjęcia, kręci filmy i ogólnie jest. Poza tym robię zdjęcia analogowe…. ale to jest słabe jak się nie ma czasu! Poza tym w Elblągu nie ma dobrego fotografa. Nie po to robię piękne analogowe zdjęcia żeby później dać je schrzanić w wydruku. Także pewnie zbiorę kilka kliszy i będę szukać po internecie dobrego punktu. Znacie jakiś? Z miłą chęcią skorzystam z Waszej pomocy 🙂 Myślę, że to by było mega, jeśli w końcu doszłabym do punktu, kiedy w fotografii analogowej czułabym się tak pewnie, że po prostu kupowałabym kliszę i szła z modelką na trzydzieści sześć zdjęć. Mój Canon Mark III pojawi się w moim domu mam nadzieję jeszcze w 2016 r. i najlepiej gdyby zrobił to jeszcze w maju (staram się o to, serio. Rozglądam się bardzo uważnie ;D), jednak jeżeli tego nie zrobi, bo ja z miłą chęcią wydam wszystkie swoje oszczędności na klisze i wydruki 🙁 Czujecie jak to absurdalnie brzmi? Ale jestem młoda, jestem absurdalna! A co jest jeszcze pewniejsze- kocham robić zdjęcia i jeżeli mam możliwość robić dobrych zdjęć analogowych, to będę to robić. Spoko ogólnie, byłam załamana, ale już jest spoko 😀 Właśnie Wam powiedziałam moją tajemnicę o próbach analogowych- a co za tym idzie: niedługo szykuję post poświęcony analogowej fotografii. Będzie to cykl kilku postów (hohoho, ile cykli na tym moim blogu, jak profesjonalnie hoohoh). W każdym z nich będę opisywać poszczególny model starego analogowego aparatu. Będę pisać jakie są plusy jakie minusy- poziom trudności. Wszystkie moje aparaty, które posiadam są w pełni manualne i pochodzą z czasów kiedy o automacie, czy półautomacie nie było mowy. Jeszcze do poprzedniego miesiąca żyłam w przeświadczeniu, że każdy w domu ma swoją małą lub większą siatę starych aparatów- u mnie w rodzinie tak jest… widzicie jak to można żyć w nieświadomości tylko dlatego, że ktoś Cię wychował w nieświadomym błędzie? ^^ W każdym razie jestem przekonana, że przynajmniej część z Was w domu swoim czy dziadkowym posiada sprzęt w pełni sprawny, który kurzy się niepotrzebnie na strychu, czy w piwnicy. Mam nadzieję, że na moim blogu zobaczycie model, który od lat widzicie u siebie i zmotywuje Was do kupienia kliszy i porobienia paru zdjęć. Nie ukrywam, to jest trudne, tylko nawet jeżeli nie wyjdzie Wam pierwsze pięć kliszy, to zawsze jest ta świadomość, że czegoś nowego się uczycie i doświadczacie…. no chyba, że będziecie wychodzić z założenia, że analogowa fotografia jest prosta i co to tam dla Was. Wtedy nie nauczycie się niczego 🙂 Fotografią w bardziej profesjonalny sposób- manualny- zajmuję się już ponad pięć lat. Trochę już wiem, rozumiem światło, przesłonę, ekspozycję i manualne ustawianie ostrości, ale nigdy w życiu po niewyrobieniu kilku kliszy nie stwierdzę z przekonaniem, że jest to proste. Za każdym razem przy ustawianiu ostrości w analogu mam ten stres, że mój wymarzony kadr nie udźwignie złej ekspozycji. Jednak mocno trzymam kciuki, że przynajmniej już teraz zdjęcia wychodzą mi dobre. Przekonam się o tym dopiero za jakiś czas… więc Was też proszę o cierpliwość, ale obiecuję- takie posty na blogu pojawią się na pewno i to w najbliższej przyszłości jakiej mi się tylko uda 😀
Ale dzisiaj znowu odbiegłam od tematu głównego. Dzisiaj tak jak już mogliście wywnioskować z tytuły, zdjęcia i pierwszego zdania notki- będzie trochę o pokoju. Opiszę troszkę co i jak z tymi ciemnymi kolorami i czy rzeczywiście tak bardzo zmniejszają optycznie pokój. Czy jest się czego obawiać? Zapraszam do czytania:
Wiem, że wspominałam, że w tych postach będzie bardzo amatorsko i bardzo z perspektywy dziewczyny pierwszy raz obcującej z wałkiem ściennym. Jednak nie tym razem- w dzisiejszym poście będę mówić bardzo świadomie ponieważ moje doświadczenie w tym zakresie jest już całkiem spore i wiem, że mogę mówić o tym pewnie, bo swoje już przeżyłam (hehehhe). Zacznę od tego, że mam wspaniałą Mamę. Chyba dosyć rzadko o niej tutaj wspominam, ale jak już wspomnę, to dobitnie- jest najlepszą Kobietą na świecie, która wspiera mnie w każdym działaniu, nawet tym najdziwniejszym. Uwierzcie, że posiadanie tak dziwnej córki jaką jestem ja jest naprawdę niezłym wyczynem. Mam nadzieję, że Bóg przygotowuje już dla mojej Mamy wspaniały wypoczynek i spokój w Raju bez codziennych diametralnych zmian. Dla mnie natomiast taka Kobieta to skarb. Milion ludzi pyta mnie zawsze: A Twoja mama Ci tak pozwala? Jej i co Twoja Mama powiedziała na dredy? Pozwoliła Ci w tak młodym wieku? Jeeeej, wyjeżdżasz tak daleko? A Mama wie? i milion innych przykładów. Dredy, ścięcie ich i bycie łysą, farbowanie włosów na blond, wyjeżdżanie gdzieś daleko, czy ubieranie się w przedziwny sposób nigdy nie było dla mojej Mamy problemem… a przynajmniej nigdy nie odczuwałam z jej strony ograniczeń. Tak mi w duszy gra, więc tak mogę robić. Póki nie zagraża to mojemu życiu i życiu innych ludzi, a przez moje postępowanie nie staję się złym człowiekiem- rób co chcesz! Jestem pewna, że jest to spowodowane tym, że ta już dojrzała Kobieta była kiedyś takim małym człowieczkiem jak Ja i też nie była poważna. Najlepszym przykładem jest to, że aktualnie wszystkie młodzieżowe rzeczy, które chciała wyrzucić przejęłam ja i czuję się w tym świetnie. Wszystko w tej sferze jest super, serio. Polecam moją Mamę! Najlepszy człowiek do kochania i przytulania. 
Tylko nagle pojawia się myśl remontu. Tutaj moja Mama też jest miła- wie, że chcę to robić w życiu, więc z pełnym uznaniem patrzy na moje poczynania, czasami się radzi i w ogóle, spoko. Aż do momentu kiedy wymyślę kolor ścian. Wtedy nagle pojawiają się obawy i wszystkie moje artystyczne wizje stają pod znakiem zapytania. Uwierzcie, że w pokoju najważniejszy jest kolor, od niego się wszystko zaczyna! Nikt mi nie wmówi, że przy pudrowym różu, albo niebieskim kiblowym kolorku lub, najgorzej, jakikolwiek odcień pomarańczu cokolwiek będzie wyglądać dobrze. Próbujcie mnie przekonać, nie uda Wam się. Serio. Jeżeli jesteście właśnie na etapie przekonywania rodziców do czarnego koloru ścian, a oni nie chcą się zgodzić- przeczytajcie dokładnie, żeby później mieć dobre argumenty do poważnej dyskusji ;D
Chciałam w salonie zrobić brązową ścianę. NIE MA MOWY! Chciałam fioletowy pokój. FIOLET WPROWADZA W STAN DEPRESJI (uwierzcie, to był najważniejszy argument. Po pięciu latach nadal żyję! Mam się dobrze. Podobno czasami zdarza mi się uśmiechnąć). ZMNIEJSZY CI POKÓJ OPTYCZNIE! Taaaaaaak….. zmniejszy mi pokój, niewątpliwie. Moi drodzy, żyjemy w XXI wieku. Na permanentne pozbycie się włosów na nogach może jeszcze nie znaleziono rozwiązania, ale naukowcy nadal walczą. Jednak ze ściennymi farbami poszło o wiele łatwiej. Uwaga! Ogłoszę teraz tajemnicę, którą powinni znać już wszyscy na całej kuli ziemskiej: istnieją farby, które dzięki swojemu magicznemu składowi w połączeniu ze światłem jakoś tam czarują, rozświetlają się i pokój wydaje się większy! Czaicie?!!! Ciemne kolory też tak mają! Czasami boję się pokazać Wam cały mój pokój, bo kiedy ja czasami widzę jakąś internetową przestrzeń z każdej strony czuję się oszukana. Serio mam mały pokój. Mam wielkie okno na całą ścianę, ale ogólnie to słabo z nim…. i miałam dwie fioletowe ściany (nie, nie udało mi się przemycić całego fioletowego. Bardzo dobrze! Po kilku latach doceniłam beżową ścianę do zdjęć ^^). Ciemna śliwka węgierka w żaden sposób nie sprawiała, że mój pokój był ponury, ciemny i nieciekawy. Kiedy to słońce wpadało mi przez okno to ta ściana była mega jasna, była bardzo rozświetlona i naprawdę było baaaaardzo słonecznie! ♥ Okey, zaczęła mnie wkurzać, bo fioletowe ściany nie pasowały do mojej nowej wizji, ale w żadnym wypadku nie chciałam jej zmienić dlatego, że czułam ścisk przez optyczne zmniejszenie pokoju! Paranoja! No pewnie, jakbyście zrobili fioletowe ściany, czarną ciężką meblościankę, granatową olbrzymią kanapę, zero kwiatów i zero szczęścia- to byłoby nieprzyjemnie. Bardzo nieprzyjemnie. Ja swój pierwotny pokój projektowałam na jednym wyjeździe do IKEA. Miały być białe meble, małe jasne łóżko z szarą narzutą, żółta (kolor dobrze kontrastujący z fioletem!) lampa stojąca, kolorowe- dobrane doniczki (żółta, zielona, brązowa) i małe drzewko do jednej z nich. Na ścianę kolorowy obraz i czarna ramka na siedem zdjęć. Chciałam żeby było jak najjaśniej, więc chciałam dobrać jasne dodatki- ale wcale tego nie robiłam. Szary, brązowy… nie czuję wielkiej jasności i jaskrawości. Było mi w tym pokoju naprawdę wspaniale! 
W dużym pokoju ta brązowa ściana jednak zaistniała- również z tą magiczną mieszanką rozjaśniania koloru i tworzenia czegoś w rodzaju głębi i magicznego przesunięcia ściany w tył. Jest o wiele lepiej niż było! Pokój ożył, jest bardzo jasny. Pięknie odbija światło, jest tak naprawdę ciepło, przyjemnie i uroczo! 😀
Aktualnie, jak wiecie, mam zamiast fioletowych- białe ściany. Uwaga: mój pokój nie jest większy! Moja ściana jest nudniejsza, jest matowa i nie ma tych pięknych refleksów światła… co za tym idzie nie robią się na niej również piękne, bardzo wyraziste cienie spowodowane wpadaniem słońca przez moje rolety do pokoju- szkoda, bardzo je kochałam… ale to może po prostu jeszcze nie czas. Nie narzekam oczywiście, bardzo odpowiada mi obecny (jeszcze nie skończony) kolor, ale NIE POWIĘKSZYŁ MI POKOJU! Nie zrobił z nim nic co obecnie jest uznawane za zaletę białego pokoju! Jest po prostu surowo, wszystko mi do tych ścian pasuje i jest spoko. Jednak jeżeli macie mini pokoik i boicie się ciemnych kolorów, to siądźcie z kartką. Zróbcie zestawienie koloru ściany z dodatkami. TWÓRZCIE KONTRASTY! – powiedziała ta, co sobie białe doniczki do białego pokoju kupiła ^^ Spróbujcie w pokoju umieścić jak najmniej zbędnych mebli. ZRÓBCIE PORZĄDEK w szafkach, na półkach, w biurku. Wyrzućcie te wszystkie niepotrzebne od lat rzeczy, nie są Wam potrzebne, serio. Zostawcie tylko minimum. Najgorsze co może zrobić człowiek jest ograniczanie się w momentach, kiedy to naprawdę nie jest konieczne. Nie zrobicie światu krzywdy. Wiem, że teraz kiedy napiszę spełniajcie marzenia dla wielu będzie to dosyć absurdalne… ale jak dla mnie wnętrza,w których spędzam większość swojego życia są mega ważne i dla mnie te fioletowe ściany były serio czymś bez czego byłoby mi smutno. Serio. Jej, pisząc to czuję się taka głupia, ale serio- fioletowe ściany i to, że jakoś udało mi się przekonać Mamę do posiadania ich zrobiło moje życie lepszym! 😀 Wiecie ile w tych fioletowych ścianach działo się w moim życiu?! ♥ Jakby były białe, to nie byłoby tak fajne, wtedy. Co tu wspominać jak patrzysz na biały kolor (także dobrze, że teraz mam drabinę i Roślinę- będę wspominać do nich ^^)? Powiedzcie rodzicom, że lepszy mocny, wyraźny kolor chociażby na jednej ścianie niż jakiś okropny pomarańcz! Serio. W pewnym momencie w moim domu wszystkie pokoje miały właśnie ten kolor, bo tak było modnie. Fu! ^^ No to wszystko jasne? Mam nadzieję! Szalejcie z tymi kolorami, kurde! To tylko ściany, po roku można zmienić. Można zmienić nawet wcześniej lub zamalować od razu. Ja wiem, że już teraz nigdy nie zrobię sobie fioletowych ścian- po prostu wyrosłam z tego koloru… a szkoda by było gdyby fioletowe-serce nigdy nie powstało. Mimo bzdurnej nazwy lubię tą bzdurę w moim życiu ;D
Buziaki;*

  1. Ale Ty ostatnio dłuuugie te posty piszesz! A ja zamiast się uczyć, czytam je od samego początku do samego końca! Ejj! No ale dobrze że chociaż są interesujące! 😀

    1. proszę się tutaj mną nie wysługiwać- jak się nie chce uczyć, to zawsze się znajdzie ciekawsze zajęcie hahahhaha :*
      Jej, strasznie fajnie, że ktoś to wszystko czyta 😮 Mi by się nie chciało! 😀

    2. Jej! To już dwie osoby czytają całe długie notki Karoliny- jestem w szoku! 😀 To teraz muszę się jeszcze bardziej starać żebyście czegoś dobrego się dowiedzieli. Jak nie z hs, to chociaż z życia i kultury tej takiej bardziej teraźniejszej ^^

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *