Dlaczego nie poszłam na pielgrzymkę?

Dzisiaj z Elbląg o ósmej rano wyruszyła piesza pielgrzymka na Jasną Górę. Nie wyruszyłam razem z nimi. Kolejny raz. Dlaczego? Zadaję sobie to pytanie za każdym razem, kiedy zostaję, a oni idą. Najłatwiej jest mi zebrać myśli na konkretny temat wtedy, gdy muszę poświęcić mu całą notkę- dlatego piszę. Mam nadzieję, że nie będzie dla Was najważniejsze to, czemu ja nie idę- ale czemu Wy wciąż też tego nie robicie! 😀 Zapraszam do dzisiejszej religijnej prywaty.

Pielgrzymka w moim domu to rzecz naturalna. Moja siostra chodziła na pielgrzymki, a ja później oglądałam z nich zdjęcia. Wydawało mi się to całkiem fajne, ale zarezerwowane dla mojej siostry i tyle. Tym bardziej utwierdzałam się w tym przekonaniu kiedy moja mama poszła tylko na jeden dzień i przez kolejny rok mówiła jak było trudno. Przeoczyłam moment, w którym zdałam sobie sprawę, że ten długi dystans dotyczy również mnie… ale w którymś roku po prostu się pojawił w mojej głowie.

Przez lata potrafiłam sobie przetłumaczyć, że nie, że może to jeszcze nie jest dobry rok. Od kilku lat wciąż powtarzam, że to następne wyjście będzie ze mną! Półroczne wakacje miały być idealnym momentem na to, aby wyjechać na misje, pójść na pielgrzymkę i… i właśnie przeżywam najdłuższe wakacje w życiu, ba! one są nawet dłuższe niż tylko sześć miesięcy, a ja siedzę w domu i piszę post. Dziwne prawda?

Pokonanie prawie całej Polski na własnych nogach, to dla mnie sytuacja tak zupełnie abstrakcyjna, że nie potrafię jej po prostu objąć własnym rozumiem. Nie wiem jak to się dzieje, że ludzie pokonują swoje ciało i idą. Całymi dniami idą. Po ludzku nie da się tego ogarnąć… tylko, że pielgrzymka to nieludzkie wydarzenie, które tym bardziej piękne, że pochodzi od Boga!

Jako osoba będąca tak żywo zaangażowana w życie wspólnoty (o wspólnocie będzie, pamiętam, że miało być- dajcie mi jeszcze czas do września ;)) trochę siebie czasem nie rozumiem. Mam ogromne pragnienie pójścia, ale tak się boję totalnie wszystkiego, że strach przezwycięża. W momencie kiedy dochodzi do konkretnego planowania, całkowicie przestaję myśleć o tym, że mogłabym. Nawet nie biorę takiej myśli do głowy. Czy to źle?

NIE! Ludzie! 😀 Sobie też muszę wkładać do głowy, że to nie jest źle. Nie jest jakoś rewelacyjnie dobrze, ale na pewno nie jest też źle. Każdy jest inny. Totalnie każdy. Ile ludzi tyle inności. Tyle samo rodzajów przeżywania wiary. Piękne są świadectwa ludzi po pielgrzymkach, ale na razie trochę znam siebie i na ten moment nie byłabym szczęśliwa. To samo tyczyło się na przykład wyjazdu na Taize. Wszyscy zakochani, zachwyceni… a ja? A ja wróciłam zniesmaczona.

Lubię przeżywać Boga w ciszy. Nawet jeśli nie jest to samotna cisza, to we wspólnocie zarówno tej wspólnotowej (?) jak i parafialnej. Lubię pójść do kościoła, lubię pomodlić się w towarzystwie dobrze znanych mi ludzi… ale te wielkie splendory, w których nie tylko modlitwa, a jeszcze cała otoczka jest ważna zupełnie mnie nie przekonują, bo po prostu nie mam na to wszystko wystarczającej ilości siły.

Potrzebuje snu, potrzebuję odpoczynku, potrzebuję jedzenia i wolności. Pewnie mogłabym pójść na taką pielgrzymkę z dwójką znajomych i ustalać sobie wszystko samemu. W dużej grupie czuję obawę. Kiedy tak się zastanawiam czego nie dam rady zrobić, jak bardzo jestem słaba… dochodzą do mnie jeszcze bardziej przyziemne rzeczy takie jak złe buty, złe krążenie w nogach, wieczne bóle głowy i totalne nieakceptowanie zbyt długich spacerów. Z każdym dniem nawarstwia się tego jeszcze więcej.

To dziwne. Dziwi mnie jak bardzo biorę to po ludzku. Jedynie po ludzku. Pewnie, że mogłabym powiedzieć: „Idę, w drodze wszystko się zmieni!”. Głupotą wydaje mi się czekanie na jakieś objawienie fantastyczności pielgrzymki… ale. W tym wszystkim chcę być sobą i chcę być prawdziwa. Myślę, że Bóg zmienia we mnie w tym „niechodzeniu” bardzo wiele. Pokazuje mi z roku na rok coraz więcej piękna w tym dystansie. Chcę kiedyś wyruszyć. Znów pojawiają mi się w głowie myśli, że wyruszę za rok, ale czy rzeczywiście tak będzie? Nie wiem. Czasami Bóg robi szalone rzeczy. Wystarczy jedna decyzja, jeden człowiek, jeden moment. „Święty przypadek” i już! Mam nadzieję, że wtedy będę ku temu przekonana. A może to czas, aby zobaczyć jak bardzo w moim życiu istnieje jeszcze JA zamiast JEGO? To trudne. Nie do przepracowania podczas jednego rozważania.

Jednak nie bierzmy pielgrzymki jako sakramentu. To nie jest jedyna rzecz, która prowadzi nas do zbawienia. Tak sobie myślę, że może zostałam, bo właśnie tutaj- w Elblągu- Bóg da mi mnóstwo doświadczeń, w których będę musiała wybrać. Wybrać własną drogę do zbawienia. To właśnie to jest najważniejsze! Chęć zbawienia. Nie pielgrzymowanie, a Boży cel! Piękne jest to, że ci Ludzie wyszli w taki deszcz, kiedy ja słysząc ten hałas przez okno boję się wyjść nawet na balkon. Piękne! I szanuję każdego kto zdecydował się na ten ruch. Dla mnie nie jest to ten moment.

Wiara to styl życia, ale NASZEGO OSOBISTEGO życia. Sami musimy decydować co jest dla nas dobre. Nawet jeśli nie poszliśmy na pielgrzymkę,to przez piętnaście dni możemy robić wielkie rzeczy! Samo trwanie w codziennej modlitwie, Msze Święte, bycie po prostu dobrym. Ej, bądźmy dobrzy, bo ludzie są dobrzy! Odwiedźmy kogoś, z kim nie widzieliśmy się długo. Napiszmy do osoby, z którą nie rozmawialiśmy od dawna, uśmiechnijmy się do wszystkich w autobusie i podziękujmy kierowcy za przejazd. Idźmy w Sopocie lub Krakowie rozdawać zupę dla ubogich z Piotrem Żyłką! Róbmy wszystko żeby ten czas pielgrzymkowy, nawet jeśli nie w drodze coś w nas robił! To chyba najlepszy sposób na… na życie! Całe życie, ale warto zaczynać od małych dystansów.

Życzę tego sobie, ale życzę również Wam. Bądźmy dobrzy! Ja mam wiele za uszami, chyba warto przysiąść nad tym i przez piętnaście dni wygonić wszystko co złe, bo nie jest dobre- a jak nie jest, to znaczy, że nie pochodzi od Boga 😉

Dlaczego nie poszłam na pielgrzymkę?

malarstwo zrodzone z metody/ obrazy- czyli wizyta w Galerii El

malarstwo zrodzone z metody/ obrazy- czyli wizyta w Galerii El

Hejka!:)

Próbuję i chcę pokazywać Wam tutaj sztukę w codzienność. Dobrą grafikę w rzeczach codziennego użytku. Piękną fotografię na co dzień. Chcę żebyście zachłysnęli się tym wszystkim co ja kiedyś. Dlaczego w takiej formie? Taka jest po prostu najłatwiej przyswajalna. Wiem co mówię, cztery lata spędziłam w szkole, która plastyczność miała nawet w nazwie! Nic nie pozwoli Wam tak dobrze pokochać sztuki jak żywe dyskusje o niej wraz z koleżanką, czy dawanie sobie powodów przy byle okazji o myśleniu na jej temat. Każde głupie opakowanie w sklepie może być piękne, a za tym wszystkim może kryć się dobry człowiek. Mam nadzieję, że wiecie, że nasze ulubione lizaki z dzieciństwa zaprojektował Salvador Dali? 😉 Jednak nie ma mowy o tym, aby żył na świecie człowiek zainteresowany sztuką i… nie czuł potrzeby chodzenia do galerii sztuki.

Zazdroszczę wszystkim mieszkańcom Poznania, Wrocławia, Krakowa (Krakowa przede wszystkim, bo Mocak!!!!♥) i Warszawy za możliwość wybory. Przebierać mogą we wszystkim co ich tylko interesuje. Ja niestety (niestety?) mieszkam na razie wciąż w Elblągu i do wyboru mam jedynie Galerię El. Gdybym miałam do wyboru galerie fotografii, designu, ilustracji i wielu innych form sztuki nowoczesnej, to pewnie do Galerii El chodziłabym jeszcze sporadyczniej. Jednak wyboru nie mam, a to miejsce szanuję jak mało które, więc staram się bywać na każdej wystawie, nawet jeśli nie na wernisażu.

Po tylu latach nauczyłam się mówić sobie: „nie podoba mi się!” zamiast: „kurcze, nie zrozumiałam:<„. To zupełna różnica! Mamy prawo do wyboru, nie ma w tym nic złego. Jednak wielce żałuję, że w moim mieście jest preferowana akurat taka sztuka, która zazwyczaj mnie zawodzi… a już tym bardziej w wakacje!

Wakacje to taki czas, w którym najbardziej chcę przekabacić Piotrowi sztukę w życie codzienne. Jest już w stu procentach świadomy tego, że przy każdej naszej podróży punktami obowiązkowymi są galerie sztuki. Tak naprawdę te punkty są kluczowe, inne nie są dla mnie istotne^^ Nauczyłam się spędzać czas w galeriach podróżując samotnie, bo to idealne miejsce do samotności, do milczenia i oddychania. Jednak mocno się wkurzam, kiedy zabieram go na kolejną wystawę z cyklu: „pokochaj sztukę tak jak ja!” i okazuje się, że z wystawy to ja wychodzę smutna, a On kręci się jeszcze w klimacie: „o nie, znów nie zrozumiałem, ale głupio”. Z oczywistych względów najbardziej chcę, aby pokochał Galerie El, bo to miejsce, w którym na dzień dzisiejszy chciałabym się wystawić najbardziej- tak o, po prostu z sentymentu do ilości wystaw, które tu zobaczyłam i sytuacji, które się tu zdarzyły. Jednak zazwyczaj wychodzimy ze zmarszczonym nosem. Ah! Czemu to zawsze się zdarza, kiedy idę z nim, czemu nie wtedy kiedy idę z innymi znajomymi?! 😀 Na przestrzeni dwuletniego związku podszytego znienawidzonym słowem „Anglia” sama zobaczyłam mnóstwo rewelacyjnych wystaw w Galerii El, ale z nim? Może dwie… albo jedną!

Galeria El to przepiękne mury starego kościoła, w których jest surowo, zimno i wszystkie te drobne smaczki powodują, że prace tam wystawiane zawsze wyglądają dobrze! Od 6 lipca aż do 31 sierpnia, czyli przez całe wakacje w środku znajdziemy dwie wystawy. Obrazy Sławomira Marca i Tomasza Zawadzkiego oraz malarstwo zrodzone z metody Piotra Korola. Kuratorem obu wystaw jest dyrektor Galerii- Jarosław Denisiuk.

Na parterze, który oferuje ogromną przestrzeń wystawienniczą, znajdują się prace Piotra Korola. Ogromna ilość prac! Wiecie, mam taki strach przed mówieniem źle o czyichś wystawach w internecie, nawet jeśli to tylko mój blog. Czuję się tak niegodna do krytykowania kogoś kto tworzy już od tylu lat, doszedł tak daleko i osiągnął tak wiele… nie będę tego robić- ale wiedźcie, że wymagam od wystaw więcej. Natomiast powiem Wam pokrótce co i jak 😀 Pierwsza fotografia poniżej to prace autorstwa Korola. Tytuł wystawy sprawia, że wszystko nabiera większego sensu i sprawia, że każda z prac zyskuje w oczach, bo to po prostu malarstwo zrodzone z metody. Na białych płótnach zauważyć można ogromne natężenie kropek w różnych kolorach, które tworzą kompozycje. Niektóre okazują się całkiem ciekawe, inne dla mnie nie. Podczas oglądania ich zastanawiałam się nad tworzeniem tych prac. Każdej tworzonej tą samą metodą. Zastanawiałam się nad zachwytem artysty przy skończonej pracy. Nie mogłam dojść z sobą do porozumienia i chociaż nie chciałam, nadal mam w głowie silniejsze słowo „produkcja” niż „tworzenie”.

Na dwóch kolejnych piętrach znajdują się prace pt. Obrazy Sławomira Marca i Tomasza Zawadzkiego. Tu jest już ciekawiej, bo wszystkie prace są różne. Naprawdę bardzo różne. Tytułowe obrazy to połączenie dwóch artystów, więc nie mogło nie być różnorodnie. Prof. Sławomir Marzec przedstawia na swoich wielkoformatowych pracach abstrakcję również stworzoną z wielu różnokolorowych kropek… ale to jest właśnie to- sztuka nie jest do ocenienia definitywnego. Jednemu spodoba się mniej kropek jak u Korola, a mi więcej jak u Marca. Natomiast u Zawadzkiego dzieje się totalnie wszystko. Bardzo zróżnicowana wystawa, wykorzystanie mnóstwa różnych materiałów takich jak np. akryl, lateks, drewno i sklejka. Prace są zamknięte w bardzo stonowanych kolorach i na pierwszy rzut oka można uznać, że wszystko jest mdłe i takie samo- ale po to właśnie chodzi się do galerii sztuki, żeby na chwilę się zatrzymać i zobaczyć coś więcej 😉

Nie dorosłam jeszcze do pisania postów o sztuce zamkniętej w galeriach, ale będę to robić, bo będę się tego uczyć! Umiem je napisać na papierze, umiem powiedzieć swoje obszerne zdanie w realu, ale tutaj się boję hahaha. Śmieszny ten mój strach czasami 😉 W każdym razie- dzisiaj ten opis wystawy nie był aż tak ważny, choć oczywiście dobrze, że znacie moja opinię na ich temat. Jednak najważniejsze jest to, że trzeba nauczyć się być prawdziwym sobą w galeriach i w obcowaniu ze sztuką. Musimy uzmysłowić sobie, że nie wszystko musi nam się podobać, bo jest to pojęcie tam względne, że bardzo trudne do sprecyzowania. Dla mnie blokada „nie rozumiem:<” była bardzo trudna do przejścia i dopiero kiedy dałam sobie taką wolność poczułam się w galeriach wspaniale. Teraz umiem wejść i jeśli nic mnie nie zachwyci- po prostu obejść i wyjść. Nie żałuję. Po prostu wiem, że akurat to nie wcelowało się w moje gusta. Musimy jednak obcować ze sztuką nawet jedynie po to, aby móc w pełnym wymiarze ją krytykować. Konstruktywna krytyka lub wyrażenie swojej negatywnej opinii nie jest niczym złym. Jeśli umiemy ją uargumentować- jest bardzo dobra 😉 Są wakacje! Czytajcie mojego bloga, rozglądajcie się za rzeczami ładnymi… CHODŹCIE DO GALERII SZTUKI! Warto. Zawsze. Nawet jeśli wystawa nie sprosta Waszym wymaganiom 😉

malarstwo zrodzone z metody/ obrazy- czyli wizyta w Galerii El

malarstwo zrodzone z metody/ obrazy- czyli wizyta w Galerii El

malarstwo zrodzone z metody/ obrazy- czyli wizyta w Galerii El